strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Nomi - The Force Unleashed II nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


okładka
Próba adaptacji gry komputerowej na wersję książkową przy okazji promocji pierwszej części "The Force Unleashed" nie była dla Seana Williamsa szczególnie udana. Książka nie okazała się niczym więcej niż fabularyzowaną instrukcją dla gracza, a to, co było w niej dobre, nie było zasługą pisarza tylko scenarzysty gry. Druga część "The Force Unleashed" miała premierę w październiku. Rozrywce elektronicznej przy tej odsłonie również towarzyszyły książka i komiks. Kolejny raz scenariusz Hadena Blackmana zinterpretował Williams. Starałam się nie czytać plotek i wiadomości dotyczących fabuły gry, nie oglądałam filmowych zwiastunów. Piszę o książce, tylko i wyłącznie o książce. Czy tym razem da się zapomnieć, że w tle jest komputerowa rozrywka?

"And who knows which is which and who is who."

Starkiller, bohater, uczeń Vadera, powraca. Ale... przecież on umarł w poprzedniej części historii. Na pewno? Któż wie, kim jest człowiek wyglądający jak Starkiller, obdarzony wspomnieniami Starkillera? Cudownie ocaloną wersją oryginalną czy też klonem, jednym z wielu powstałych podczas eksperymentów, których celem było stworzenie niezwykle silnego Mocą i posłusznego osobnika? Sam bohater tego nie wie. Wspomnienia są fragmentaryczne, nie tworzą logicznej całości, mieszają się z wizjami. Co jest rzeczywiste? Jeden człowiek zna prawdę, ale zdecydowanie nie ma ochoty podzielić się wiedzą, bo to jeden z elementów kontroli i manipulacji. Kryzys tożsamości, schizofreniczne wizje, niepewność, poszukiwanie samego siebie i prawdy o sobie, to elementy opowieści, które się Williamsowi zdecydowanie udały, choć w grach komputerowych motyw bohatera budzącego się do życia, powracającego z zaświatów, czy dotkniętego amnezją nie jest innowacyjny. Ale za ten element, za atmosferę, duży plus.

"A teraz powieś swoją logikę na tamtym kołku."

Mina rzednie, gdy autor zabiera się za opisywanie niewątpliwie spektakularnych popisów bohatera na polu bitwy. Indywidualna walka dzierżonymi w obu dłoniach mieczami świetlnymi nie budzi zastrzeżeń. Nastrój, emocje, przechylające się szale to plus. Ale wyczyny na polu bitwy to już przesada. Jest gdzieś cienka linia, granica wzrostu mocy, umiejętności i siły postaci, za którą zaczyna się śmieszność i parodia. Nie da się bowiem z poważną miną, na serio, przyjąć do wiadomości ogromu potęgi bohatera. Niektóre wyczyny Starkillera wywołały u mnie niemalże zażenowanie, pogardliwe prychnięcie. A gdy zbliżałam się do zakończenia powieści, obserwowałam wydarzenia z coraz większym niedowierzaniem. Zawieszenie niewiary i wyłączenie logiki niezbyt pomogło.

"Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To Superman!"

Pokonywanie rzesz wrogów, przeskakiwanie ogromnych odległości, gwiezdne myśliwce w roli deski surfingowej, wychodzenie w przestrzeń okołoplanetarną i rodeo na grzbiecie umierających statków kosmicznych... A może "The Force Unleashed" to tylko opowieść o superbohaterze snuta przez mieszkańców odległej galaktyki? Nie mająca wiele wspólnego z ich rzeczywistością. Wysokobudżetowa superprodukcja filmowa ukazująca marzenia Rebeliantów o pokonaniu i upokorzeniu arcywroga? Nigdy nie lubiłam opowieści o latających herosach w przyciasnych trykotach, więc tego superbohatera również nie mogę przełknąć. Nie mogę. Za syndrom Supermana minus.

okładka
"Ain't no sunshine when he's gone..."

Za chwilę okaże się, że książka zatytułowana "The Force Unleashed II" to pierwszy w historii gwiezdnowojennej literatury romans. Zagubiony w rzeczywistości i szukający tożsamości bohater ma jedyny stały punkt, który pozwala mu funkcjonować i daje siłę do działania. Ją. Ona jest jedynym powodem by walczyć, pokonywać przeciwności, dokonywać niewiarygodnych czynów. Nie liczą się żadne ideologie filozoficzne i poglądy polityczne. Rebelia i Imperium mogą niszczyć się nawzajem. Co go to obchodzi, skoro jej przy nim nie ma? A ona uważa go za zmarłego. Nie może jednak zakończyć żałoby i pójść naprzód, uczucie było zbyt silne. Spotkanie tej pary jest nieuniknione. Po drodze czeka wiele przeszkód i wrogów, ale przecież miłość zwycięża wszystko. Mogłabym co prawda złośliwie zauważyć, że zdarzało mi się czytać związane z grami komputerowymi opowiadania fanowskie niosące zdecydowanie większy ładunek emocjonalny, ale co tam. Za elementy romantyczne plus.

"In the beginning, long time ago."

W filmie, który niegdyś zatytułowano "Gwiezdne wojny", oglądaliśmy Sojusz rebeliantów, jako świetnie zorganizowaną, perfekcyjnie działającą grupę. Nie zawsze tak było. Już Timothy Zahn wspomniał o niesnaskach pomiędzy założycielami sojuszu. Początki zazwyczaj bywają trudne, a każdy z przywódców ma własną wizję rewolucji. Mało ludzi, mało sprzętu, wielkie aspiracje. Jak postępować? Atakować łatwe, nic nie znaczące cele? To nie przynosi chwały i rozgłosu, ale straty są minimalne. Atak na znaczącą, silnie bronioną placówkę, to ryzyko. A kto przyjmie odpowiedzialność za tak niepewny militarnie i politycznie krok? Nie tylko Juno rozpaczliwie potrzebuje swojego bohatera, katalizatora wydarzeń, osoby, na którą można zrzucić winę za ewentualnie nieudany ruch. Za pokazanie początków Rebelii, tarć politycznych pomiędzy jej przywódcami, rosnącej roli Lei Organy i jej opinii o mężczyznach będących draniami plus.

"Play the game - ev'rybody play the game..."

Niestety nie da się zapomnieć, że książka jest związana z grą. Wyczyny bohatera są do przełknięcia tylko i wyłącznie w perspektywie kreskówki bądź gry. Walka z przeciwnikami o wzrastającym poziomie umiejętności. Na pierwszy ogień mięso armatnie, później ci ostrożniejsi, później... Przeskakiwanie pomiędzy platformami, jak w pierwszej komputerowej rozgrywce jaką pamiętam - miałam trzy życia i bardzo często spadałam w przepaść. A ile żyć ma nasz bohater? A czy autor nie mógł pominąć, złagodzić, przedstawić inaczej pewnych epizodów z życia bohatera, tak aby mniej przypominały platformówkę, czy też inną strzelankę? Za odczuwalny w książce klimat gry minus.

"- Leo, why?
- For money. "


A to jeszcze nie koniec historii... Dlaczego się dziwię? Marka "Gwiezdnych wojen" zawsze przyniesie zyski, gra "The Force Unleashed" nieźle radzi sobie na rynku. Więc dopóki są chętni, dopóty producenci i scenarzyści będą wyciskać z historii Starkillera wszystko co możliwe. A że prowadzi to do dość dziwacznych, absurdalnych sytuacji? Zakończenie książki bardzo, ale to bardzo mi się nie podobało. Kołek na którym wisi logika musi być naprawdę mocny, należy bowiem dorzucić tam jeszcze zdrowy rozsądek i obowiązującą dotychczas konstrukcję świata odległej galaktyki. Czytając końcowe strony książki czekałam na jakieś wielkie wydarzenie, przełom, który sprowadzi sytuację na tory bliższe kursowi oryginalnych "Gwiezdnych wojen". Nic z tego. Dziwaczne zakończenie, dziwaczna sytuacja. Ile jeszcze absurdów fan da sobie wcisnąć zanim tupnie nogą i krzyknie gromko "bzdura"? Za zakończenie i żenujące upokorzenie najważniejszej postaci uniwersum minus. Ale czy dla Williamsa? Chyba dla scenarzysty?

"Summa summarum. "

Niepewna tożsamość - plus. Superpotęga, tworzenie coraz silniejszych i potężniejszych bohaterów, supermanów w świecie Supermanów - dwa minusy. Wątek miłosny - plus. Spory i trudności w początkowych dniach Rebelii - plus. Nierealny klimat gry i absurdalne zakończenie - minus i minus. Razem trzy plusy i cztery minusy czyli minus jeden. Można doliczyć coś za ładną okładkę. Do tego czytało się szybko i łatwo. A jeśli ktoś lubi grę...

"Pero, pero, bilans musi wyjść na zero..."

Nomi
27.11.2010 r.

Artykuły: 1, 2, 3. Star Wars: The Force Unleashed II - Sean Williams - Del Rey Books - październik 2010.

- twarda okładka z obwolutą,
- 336 stron,
- ISBN 0345511549,
- cena 27 USD,
- zawiera fragment powieści Seana Williamsa "The Old Republic: Fatal Alliance".


Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016