strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Nomi - Order 66 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


okładka
"Rozkaz 66. W przypadku działania oficerów Jedi wbrew interesom Republiki, po otrzymaniu szczególnych rozkazów zweryfikowanych jako pochodzące bezpośrednio od Naczelnego Dowódcy (Kanclerza), dowódcy WAR wyeliminują fizycznie wzmiankowanych oficerów, a dowodzenie WAR zostanie na powrót przejęte przez Naczelnego Dowódcę (Kanclerza), do czasu utworzenia nowej hierarchii dowodzenia."

Rozkaz 66 nie wyróżniał się niczym szczególnym spośród 150 rozkazów awaryjnych Wielkiej Armii Republiki, zestawu procedur, do których armia miała zastosować się w przypadku zaistnienia różnych nietypowych sytuacji politycznych. Procedury awaryjne nie były tajne, każda osoba należąca i pracująca dla armii mogła w każdej chwili wyłowić je z pamięci komputerów. Żołnierze cytowali je z pamięci jako dobrze wyuczoną lekcję. Czy Jedi, jako oficerowie WAR, mogli ich nie znać? Niemożliwe. Można mieć o nich różne zdanie, ale nie posądzajmy ich o tak daleko posuniętą ignorancję. Instrukcja awaryjna oznaczona numerem 66 istniała tak długo jak armia republiki. Podobnie jak armia czekając na właściwy moment, ukryta wśród nudnej, długiej listy dziesiątków procedur, o których nikt tak naprawdę nie myślał, nie sądził, że znajdą praktyczne zastosowanie. Dopóki jedna z procedur nie została uaktywniona 1089 dni po bitwie na Geonosis, o godzinie 21:00. Co diametralnie zmieniło świat i wpłynęło na losy wielu, wielu ludzi.

"An order was an order. And orders had to be followed, or else the society fell apart."

Wśród żołnierzy polecenie wykonania rozkazu 66 spotkało się z chwilowym zaskoczeniem, momentem wahania. Ale żołnierz wykonuje rozkazy, nie zastanawia się, który z nich jest właściwy. Żołnierz jest narzędziem państwa, a poprzez państwo wykonawcą woli obywateli republiki. Żołnierz nie ma pełnego rozeznania sytuacji, czy to na polu bitwy, czy odnośnie polityki. Od tego są dowódcy, którzy więcej widzą, wiedzą, rozumieją. Wykonywanie rozkazów utrzymuje żołnierza przy życiu. Zastanawianie się, sprzeczanie i rozważanie słuszności doprowadza do śmierci żołnierza i jego towarzyszy. Tego właśnie nauczono armię. Wykonywania rozkazów. Nie było żadnej tajemniczej hipnozy, imprintingu, programowania. Rozkaz wydano, rozkaz wykonano.

"If we were given just one word of information in our entire history, how we'd treasure it! (...) Yet today we have trillions of words, tidal wave of information (...). And yet... we ignore it, and learn nothing from it. One day, we'll die of voluntary ignorance."

Jeszcze długo przed rozkazem 66 wiele informacji wskazywało, że wojna, którą historia nazwie Wojnami Klonów, jest prowadzona przez republikańskie dowództwo w nader dziwny sposób. Nie było ataków na strategicznie ważne cele wroga. Nadmiernie rozciągano linię frontu wystawiając na ataki zaopatrzenie i posiłki dla armii. Odizolowywano pojedynczych generałów w odległych placówkach, pozostawiając ich bez wsparcia. Angażowano się w długie i wyczerpujące potyczki o mało znaczące planety w sytuacji, gdy wysyłany tam kontyngent żołnierzy był za mały by spektakularnie zdobyć placówkę i jednocześnie zbyt silny by ogłosić odwrót. Republikańska propaganda mówi przestraszonym obywatelom o kwadrylionach bojowych droidów będących na wyposażeniu przeciwnika, o śmiertelnym zagrożeniu dla obywateli. Ale czy obywatele potrafią liczyć do kwadryliona? Czy na własne oczy widzieli bojowego droida czy sklonowanego żołnierza? Czy potrafią poskładać i rozważyć informacje podawane przez media, polityków i przeciwstawić je obserwowanej rzeczywistości? Czy w ogóle ich to interesuje, gdy siedzą w bezpiecznych domach i oglądają wiadomości z teatru wojny przy kubku herbaty? Niektórych te niekonsekwencje zainteresowały. I nawet próbują mówić o tym współobywatelom. I kończą życie z powodu przedawkowania narkotyków i ich holonetowy program już nigdy się nie ukaże. I tak miał niską oglądalność.

okładka
"Nothing adds up - literally."

Obywatele niezmiernie zainteresowani działalnością rządu i kierunkiem, w którym zmierza wojna, nie zamierzają poprzestać na oglądaniu programów informacyjnych. Szukają głębiej. W otchłani budżetu państwa, zamówień rządowych, transakcji i ruchu towarów pomiędzy przedsiębiorstwami. Wyłaniający się obraz jest co najmniej zastanawiający. Budowane są nowe floty, zamawiany jest sprzęt i wyposażenie, szykowane do walki są nowe grupy klonowanych żołnierzy. Dlaczego nie widać tego wzmocnienia na polach bitew mimo rozpaczliwych potrzeb i rozciągnięcia frontu? Zamówienia mają być zrealizowane dopiero po pewnym czasie. Coś się szykuje, atmosfera gęstnieje, nadchodząca zmiana jest odczuwalna. Forpoczty nowych czasów są już widoczne w postaci pewnych siebie wszechwładnych urzędników, dumnie noszących znaczki COMPOR aroganckich młodych podoficerów, napompowanych polityczną ideologią i nowych służb bezpieczeństwa podlegających tylko Kanclerzowi. Zmiany rzadko są zmianami na lepsze. Przed zmianami można spróbować uciec, schować się, zabezpieczyć. Ale ostatecznie, gdy świat się już odmieni, zmiana nieodwołalnie zapuka do bram każdego, nawet najbardziej odizolowanego domu.

"You're the luxury model of humankind."

Czas przełomu nie ominie również głównych bohaterów tamtych czasów, klonów. Czy wcześniej dał się zauważyć stosunek klonów, szczególnie tych z najbardziej wyspecjalizowanych i najlepiej wyszkolonych jednostek, do zwykłych przeciętnych ludzi? Mieszaniec to łagodne określenie. Klonowani żołnierze są doskonali. Perfekcyjni. Idealnie ukształtowani do pełnienia wyznaczonej funkcji, w której potrzebna była niezwykła sprawność fizyczna, ogromna zdolność przystosowania, ponadprzeciętna inteligencja. I żołnierze są świadomi swojej wyższości. Jakże więc poczęty w zwykły sposób człowiek, zaopatrzony w całkowicie losową kombinację genów, może się pod wieloma względami równać perfekcyjnie skonstruowanej istocie? Ale nawet ci doskonale przystosowani i wyszkoleni żołnierze zaczynają odczuwać stres i napięcie z powodu przeciągającej się walki, od której nie mają żadnej odskoczni, odpoczynku, bo poza walką większość z nich nie ma innego życia. Reakcje są tak różne, jak różni są poszczególni żołnierze. Nadmierna agresja, utrata kontroli w walce, bitewne szaleństwo. Ale też rzucane ukradkiem słowa o odejściu, dezercji, a nawet wygłaszane pół żartem, a może serio, pomysły o przejęciu władzy przez armię i zaprowadzeniu porządnej, przyjemnej wojskowej junty. I marzenia o zwykłym, codziennym, szarym życiu, oglądanym jak telenowela z innego świata. Istoty niezwykłe, wyjątkowe, chcą być przeciętne. I niektórzy z żołnierzy mają swoje chwile przeciętności, po których trzeba wracać do roli wojennych bohaterów. A może nadejdzie czas, gdy nie trzeba będzie wracać? I już na zawsze zostanie się zwyczajnym człowiekiem otoczonym rodziną i mnóstwem przyjaciół?

"Do what you can. It's all you can ever do."

O zwykłym życiu dla sklonowanych żołnierzy marzy Kal Skirata, przekonany, że zasługują oni na więcej niż czysta śmierć w walce i zabawa wyścigowymi żukami. Powstał plan stworzenia bezpiecznego szlaku ucieczki dla każdego żołnierza chcącego pożegnać się z armią, zapewnienia im schronienia. Plan obejmuje również powstanie kuracji genetycznej, leku mającego zatrzymać proces przyspieszonego starzenia. Obsesyjne dążenie do wyznaczonego celu zaczyna przynosić efekty. Są wokół wtajemniczeni ludzie, są możliwości, umiejętności i pieniądze. I wszystkie zamierzenia są realizowane bez większych przeszkód, jakby cały wszechświat im sprzyjał. Jednak pomimo ostrożności gang Skiraty zwraca na siebie uwagę, pewne działania wychodzą na jaw, zacieśnia się sieć podejrzeń. Bo nie tylko Skirata zaplanował dalekosiężne operacje. Czas skończyć przygotowania i zacząć działać. Wyznaczono datę wielkiej ucieczki. Ale plany są tylko planami, a ich realizacja może rozbić się o dziesiątki szczegółów. Nie można przewidzieć zachowań ludzi, ich reakcji na niespodziewane, niebezpieczne sytuacje. Czasami udawało się wszystko. A czasami jedno trwające sekundy wydarzenie sprawia, że zwycięstwo jest odczuwane jako straszliwa klęska.

okładka
"Can't live without death, can't die without life."

Ludzie nie żyją oderwani od świata, są wplątani w jego sprawy. Wielkie historyczne wydarzenia dotykają wszystkich. I mimo, że my, wszechwiedzący czytelnicy, wiemy, co musi stać się w książce na płaszczyźnie wielkiej polityki, losy bohaterów, ludzi żyjących w czasach przełomu budzą autentyczne emocje. To nie jest opowieść rozgrywająca się na najwyższych szczeblach galaktycznej społeczności, gdzie istnieją figury nie do ruszenia, a giną tylko pionki. Tutaj wszystko może się zdarzyć. Możliwa jest tragedia w chwili, w której szczęście i spełnienie marzeń było na wyciągnięcie ręki. Może istnieć konieczność podjęcia trudnych decyzji, wątpliwych, błędnych wyborów i zmierzenia się z ich konsekwencjami. Może pojawić się rozdzierająca serce żałoba i poczucie utraty, które nigdy nie zblednie. Można mieć poczucie niewywiązania się z zadania, zdrady pokładanego przez rodzinę i przyjaciół zaufania, wątpliwości we własne działania. Można popełniać błędy i próbować je naprawić. Żadnych wielkich i wspaniałych, niewzruszonych superbohaterów. Tylko ludzie, ze wszystkimi wzlotami i upadkami wynikającymi z bycia człowiekiem. W historii jest napięcie, oczekiwanie, że za chwilę coś się wydarzy, jest obawa o losy bohaterów, niepewność, zaskoczenie, wzruszenia. I mnóstwo bólu i cierpienia w otoczeniu radości i szczęścia. Historie niektórych bohaterów kończą się nieodwołalnie, o innych można napisać, że żyli długo i szczęśliwie, mam nadzieję, co można wywnioskować z książek, które Karen Traviss napisała w cyklu "Dziedzictwo Mocy". Inni jeszcze powrócą. Bo nie skończyli opowiadać swojej historii.

"Ret'urcye mhi."

W książce jest wszystko, za co tak bardzo polubiłam powieści Karen Traviss. Odnajdywanie ludzi w klonach. Babskie opowiadanie o ludziach i ich losach, o silnych emocjach w całym ich spektrum, o związkach jakie różne istoty mogą pomiędzy sobą stworzyć. Odkrywanie dla naszej galaktyki tajemnic mandaloriańskiej kultury, języka i polityki. Brak wartościowania, podziału na stronę dobrą i złą, białą i czarną. Podkreślenie wartości wyborów dokonywanych w życiu przez każdego człowieka i konieczności życia z ich konsekwencjami. Bohaterowie, których nie zapomina się po zamknięciu książki. Niebanalne poczucie humoru. I to wszystko w otoczce świetnej przygodowej, wojennej opowieści. Nie można pominąć pojawiających się tu i ówdzie odwołań do postaci i wydarzeń z dawnej i bliskiej historii świata "Gwiezdnych wojen", co doskonale zakotwicza tą opowieść w rzeczywistości odległej galaktyki. Książka to świetne zwieńczenie wspaniałego cyklu, który stawiam na jednym z czołowych miejsc w moim rankingu powieści ze świata "Gwiezdnych wojen". A jeżeli ranking oprę na liczbie łez, które się w oczach zakręciły podczas lektury to... bezapelacyjnie pierwsze miejsce.

"Vor entye, Karen. K'oyacyi!"

Nomi
18.10.2008 r.

Artykuł: 1
Star Wars: Order 66 - Karen Traviss

wydanie amerykańskie:
- Del Rey Books - wrzesień 2008 r.
- okładka twarda z obwolutą,
- 448 stron,
- ISBN 0345506189,
- cena 27 $.

wydanie brytyjskie:
- Orbit - październik 2008 r.
- okładka miękka,
- 448 stron,
- ISBN 1841496499,
- cena 6,99 funta.


Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016