strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Newsnasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



Deprecated: Function eregi() is deprecated in /home/starwars/domains/starwars.pl/public_html/ico/pokaz.php on line 80
Relacja z Pyrkonu 2010
czwartek · 8 kwietnia 2010 · 20:15 · Taraissu

Po (naszym nieskromnym zdaniem) udanym rozpoczęciu roku 2010 konwentem Tatooine we Wrocławiu przyszła kolej na inne miasta. Niedawno w Poznaniu odbył się dziesiąty Pyrkon, oficjalnie uznawany za najlepszy i największy konwent w Polsce. Jak można się domyślić nie zabrakło na nim również fanów Gwiezdnych wojen - a gdzie są fani, tam są i Wasi ulubieni redaktorzy. Zapraszamy do zapoznania się z poniższą relacją z Pyrkonu 2010, spisaną naszym czujnym okiem marudnego fana zDolnego Śląska.

***


PYRKON 2010



Nie zważając na dziurę ozonową i efekt cieplarniany, w marcu niezmiennie przychodzi wiosna, a deszcze padają obficie na kolejki ustawione po akredytację – czyli rozpoczyna się sezon konwentowy. Zgodnie z tradycją w ostatni weekend marca przedstawiciele homo fantasticus ruszają tłumnie w kierunku poznańskiej dzielnicy Dębiec, by wspólnie biesiadować, grać, LARPować, dywagować, wygłaszać prelekcje oraz przeprowadzać nieprzyzwoicie trudne konkursy, a przede wszystkim bratać się na różne sposoby.

Tegoroczny Pyrkon, jubileuszowy, odbył się jak zwykle w krainie ziemniakami rosnącej, w dniach 26-28.03.2010. Dziesiąta edycja imprezy uznawanej od 2007 roku przez Informator Konwentowy za Najlepszy Konwent Roku, poszerzyła swój zakres terytorialny. Z racji rosnącego zainteresowania imprezą lub by nakłonić nerdów do zażywania świeżego powietrza, Pyrkon tym razem rozlokowany został w trzech budynkach zwanych oryginalnie A, B i C. Ostatnich z nich był oddalony kilka minut drogi od pozostałych, ale po drodze znaleźć można było wodopój, karmniki, paśniki oraz lokalną faunę ukrytą w zaułkach, co zdecydowanie uatrakcyjniło trasę czyniąc z niej prawdziwą ścieżkę zdrowia. Czy to z powodów logistycznych, a może z racji niechęci i krzywdzących uprzedzeń, blok Star Wars (co ważne na Pyrkonie po raz pierwszy w pełnym trzydniowym wymiarze) został ulokowany w budynku C i do kompletu dostał między innymi blok naukowy, RPG oraz salę multimedialną, by nie było smutno. Mimo demotywującej odległości od centrum imprezy wszystkie punkty programu w panelu gwiezdno-wojennym cieszyły się sporym zainteresowaniem, a sala nie świeciła pustkami. Widać każdy silny Mocą wiedział dokąd iść. Dodatkowo budynek C na noc stawał się prawdziwą sypialnią z ciszą nocną, co chwaliło kilka zamiejscowych, zmotoryzowanych osób.



Z kolei w budynku głównym A, który mimo zdobycia punktów doświadczenia nadal stanowi dla mnie labirynt nie do przejścia bez kodów, ulokowano sale prelekcyjne, LARPowe, gamesroom, miejsce na gry bitewne i karciane oraz targowisko rozmaitych gadżetów (koszulek, biżuterii, obrazków…) obok których żaden geek nie przejdzie obojętnie. W budynku tym znajdowała się także stołówka o niefrasobliwie różowych ścianach. Budynek B to oczywiście sale noclegowe, w których niezmiennie mieści się mniej karimat niż obiecują organizatorzy. Sypialnie jak zwykle przypominały obozy dla uchodźców, zatem było swojsko i zgodnie z oczekiwaniami, a ogólna atmosfera nieładu sprzyjała brataniu się i zawiązywaniu przyjaźni.



Ponieważ nie posiadłam jeszcze sztuki bycia w kilku miejscach na raz, opowiem tylko o tym co dane mi było zobaczyć lub zauważyć. Poświęcę przede wszystkim kilka słów samemu blokowi Star Wars, który przygotowali i doglądali Lekt oraz Burzol z ramienia Wielkopolskiego Fanklubu. Program stanowił interesującą mozaikę prelekcji, prezentacji, zabaw, konkursów i dyskusji, aczkolwiek punkty programu przygotowane przez lokalnych fanów stanowiły mniejszość, a szkoda. Wśród rodzimych atrakcji odbyła się druga część prelekcji „Erotyka w Star Wars” autorstwa Tori Forebode, na którą nie dane mi było dotrzeć, ale rok wcześniej sala pękała w szwach. Oczywiście nie mogło zabraknąć członków 501 Legionu i Rebel Legionu, którzy wizualnie i merytorycznie uatrakcyjnili imprezę. Pojawił się także tłumacz i redaktor Egmontu, Jacek Drewnowski, który wszedł już chyba do kanonu imprez fantastycznych w Polsce.



Niestety do Poznania dotarłam dopiero w sobotę rano, więc nie wzięłam udziału w dyskusji na temat książki „Dawno Temu w Galaktyce Popularnej”, czego bardzo żałuję i liczę na jakąś powtórkę. Z prelekcji, które miałam okazję zobaczyć za najbardziej godną uwagi uważam tę przygotowaną przez redakcję serwisu Star Wars Extreme, w trakcie której ekipa opowiedziała o swojej, MOCno nowatorskiej wizji serwisu, dalekosiężnych planach i kierunku rozwoju serwisu. Ponieważ redakcja Star Wars Extreme nie ma swych korzeni w społeczności polskich fanów, charakteryzuje ją nowatorskie spojrzenie i nieco odmienne podejście do SW niż pozostałych serwisów. Co z tego wyjdzie, czas pokaże, niemniej trzymam kciuki i życzę powodzenia.

Interesująco wizualnie zapowiadała się też prelekcja o Mandalorianach i Fandalorianach na którą Immo stawił się w pełnej zbroi podszytej sweterkiem babuni. W dalszej części tego punktu programu swoisty coming out mieli Manda’yaim – społeczność Polskich Mandalorian o dwuletniej tradycji, posiadająca ok. 20 członków, ale pozostająca do niedawna stowarzyszeniem tajnym na miarę wolnomularzy. Tym samym obok bractw BOTS, JO oraz POTLS pojawiła się nowa siła w naszej galaktyce, a zanosi się od jakiegoś czasu, że to jeszcze nie koniec.



Dyskusja na temat nowego typu konwentów w Polsce takich jak StarForce czy Tatooine oraz kondycji tego typu imprez w ogóle, pozwoliła organizatorom na wyciągnięcie kilku ważnych wniosków, którzy mają cichą nadzieję, że uczestnicy dyskusji skorzystali na tym tak samo. Serdecznie dziękujemy za porady, większość z nich okazała się bardzo inspirująca.
Bardzo przyjemny akcent stanowiło wspólne czytanie komiksu z podziałem na role, tym razem były to przygody Taga i Binka. W samej zabawie udziału nie brałam, bo utknęłam w GreenRoomie, ale przysłuchiwanie się popisom lektorskim stanowiło wystarczająco dobrą zabawę.

Nieskromnie napomknę również na temat Konkursu o Parodiach Star Wars, który poprowadziłam wraz z Wedgem, a który to okazał się dużym sukcesem i spotkał się z przychylnymi opiniami spoza fandomu SW – zresztą społeczność fanów powinna się wstydzić, że „obcy ludzie” zajęli całe podium w konkursie wiedzy o Gwiezdnych wojnach! Na szczęście starwarsowcy nie pozostali dłużni i odbili sobie starty moralne wygrywając konkurs wiedzy o StarGate. Biorąc pod uwagę, iż uniwersum Star Wars jest jednym z najbardziej rozbudowanych w fantastyce to zgłębienie do tego całego uniwersum StarGate pokazuje, że albo fani SW mają nie lada szczęście, albo po prostu są mądrzejsi od pozostałych homo fantasticus… i niech ktoś teraz się odważy powiedzieć, że jesteśmy ograniczeni albo alienujemy się od innych! Niemniej szacunek dla prowadzących za kostiumy drużyn SG, które zrobiły fajny klimacik.

Spoza samego bloku SW wartą uwagi była prelekcja Marcina Przybyłka pt. „Taoizm w Star Wars”, który opowiedziała nam trochę o filozofii w bardzo przystępny i pogodny sposób. Myślę, że brak tego typu prelekcji w blokach Star Wars na większości konwentów to pięta achillesowa imprez tego rodzaju.

Chwilę później prezentował się kolejny weteran fanowskich zlotów, Staszek Mąderek, ale niestety od początku mojej kariery konwentowej jego wystąpienie zawsze zbiega się z moim, więc po raz kolejny nie dane mi było dowiedzieć się czegoś o tworzeniu efektów specjalnych. Na szczęście w zeszłym tygodniu Staszek wystąpił w programie „Uwaga”, co trochę zrekompensowało mi wspomnianą nieobecność.
Skoro już o frekwencji mowa to nie mogę przejść obojętnie obok sposobu składania programu. Pomijając już fakt, że program poszedł do druku nim zainteresowani dowiedzieli się co i kiedy się odbywa, to ogromny minus stanowi fakt, iż prelekcje gości spoza miasta znalazły się w niedzielę po godzinie 12.00. Zrzucę to na karb niedoświadczenia głównego koordynatora bloku, ale „oczywistą oczywistością” jest, że pociągi kursują w określonych godzinach i tak się zazwyczaj składa, że są to pory wcześnie ranne, w związku z tym planowanie prelekcji z udziałem członków Legnickiego Prakseum w niedzielę o godzinie 14.00 jest wielkim nieporozumieniem.



Podsumowując konwent pozwolę sobie jeszcze na trochę marudzenia i szczyptę optymizmu. Mimo, iż bawiłam się nieźle odniosłam wrażenie, zresztą nie tylko ja, że tym razem postawiono na ilość kosztem jakości (sztandarowym przykładem niech będzie konkurs wiedzy o BSG, na temat którego krążyły bardzo niepochlebne opinie przez całą imprezę). Niemniej ilość atrakcji oraz zaproszonych gości specjalnych była ogromna i chyba tylko multireplikacja pozwoliłaby na zobaczenie chociażby połowy tego, co chciałoby się zobaczyć. Tę trudną sztukę skomplikowali jeszcze starzy znajomi, których z konwentu na konwent przybywa. Zaryzykuję stwierdzenie, że w pewnym momencie jedzie się na zlot aby po prostu spotkać ludzi, a punkty programu stanowią jedynie tło. Pyrkon na pewno sprzyjał nawiązywaniu znajomości i był raczej przede wszystkim zlotem integracyjnym.

Skoro jesteśmy przy plusach muszę zaznaczyć, iż nie mogę wyjść z podziwu, że cały ten chaos i niekontrolowany nieład daje się utrzymać w ryzach i nie dochodzi do rozdarcia czasoprzestrzeni (pomijając tradycyjną już zmianę czasu w trakcie drugiej nocy konwentowej). W tym miejscu należą się wielkie gratulacje organizatorom i gżdaczom, którzy wydawali się dobrze wypełniać swoje obowiązki, przynajmniej tam gdzie miałam okazję być.

Z plusów trzeba też wymienić spory asortyment sklepu z nagrodami, przy którym polconowy z 2009 roku wypadał słabo. Poza tym gratuluję pomysłu na walutę konwentową z wizerunkami orgów.

Jeśli chodzi o minusy, to prócz już wymienionych, dorzucić trzeba wyczuwalną stagnację. Odnoszę wrażenie, że Pyrkon osiągnął pewien pułap, trzeba uczciwie przyznać, że bardzo wysoki, ale w pewnym momencie przestał się rozwijać. Być może spowodowane jest to po prostu brakiem konkurencji lub powolnym wyczerpywaniem się formuły. A być może to ja się po prostu starzeję albo organizatorzy. Najczęściej wymienianym zarzutem w opiniach o konwencie jest lokalizacja budynku C. Oczywiście potrzeba dodatkowej powierzchni jest w pełni zrozumiała i usprawiedliwiona, ale jej położenie pozostaje kwestią dyskusyjną. Pomijając fakt, że trzeba się było nabiegać lawirując między trzema budynkami, to gdy nasi koledzy stali się ofiarami ataku miejscowej ludności, okazało się to po prostu niebezpieczne. Choć to nie pierwszy raz gdy fani SW wzbudzają agresję otoczenia, może to była jakaś ukryta aluzja.

Niemniej Pyrkon był jak zwykle płodny w nowe inicjatywy fandomowe, o których konsekwencjach dowiemy się z czasem. Fani bawili się nieźle, był czas na integrację nie tylko z miłośnikami gwiezdnej sagi George’a Lucasa, odbyło się też wiele udanych atrakcji programowych. Duże poruszenie wzbudził firedance przed budynkiem A i jak zwykle konkurs strojów, który podobno ma się już więcej nie odbyć. Liczę, że ktoś zdementuje te plotki. Jednym słowem póki co Poznań w dalszym ciągu pozostaje stolicą konwentową naszego kraju, a kropką nad „i” będzie przyszłoroczny Polcon, oby równie udany jak Pyrkon.

Ponieważ raport bez puenty jest jak konwent bez obsuwy, na koniec pytanie z dziedziny folkloru fanowskiego: „Ilu fanów Star Wars potrzeba do opróżnienia kosza w środku nocy na konwencie”? Kto widział ten wie, i uznajcie to za przestrogę przeciw nadmiernej kontemplacji Mocy i pamiętajcie, nie róbcie tego w domu!

Do zobaczenia w przyszłym roku!


Relację spisała: Taraissu
Poprawił: Wedge
Fotografował: Urthona





Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016