strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Wywiad z Jarosławem Spychałą nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Imperial City Online rozmawia z Jarosławem Markiem Spychałą, doktorantem Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, autorem wystawy fotografii LEGO Star Wars.

Może parę słów o sobie na początek? Co możesz powiedzieć o swojej pracy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika?

Obecnie jestem doktorantem w Instytucie Filozofii na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zawodowo interesuje się historią starożytnej filozofii i religii, a dokładniej wzajemną relacją i przenikaniem się religii i filozofii w zakresie wyobrażeń o pośmiertnych losach człowieka. W ramach tych badań przygotowuję rozprawę doktorską pt. "Mity eschatologiczne w dialogach platońskich", którą, jak mam nadzieję, niedługo ukończę. Od kilku lat prowadzę też zajęcia ze studentami z zakresu filozofii powszechnej i specjalistyczne, z filozofii antycznej.

Skąd zainteresowanie Gwiezdnymi Wojnami? Czy określiłbyś siebie jako zagorzałego fana, czy raczej jest to dla Ciebie przejściowe zaledwie
zainteresowanie?

Zainteresowanie GW sięga czasów premiery Epizodu IV w Polsce, kiedy to miałem 6 lat i mama zabrała mnie na Gwiezdne Wojny, chyba zresztą w ogóle pierwszy raz do kina. Wtedy nie wiele z tego rozumiałem, mama czytała mi napisy, choć robiła to tak cicho (bo to były czasy, gdy w kinach panowała permanentna cisza i skupienie), że i tak nie pomogło to w zrozumieniu filmu. Wrażenia i emocje natomiast były olbrzymie. Był to przecież mój pierwszy kontakt z wielkim i kolorowym obrazem - telewizor mieliśmy mały i czarno-biały, często się psuł i źle odbierał. Jak wróciłem do domu od razu zabrałem się za pisanie scenariusza filmowego, bardzo naiwnego, naśladowczego i zależnego od SW, ale mojego. Zdjęcia, które dziś robię to dalekie echo tamtego dziecięcego entuzjazmu.

Zorganizowany przez Ciebie wernisaż cieszył się sporym zainteresowaniem. Otrzymaliśmy nawet maila od fana, który przyjechał specjalnie z Poznania, by obejrzeć Twoje fotografie. Czy pokaz spełnił Twoje oczekiwania?

Trudno sprostać wymaganiom osób, które swoją estetykę ukształtowały między innymi pod wpływem Gwiezdnych Wojen - w nich przecież najśmielsze fantazje stały się tak realne jak ból zęba. Ja niewątpliwie jestem jedną z tych osób i jestem niezadowolony z tego, co zrobiłem, a przynajmniej nie w pełni. Po pierwsze, wiem jaką jakość mają zdjęcia w komputerze - fotografuje bowiem w technice cyfrowej - wiem zatem jak wielki rozdźwięk jest między "cyfrowym negatywem" a zaprezentowanym wydrukiem. Oczywiście nie ponoszę za to winy. Problem leży w tym, że technika fotografii cyfrowej rozwija się szybciej, niż techniki druku (przynajmniej dostępne w naszym kraju) i drukarnie cyfrowe nie nadążają za jej rozwojem. W wyniku czego zdjęcie przygotowane do druku musi utracić na jakości, aby w ogóle jakaś maszyna je wydrukowała. I tak z 16 bitowego obrazu powstaje 8 bitowy, a więc jakość jest już o połowę niższa, a poza tym nie ma drukarni wielkoformatowych, które drukują w formacje RAW i tym samym trzeba zapisywać zdjęcie w innym formacie, co wiąże się z dalszym obniżeniem jakości obrazu. Po drugie, i jest to czynnik ludzki, nie znalazłem jeszcze firmy, która wie jak należy wydrukować te zdjęcia i w rezultacie tego wszystkiego to, co zaprezentowałem pozostawia jeszcze wiele do życzenia i nad tym będę starał się pracować w najbliższym czasie. Oczywiście moja wystawa to przede wszystkim prezentacja pomysłu i zarazem przedsięwzięcie logistyczne. Pomysł mi się podoba, a ta mała wystawa w Toruniu wiele mnie nauczyła, co z pewnością będzie bardzo pomocne w przyszłości, kiedy skala i środki będą już poważniejsze.

Modele LEGO Star Wars niekiedy nie dość dokładnie odwzorowują to co oglądamy na srebrnym ekranie. Czy kiedykolwiek natknąłeś się na ograniczenia z tego tytułu, które znacznie utrudniały, czy też wręcz uniemożliwiały wykonanie fotografii?

Tak naprawdę trzeba zawsze pamiętać do kogo adresowana jest wypowiedź (klockowe budowle uważam bowiem za rodzaj wypowiedzi). Gdy byłem dzieckiem i bawiłem się np. żołnierzykami, różne przedmioty domowe, jak np. papcie czy sanki służyły mi za czołgi i lotniskowce. Dorosły człowiek zazwyczaj nie dostrzega w ich kształtach niczego, co by przypominało podobne rzeczy, dziecko jednak tak. To czego brakuje klockom uzupełnia dziecięca fantazja i, jak się okazuje, nie tylko dziecięca. Poza tym, z mojej perspektywy, naśladowcza niedoskonałość klocków jest źródłem ich plastycznej doskonałości, źródłem niewyczerpanych możliwości ich estetycznej, w sensie filozoficznym, interpretacji. Firma LEGO proponuje trzy skale modeli: mini, średnią (która jest przedmiotem moich fotografii) i kolekcjonerką, tę największą, która nie jest w Polsce dostępna. Niewątpliwie figurki średniej skali, która odtwarza postaci filmowych bohaterów, mają wiele niedociągnięć i niedoskonałości: nieprecyzyjne odtworzenie szczegółów wyglądu; niedokładne malowania; nieruchome stawy i związane z tym trudności nadania dynamicznego charakteru postaci. To wszystko jednak zbliża klocki, makiety z nich przygotowane, do formy szkiców, które im mniej dokładne i precyzyjne, im mniej dopowiedziane, tym bardziej wymowne, tym bardziej klockowe zdjęcia zbliżają się do sztuki.

Wiele zdjęć przedstawiało Twoje własne spojrzenie na świat sagi Lucasa. Czy możemy liczyć, że idąc tą drogą w przyszłości zaprezentujesz np. zapierające dech w piersiach sceny batalistyczne, których nie pokazano w filmach?

Przy okazji mojej pierwszej wystawy w ramach "IV Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki" wyjaśniałem, że fotografie nie mają na celu odtworzenia realiów filmowych z pomocą klocków LEGO, lecz przedstawiają także historie i postaci, które nie zostały ukazane w filmach Star Wars. Innymi słowy, zdjęcia pokazują, co można powiedzieć jeszcze o Gwiezdnych Wojnach wykorzystując klocki LEGO, w myśl zasady, że z tych klocków można zbudować wszystko - nawet to, czego nie nakręcił sam George Lucas. W ten sposób staram się zainteresować najmłodszych i ośmielić ich do twórczej postawy na warsztatach filozoficznych, które przygotowuje w ramach mojego projektu LEGO-LOGOS. Główną wystawę planuję zorganizować na wiosnę przyszłego roku i zamierzam zsynchronizować jej otwarcie z premierą Epizodu III w Polsce. Wystawa będzie prezentować zdjęcia, których tematem są przede wszystkim te wątki, które nie zostały ukazane w filmach SW i nazwałbym je domyślnymi. Dla przykładu, domyślne jest lądowanie wojsk imperialnych na planecie Endor, które musiało nastąpić, choć nie jest pokazane w filmie. Na zdjęciach pojawią się także historie zupełnie nieobecne w SW, jak np. wojna Jabby The Hutt z Imperium i podbój Tatooine. Ciekawe będą na pewno sceny walk ulicznych w mieście Urukh, gdzie Imperium poniesie klęskę i ostatecznie, po zawarciu rozejmu, będzie zmuszone wycofać się z planety. W tych scenach weźmie udział kilkaset figurek, więc nie jest to jeszcze batalizm na wielką skalę, ale niesie z sobą pewne jego znamiona. Z drugiej strony R. Scott użył tylko 700 statystów do scen walki w Germanii w filmie Gladiator.


Ile czasu zajmuje (około) wykonanie jednej takiej fotografii? Jaki sprzęt jest potrzebny i z jakimi nakładami finansowymi musisz się liczyć?

Cóż. Zrobienie zdjęcia trwa dokładnie tyle ile naciśnięcie spustu wyzwalacza migawki w aparacie, czyli ułamki sekundy. Jednak przygotowanie wszystkiego zajmuje o wiele więcej, i niestety często kończy się fiaskiem. Tuż przed pierwszą wystawą budowałem skromny, żeby nie powiedzieć prowizoryczny, plan zdjęciowy pod Toruniem, z dala od ciekawski. Spieszyłem się, gdyż zdjęcia z tego planu chciałem zaprezentować na wystawie. Cały dzień aranżowałem scenerię, przewoziłem kilogramy piasku z Torunia i ustawiałem masywne elementy żeliwnych konstrukcji maszyn przemysłowych. Niektóre były tak ciężkie, że musiałem używać podnośnika i korzystać z pomocy dwóch osób. Jednak bardzo mi na nich zależało, gdyż pokrywająca je rdza sprawiała, że w obiektywie aparatu wyglądały jak wnętrze fabryki na Genosis. Że nie wspomnę już o montażu oświetlenia i specjalnych ekranów do odbijania światła, co, choć nie jest tak wielkim wysiłkiem fizycznym, to bywa irytujące i w rezultacie męczy podobnie. To wszystko razem było tak wyczerpujące, że pod koniec dnia - chociaż jestem wysportowanym i silnym mężczyzną - ze zmęczenia trzęsły mi się dłonie i nie mogłem spokojnie utrzymać aparatu. Zacząłem o świcie, a skończyłem pod wieczór. Po ustawieniu scenografii, odpoczywając w samochodowym fotelu, lekko drzemiąc, czekałem na zapadnięcie zupełnego zmroku, gdyż zdjęcia miałem wykonywać nocą. Kiedy wszystko było już gotowe, zaczęło kropić, najpierw spokojnie, więc nie przejąłem się specjalnie i ograniczyłem do zasłonięcia dekoracji plandekami. Potem dalej czekałem w samochodzie, aż chmury przejdą. Wreszcie tak się rozszalało, że rano po dekoracjach nie było śladu, oczywiście poza żeliwnymi konstrukcjami, które przeraźliwie wystawały z masy poszarpanej wiatrem makiety. Koszt tych dekoracji na pewno nie konkuruje z kosztem dekoracjami Lucasa, ale w skali mojego budżetu przeżyłem to tak mocno, jak Lucas przeżył utratę scenografii w Tunezji do Epizodu I. W przyszłości, tj. na wiosnę roku 2005, powrócę do tego planu i dekorację zostaną odbudowane. Teraz jednak nie mogę sobie na to pozwolić. Czy to jest drogie? Przy dużych planach, z których zdjęcia zaprezentuje na najbliższej wystawie, używam oświetlenia przemysłowego o masie ponad 8000 wat. Licznik energii pracuje wtedy jak taksometr warszawskiej taksówki ruszającej z naiwnym turystą spod dworca centralnego PKP, a to przecież tylko ułamek kosztów.

Czy możesz nieco uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć cokolwiek na temat tajemniczego projektu, nad którym pracujesz? Do kogo będzie on skierowany?

Jestem autorem projektu artystyczno-filozoficznego LEGO-LOGOS, który realizuje cele zarówno artystyczne jak i związane z szeroko rozumianą edukacją, zwłaszcza edukacją filozoficzną. Z grubsza chodzi o organizowanie w placówkach oświatowych i pozaoświatowych warsztatów filozoficznych, na których dzieci z pomocą klocków będą stawiać pierwsze kroki w dziedzinie filozofii. Ponadto zamierzam przygotować wystawę, na której zaprezentuję fotografie o tematyce filozoficznej widzianej z perspektywy klocków LEGO oraz dziecięce budowle z klocków, których tematem będą również metafory filozoficzne. To tyle, co na razie mogę powiedzieć, ale nie długo będę mógł zaprosić Państwa na pierwsze tego typu zajęcia i wtedy niczego nie będę musiał już dopowiadać.

Klocki Lego dla większości śmiertelników kojarzą się z dziecięcą zabawą. Jak na Twój projekt zapatruje się kadra uniwersytecka i koledzy po fachu, czy masz problem z przekazaniem im swojej idei?

Od samego początku moja Uczelnia, tj. Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, wspomaga mnie zarówno merytorycznie jak i finansowo, a koledzy i profesorowie zawsze popierają wszystkie inicjatywy, którym przyświeca cel propagowania filozofii i ogólnie wzbogacania kultury. Korzystając z okazji chciałbym podziękować Radzie Programowej "Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki" i władzom Instytutu Filozofii UMK, za wielką i nieocenioną pomoc, której mi udzielono. Szczególne wyrazy wdzięczności przesyłam Pani prof. Urszuli Żegleń, która już od wielu lat zachęca i dopinguje mnie do artystyczno-filozoficznej działalności na rzecz edukacji filozoficznej. Nie mniejsze podziękowania kieruje pod adresem Pana Henryka Siarkiewicza, dyrektora LEGO Polska i Pana Tadeusza Galanta, prezesa firmy Galant 1 (dystrybutora LEGO), którzy błyskawicznie i zdecydowanie zareagowali na moją prośbę o wsparcie. Pamiętam jak napisałem list do LEGO Polska, w którym informowałem o swoich planach, a w załączniku przesyłałem olbrzymią listę z zapotrzebowaniem na konkretne modele klocków potrzebnych do zdjęć. Do dziś nie zapomnę jak następnego dnia zadzwoniła do mnie Pani Katarzyna Śmietanka (Marketing Assistant w LEGO - którą serdecznie pozdrawiam), która pełnym beztroski i spokoju głosem poinformowała mnie, że Firma LEGO mi pomoże. Musiałem przeprosić i odłożyć słuchawkę, aby dojść do siebie. Zadzwoniłem do Pani Katarzyny po dobrych kilkunastu minutach. Drugiego dnia klocki były u mnie w domu. Każdy z nas ma marzenia, ale ich spełnienie jest zazwyczaj procesem długotrwałym - ja czekałem na spełnienie swoich zaledwie dwie doby i cieszę się, że mam jeszcze jakieś inne marzenia, bo tak nie wiedziałbym, co dalej z sobą począć. Od tamtej pory Firma LEGO cały czas mnie wspomaga, a posiłki wojsk imperialnych napływają nieprzerwanie i gromadzą się pod Toruniem w oczekiwaniu na dalsze rozkazy. Mojej armii brak jeszcze ciężkiego sprzętu, przede wszystkim maszyn kroczących i gwiezdnych niszczycieli, ale wiem, że Firma w przyszłości temu zaradzi (na twarzy Jarka pojawił się wielki uśmiech).

Kiedy możemy oczekiwać premiery całego przedsięwzięcia? Czy planujesz jakiekolwiek przedpremierowe pokazy?

Główna wystawa zaplanowana jest, jak powiedziałem wcześniej, na wiosnę 2005, ale czynię starania, aby do tego czasu wystawiać bieżące prace w nieco mniejszej skali, podobnie jak było to w Toruniu. Być może uda się zorganizować kolejne wystawy w Bydgoszczy, Olsztynie i Kielcach.

Na nieco lżejszą już nutę, czego spodziewasz się po Epizodzie III: Zemsta Sithów? Czy według Ciebie klasyczna trylogia jest lepsza czy gorsza od prequeli?

Heraklit z Efezu, grecki filozof, dwa i pół tysiąca lat temu, miał powiedzieć: dis es auton potamon uk na emabaies - co znaczy: dwa razy do tej samej rzeki nie wejdziesz. Chyba należy się z nim zgodzić, chociaż postać Dartha Maula to był akcent w tonach klasycznych SW. Żal tylko, że ten tygrysi wojownik tak szybko musiał złożyć broń - i to w tak naiwnych i nieprzekonujących okolicznościach.

Czy sądzisz, że plotki o powstaniu kolejnych epizodów są wyssane z palca, czy też coś w tym jest?

Nie mam sprecyzowanego poglądu w tej kwestii. Ale, jak sadzę, dla Pana Georga Lucasa byłaby to szansa zrobienia czegoś nowego i zaskakującego. Pozwoliłaby na zerwanie z fabułą klasycznych SW i wprowadzenie zupełnie nowych pomysłów. Zemsta Sithów ma chyba nikłe szanse, żeby nas zaskoczyć, gdyż wiemy, co musi się stać, aby była zachowana zgodność z Epizodami IV-VI, o czym zresztą wspomina sam Lucas. Natomiast nie możemy przewidzieć, wydedukować, co mogłaby przynieść przyszłość restaurowanej republiki. Byłaby to więc szansa zaskoczenia ludzkości ponownie, nie tylko fanów SW, ale wszystkich. Ja bym tak zrobił na pewno.


Dziękujemy serdecznie Jarkowi za poświęcony nam czas, a Czytelników odsyłamy do archiwalnej relacji z sierpniowego wernisażu w Toruniu.



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016