strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Newsnasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



Deprecated: Function eregi() is deprecated in /home/starwars/domains/starwars.pl/public_html/ico/pokaz.php on line 80
Ignorancja i krytyka
piątek · 21 maja 1999 · 18:53 · Franki

Marcin Drews postanowił podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na temat ignorancji polskich tłumaczy i dziennikarzy. Poruszył też sprawę krytyki Epizodu I. Tekst jest ciekawy, czyta się go z ciekawością... Bardzo dziękuję Marcinowi, że go napisał i przysłał! :-) No, ale oddaję już głos samemu autorowi:Cieszę się, że wielu z nas podejmuje otwarcie temat błędnych tłumaczeń. Jest to dowodem wielkiego paradoksu, jaki od wielu lat z powodzeniem (TAK!) funkcjonuje w polskich mediach. Na czym ów paradoks polega? Ano na tym, że fani (w tym przypadku fani SW), mimo braku zawodowego przygotowania i praktyki, potrafia LEPIEJ I DOJRZALEJ zrozumieć temat, a dzięki temu DOKŁADNIEJ tłumaczyć zarówno teksty filmowe jak i książkowe, niż profesjonalni poligloci. To rzeczywiście dziwne, że przeciętny młody człowiek przy komputerze (mówię tu o większości z nas) lepiej zdaje egzamin niż dyplomowany tłumacz, który nota bene otrzymuje hmmm... niemałe pieniądze za swój "trud". No cóz, zapewne sprawdza się tu stara zasada, iż w każdej pracy człowiek z czasem chamieje bądź staje się "rutyniarzem". Przykłady? Och, są ich tysiące! Zacznijmy od pierwotnej wersji SW, jaka krążyła swego czasu po Polsce na pirackich (wtedy nie było jeszcze ustawy) kasetach:

  • każdy fan wiedział, iż były Wojny Klonów, w jednym z tłumaczeń wystepują jednak "wojny klanów" :)))).
  • flota powstańców w ROTJ zebrała się w pobliżu SULLUST, jednakże kolejny geniusz stwierdził, iż to było "SOLES".

Takich przykładów oczywiście jest znacznie więcej. Co jednak ciekawe i jednocześnie smutne, przeliczyliśmy się okrutnie, licząc, iż w nowej wersji SW polscy tłumacze (niech im ziemia lekką będzie) zrehabilitują się, przykładając się do pracy. O błędach przekładu nowej wersji (źródło: kino i kasety) też dużo by mówić. Podobnie jak powyżej, pozwolę sobie tylko na dwa wymowne przykłady. Oto scena z ANH:

RED NINE'S VOICE: (over speaker) It's a hit!
RED LEADER: (over speaker) Negative.
RED LEADER: Negative! It didn't go in. It just impacted on the surface.

Red leader strzela torpedą protonową, jednakże pocisk nie trafia. Mówi więc, że torpeda nie weszła (w szyb), lecz "poszła" po powierzchni. Tymczasem w filmie kwestie "It didn't go in" przetłumaczono na "nie trafił". Niby dobrze, lecz z powodu braku podmiotu w zdaniu wygląda to tak, jakby dowódca "czerwonych" mówił o sobie w trzeciej osobie.

Przykład drugi - mój ulubiony (szlag mnie trafia, bo z Wedga zrobiono idiotę):

WEDGE: (over speaker) I'm hit! I can't stay with you.
LUKE: (over speaker) Get clear, Wedge.
LUKE: You can't do any more good back there!
WEDGE: Sorry!

Wedge zostaje trafiony i nie może kontynuować ataku. Luke to rozumie i mówi, że Wedge nie może już więcej zrobić, więc niech wraca. Tłumacz beznadziejnie to upraszcza, co wygląda mniej więcej tak (nie mam przed sobą filmu, więc nie pamiętam słowo w słowo):

Wedge: trafili mnie, nie mogę z tobą zostać.
Luke: Wracaj!

Z takiego tłumaczenia wynika, iż Wedge znalazł okazję, by się ulotnić, lecz Luke rozkazał mu wrócic, czego "wredny" Wedge nie posłuchał i sobie odlecial.

Takich "perełek" jest znacznie więcej. Dlaczego jednak w dobie The Phantom Menace pozwalam sobie na retrospekcje, poruszając kwestie ANH? Z obawy, iż powtórzy się najczarniejszy scenariusz: w tłumaczeniu znajdą się błędy, które wypaczą fabułę i wizerunek bohaterów, a przy tym uniemożliwią widzowi rozeznanie w akcji filmu. Przedsmak tego dają nam już dziś dziennikarze, o czym wszyscy mieliśmy okazję dobrze się przekonać.

Skąd biorą się takie błędy? Po części z tego, o czym już pisałem. Dziennikarze i tłumacze mają tak wysokie mniemanie o sobie i swoim fachu, iż nie starają się nawet odpowiednio zgłębić tematu. Uważają się za autorytety, co dodatkowo czyni ich głuchymi na dobiegający z zewnątrz głos rozsądku (np. od naprawdę obeznanych w temacie fanów). Jest jednak jeszcze jeden powód - jak groźny, niech to zilustruje pewien przykład. Wyobraźmy sobie człowieka, który czuje awersję do dzieci, a jednak wybiera zawód związany z ich wychowywaniem. Dlaczego? By móc zaspokajać swą nienawiść. Dlatego bardzo często np. w domach dziecka dochodzi do pobic, a nawet gwałtów. Wiem, że przykład to może drastyczny, jednakże trafnie obrazuje on sytuację na, ogólnie mówiąc, polskim medialnym rynku fantastycznym. Kto opublikuje najwięcej artykulów krytycznych na temat TPM? Oczywiście jakiś zagorzały przeciwnik trylogii. A taki człowiek wręcz popisuje się swoją ignorancją, gdyż uważa, iż rozeznanie w "jakiejś-tam bajce" obrażałoby jego intelekt.. I wtedy właśnie pojawiają się takie perełki jak TMP - "Groźba upiora" czy odnaleziony przeze mnie kiedyś artykuł o ESB pt. "GNOM Yoda uczy filozofii".

I jeszcze jedna kwestia. Jestem młodym, lecz dorosłym już człowiekiem. Od ośmiu lat pracuję jako dziennikarz prasowy i telewizyjny. Nie przeszkadza mi to jednak być zagorzałym fanem SW, bo na tych filmach się wychowałem, a później już, porównując z innymi produkcjami z gatunku SPACE-OPERA, przekonałem się, iż SW to naprawdę przełomowe arcydzieło. Dlatego gdy czytam o "fali dziecięcej naiwności i wierności filmowej" (Gazeta Wyborcza 20.V.99 "Gwiezdny bzik" Zbigniewa Basary), czuję się nieco obrażony, że przyrównuje się mnie do "naiwniaka". Z kolei z drugiej strony przysłowie mówi, iż jesteśmy dziećmi, dopóki chcemy. Ja nie wstydzę się tego, iż mam w sobie "serce" dziecka. Współczuć natomiast należy tym, którzy z wiekiem zatracają zdolność do przejawiania radości z rzeczy prostych - z rzeczy, którymi cieszą się dzieci. Taki ktoś odcina się od swej młodości, staje się zgorzkniały, po czym chwyta za pióro, krytykując wszystko, co tworzone jest na bazie nieskrępowanej ludzkiej wyobraźni.

Poza tym, nie ukrywajmy, wielu słabych dziennikarzy bądź domorosłych krytyków, to poloniści (są oczywiście liczne wyjątki), którzy rozczarowani pracą w szkole próbuja swych sił na łamach prasy. Niestety polska katedra filologiczna, która wychowuje nam magistrów, skażona jest niezwykle silną niechęcią do fantastyki. Kiedy startowałem w olimpiadzie polonistycznej, mój nauczyciel polecił mi napisać w pracy, jakie czytam magazyny literackie. Kiedy podałem, że przede wszystkim "Fantasytkę", kazał mi to wykreślic, bo "Fantastyka" nie spełniała ponoć jakichś kryteriów :( To było naprawdę żenujace.

Twardogłowym profesorom, wychowanym na Mickiewiczu i teatrze Kantora, w głowie się nie może pomieścić, iż szeroko rozumiane SF także jest gatunkiem literackim i to nie mniej niż inne ambitnym. Przecież pisarzami SF byli chociażby H. G. Wells czy J. Verne. A co powiedzieć o stworzonym od podstaw świecie J. R. R. Tolkiena? Wszak to wiekopomne arcydzieło!

A "Gwiezdne Wojny"? Czy są tylko beznadziejnym komercyjnym kiczem? Dla mnie takim kiczem był "Titanic" (pozytywne oceny krytyków, he, he...). Uważny, obiektywny widz o szerokich horyzontach intelektualnych z powodzeniem porównać może trylogię SW do trylogii Sienkiewicza (dzieło literackie w swoim czasie także komercyjne i w pewnym sensie przygotowane pod publikę, a jednak uznane, szanowane i stawiane na piedestale). Jedna i druga to przecież wspaniałe epopeje opowiadające o losach ludzi walczących o dobro i pokój, ukazujące rozterki duchowe bohaterów, konsekwencje dokonywanych przez nich dobrych czy złych wyborów. Osobiście zawsze z takim samym zainteresowaniem oglądam SW jak i "Potop" - najbardziej udaną ekranizację dzieła Sienkiewicza.

I TUTAJ TRAFIAMY WŁAŚNIE NA MINE, która wybucha pod stopami krytyków, ukazując, iż są oni stronniczy. Gazety rozpisały się już bowiem na temat TPM - jaki to on bezpłciowy, komercyjny i płytki. Ci sami krytycy piali jednak z zachwytu nad "Ogniem i mieczem", dziwnym trafem nie dostrzegając, iż film ten jest wyjątkowo płytki, komercyjny, obniża poziom i w ogóle wypacza książkę Sienkiewicza. Z bohaterów zrobiono idiotów (Wołodyjowski, Podbipięta), puszczono masę błędów (Horpynie widać szkła kontaktowe, a Helena raz ma jeden warkocz, a później już dwa takiej samej grubości, jak ów jeden itp.). Krytycy nie odważyli się jednak tego zauważyc, bo to przecież dzieło polskie, historyczne i narodowe. A poza tym reżyserowi zmarła żona, więc nie wypada go krytykować. Tymczasem Lucas to Amerykanin, produkujący jakąś-tam fantastykę. On nam nie może zaszkodzić, więc "kupą, mości panowie" na George'a! Pokażmy mu, gdzie raki zimują! W negatywnym szale "anty-StarWarsowym" nikt nie dostrzegł, że Lucas stworzył nową technologię, że odmienił sposób oglądania filmu, że sprawił, iż jego bohaterowie będą żyli wiecznie. To nie jest dla krytyków ważne. Zbrukano też liczbę efektów specjalnych, bo to przecież komercja ;) Nikt jednak nie odważyl się wspomnieć, iż dzięki fachowcom z Industrial Light and Magic storzono nową technologię badań medycznych (na Planete poświęcono temu cały program). Etc. etc.

W każdym razie konkluzja sprawy jest taka: tłumacze, dziennikarze i krytycy, którzy nie poznali SW i nie zakochali się w tym świecie, zawsze będą starali się skazić to dzieło swą niechęcią. Tracą niestety na tym rzesze fanów, którzy placą grube przecież pieniadze, by móc życ w stworzonym przez Lucasa uniwersum. A część tych pieniędzy zamienia się właśnie w honoraria tych, którzy kalają SW swymi uprzedzeniami. My jednak wiemy, na czym stoimy, zatem odwagi! Nie dajmy się ponieść fali negatywnych emocji! Sami oceńmy, jaki prezent przygotował nam Lucas na koniec tysiąclecia i nie sugerujmy się zdaniem tych, którzy nas nie rozumieją i nie chcą zrozumieć.

Niech Moc będzie z nami - już na zawsze!

Marcin Drews

P.S. Obecnie pracuję jako redaktor naczelny pewnej urzędowej publikacji, a także współpracuję z TV kablową. Jeśli uda mi się zorganizować w naszym kinie "NOC ze Star Wars - trylogia + TMP", opublikuje na ten temat parę reportaży, a także postaram się, by zdjęcia z tego wydarzenia trafiły na oficjalną stronę WWW Lubina. Szczegóły już wkrótce!




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016