strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Nomi - Fate of the Jedi: Allies nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


okładka
Ta książka zajęła mi bardzo dużo czasu. A raczej bardzo dużo czasu zajęło tej książce oczekiwanie na odpowiednie potraktowanie, czyli przeczytanie z należytą uwagą. Na początku przeszkadzał ogrom pracy, którą zawsze trzeba wykonać na przedwczoraj i której wykonanie jest konieczne, gdyż skutkuje uzyskiwaniem środków koniecznych do wejścia w posiadanie kolejnych psujących wzrok i budzących zdziwienie otoczenia przedmiotów. Jeśli już trafiała się wolna chwila, książka przegrywała walkę o moją uwagę z innym pożeraczem czasu, i nie była to wcale potrzeba bycia na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami na scenie polityki krajowej, tylko pewien twór, do którego rękę przyłożył nieoceniony Drew Karpyshyn. A po trzecie czytane czasami strony powieści wydawały się zapełnione takimi stekami niemożliwości, oceanami naiwności i obszarem powtarzalności, że... odkładałam i zastanawiałam się, za jaką sumę kochanych pieniążków mogę odstąpić tą powieść na aukcji internetowej. Ale sprawozdanie szczęśliwie zostało ukończone, galaktyka po raz kolejny uratowana i na placu boju została książka. I w końcu "Allies" autorstwa pani Christie Golden, piąta, środkowa część cyklu "Fate of the Jedi" wróciła do łask. I okazała się wcale zacnym kawałem czytadła.

Większość powieści tworzących cykl "Fate of the Jedi" zbudowana jest według jednego schematu. Dwoma głównymi wątkami są przypadki Wielkiego Mistrza Zakonu Krzy... Jedi Luke`a Skywalkera i jego nastoletniego potomka Bena podczas podjętej, niezupełnie z własnej i nieprzymuszonej woli, pielgrzymki oraz zimna wojna pomiędzy Zakonem Jedi a rządem Sojuszu Galaktycznego. Do wątków przewodnich dołączane są historie poboczne, takie, jakie lubią poszczególni piszący serię autorzy. "Allies" nie stanowi wyjątku.

Podczas podróży Luke, zgodnie z zawartą z rządem umową, nie może liczyć na pomoc innych Jedi. Umowa jednakże nie wspomina nic o współpracy z Sithami, którzy szczęśliwie zjawiają się z ofertą w odpowiednim miejscu i czasie. Ale jak to? Wielki Luke Skywalker, człowiek całe życie poświęcający walce ze złem i niesprawiedliwością, sprzymierza się z wyznawcami Ciemnej Strony? Tego jeszcze jak odległa galaktyka długa i szeroka nie było. Ale już starożytni Ziemianie mówili "wróg mojego wroga to mój przyjaciel", więc... Odwieczni wrogowie stają się chwilowymi, w zamierzeniach obu stron, sojusznikami i wyruszają dzielnie zmierzyć się z większym od nich samych niebezpieczeństwem. I obserwują się nawzajem, starają dowiedzieć się o sobie jak najwięcej, bo przecież żadna ze stron niczego o tej drugiej nie wie. Dla Jedi każdy tytułujący się Sithem to stereotypowy okrutnik, wyrywający muszkom nóżki i zastępujący deser porcją zamordowanych niewiniątek. Dla Sitha każdy Jedi to przepełniony optymizmem, wiecznie uśmiechnięty naiwniak, oglądający świat w różowych barwach. Od momentu spotkania i połączenia sił bohaterowie żyją w nieustannym zdziwieniu że: Sith nie zabija wszystkich, którzy wejdą mu w drogę, Jedi potrafi bezwzględnie dążyć do celu, Sith może kochać swoją rodzinę, Jedi nieobce są podstęp i spiski... Czy wszyscy mieszkańcy odległej galaktyki to naiwniacy myślący stereotypami? Jeśli tak, to szczerze mi ich żal. Sith jest be, Jedi jest cacy i tak ma być niezależnie od argumentów po wieki wieków, niezależnie od tego ile kolorów i odcieni ma świat dookoła, i ile już się przeżyło. Dzieciak indoktrynowany przez całe życie może być zdziwiony konfrontacją nabytych informacji z doświadczeniem, ale dorosły tytułujący siebie Wielkim Mistrzem?

Pomimo oczywistej naiwności sceny ostrożnego badania i poznawania się odwiecznych, z zasady, wrogów są naprawdę przepyszne. A szczery uśmiech wywołują obrazy, gdy przedstawiciele konkurencyjnych zakonów identycznie reagują na rozgrywające się przed ich oczami sceny. Zwłaszcza te z udziałem młodzieży, bo czy Jedi, czy Sith, to jednak rodzic jest rodzicem.

okładka
Do nowych sytuacji i nowych środowisk najłatwiej przystosowują się dzieci. Jeżeli więc weźmiemy prawie dorosłych ludzi płci odmiennej, w miarę atrakcyjnych fizycznie, zamkniemy ich w ograniczonej przestrzeni, postawimy w obliczu przygody i zapewnimy wspólne przeżycia oczywistością jest, że coś pomiędzy nimi zaiskrzy. Ben Skywalker i Vestara Khai są nastolatkami, ale jednocześnie, jako przedstawiciele swoich zakonów, prowadzą wzajemne podchody i obserwacje, starając się wydobyć jak najwięcej przydatnych informacji. W przypadku Jedi i Sitha nawet niewinne nastoletnie zauroczenie nie może być proste. Sith wykorzystuje każdy posiadany atut, żeby zdobyć przewagę. Jedi musi być ostrożny i nie dać się ponieść emocjom... A do tego oboje mają ojców zaglądających im przez ramię. Możemy spekulować, jak ta znajomość się rozwinie i jak się skończy. Ja na pewno będę kibicować słodkiemu, dziewczyńskiemu, wątkowi zauroczonych sobą młodych ludzi.

A co na linii Jedi - rząd? Jedni nie chcą ustąpić, drudzy naciskają, co zawsze, w każdej sytuacji, prowadzi do wytaczania coraz cięższej artylerii. Eskalacja napięcia nie może prowadzić do niczego dobrego. Każda ze stron oczywiście uważa się za jedynego przedstawiciela prawa, prawdy i słuszności. Dopóki nie dojdzie do prawdziwych i szczerych rozmów pomiędzy obiema stronami, nie ma mowy o rozwiązaniu. Ale jak tu rozmawiać, gdy Jedi zamknęli się w swojej arogancji i wyrzucili klucze, a rząd uniósł się honorem i nie ma zamiaru stracić twarzy, i przyznać się do przesady i głupiego uporu. Impas. I byłoby nudno, nieciekawie i tak samo jak w poprzednich książkach cyklu, gdyby nie jeden ruch. I jedna postać. Postać planu drugiego, bezwzględna, bezkompromisowa, wypełniająca swoje groźby co do joty. Postać odziana w czerwono-żółtą zbroję. Pycha. Cud miód i orzeszki. Ciekawe, czy w kolejnych tomach efektownie pójdzie na przemiał, co przystoi złemu bohaterowi? Tyle emocji po jednym króciutkim występie... Ma we mnie fana.

Gdy czytałam pierwszy tom "Fate of the Jedi", marzyłam o powieści sądowej w świecie Gwiezdnych wojen. I doczekałam się w tomie piątym. Otóż w odległej galaktyce żyją nie tylko Jedi, Sithowie i ich kibice. Swoją niszę ekologiczną mają również prawnicy. Postawiona przed sądem zostaje była Jedi Tahiri Veila, a jej proces ma być częścią kampanii mającej obrzydzić rycerzy społeczeństwu. Ale od czego są sprytni, wygadani, ekscentryczni prawnicy? Fani amerykańskich filmów sądowych z dużą ilością słów "sprzeciw, Wysoki Sądzie" będą zachwyceni. Mnie, poza tym, podoba się pokazanie innego kawałka świata, odległego od kosmicznych bitew i ratowania galaktyki, ale nie mniej ważnego. W końcu toczy się tu walka o życie człowieka, o prawdę, o słuszność lub niesłuszność podejmowanych wyborów moralnych.

W świecie "Gwiezdnych wojen" żyją również dziennikarze. Lepsi i gorsi. Tacy z nastawieniem na własną sławę i chwałę, oraz tacy dążący do pokazania prawdy o życiu, wszechświecie i całej reszcie, i poprawy życia szarego obywatela. A za co zabrali się dziennikarze? Oprócz relacjonowania na żywo wydarzeń z gorącej sceny politycznej, wzięli na warsztat temat niewolnictwa. Rychło w czas, jak mawiała moja babcia. Niewolnictwo jest częścią kolorowego świata odległej galaktyki od niepamiętnych czasów. Istnieją kultury oparte na niewolnictwie. Sam Wybraniec urodził się jako niewolnik. Przez tysiąclecia obrońcy uciśnionych, rycerze Jedi, nie ingerowali w sytuację. Może mieli swoją wersję Pierwszej Dyrektywy? W galaktyce zaczyna się coś dziać. Dobrego? Niedobrego? Niewola jest bez żadnych wątpliwości złą rzeczą. A krwawa rewolucja, mogąca przynieść tysiące ofiar, jest rzeczą dobrą? Wolność jest wartością nadrzędną. A co powie nam wypieszczony, piękny, świetnie odziany i opływający w luksusy niewolnik, gdy stwierdzimy, że od dziś jest wolny i musi sam walczyć o byt? Wszak najbardziej zaciekłym wrogiem wolności są syci niewolnicy. Czy interesujący wątek zarysowany przez panią Golden doczeka się kontynuacji w książkach innych autorów? Czy też zostanie porzucony, co już zdarzało się w powieściach tworzących "Fate of the Jedi"? Trzeba poczekać.

Mimo ogromnych początkowych trudności, "Allies" mi się spodobało. Tytułowy i okładkowy sojusz daje okazję do ciekawych obserwacji i zaskakujących sytuacji. Oby tylko nie skończyło się standardową konfrontacją Zagubionego Plemienia z Rycerzami Jedi. Może się nie skończy, skoro w perspektywie mamy związek dynastyczny. Książka nie skupia się na efektownych, widowiskowych starciach. Niewiele jest tu wymachiwania bronią wszelaką. Jest więcej ludzi, obserwacji, gadania... Tylko po co wśród tych ludzi pojawił się Lando? Co on ma tu do zrobienia? Statystuje? A Jaina? Znów miała zły okres w życiu? I czy to ładnie tak nagle i prawie niezauważalnie zakończyć wątek ciągnący się przez pięć tomów? Przydałoby się coś bardziej... widowiskowego.

Im bardziej rzeczywista, bliższa wrażeniom płynącym z otaczającego świata, jest powieść sygnowana znakiem "Star Wars", tym bardziej przypada mi do gustu. Cieszę się widząc procesy sądowe i telewizyjne kanały informacyjne ze swoimi gwiazdami. Cieszę się czytając o tym, jak człowiek może być zaatakowany nie mieczem świetlnym czy blasterem, ale trudnymi, traumatycznymi wspomnieniami, bolesnymi uczuciami, najdzikszymi emocjami. I niezmiernie się cieszę niewielką rolą najsławniejszego małżeństwa Galaktyki. Jest ich tylko tyle ile trzeba. I choć nawet w niewielkiej roli, są tymi najbardziej sprytnymi... Można przeboleć. Zgodnie z zapowiedzą omijałam strony ze znaczącym udziałem Allany. Tak samo jak nic nie wnoszące i irytujące występy innych bohaterów pierwszej ligi. A jeśli dodam, że chwilowo przeprosiłam się z postacią Luke'a Skywalkera... W wydaniu Christie Golden jest całkiem sympatycznym facetem, potrafiącym dostosować się do sytuacji, skłonnym do kompromisów, pewnym siebie, ale bez arogancji i syndromów boskości, zatroskanym o syna... Oby to się nie zmieniło. Oby.

Nomi
20.08.2010 r.

Artykuły: 1, 2, 3, 4. Star Wars: Fate of the Jedi: Allies - Christie Golden - Del Rey Books - maj 2010 r.

- twarda okładka z obwolutą,
- 384 strony,
- ISBN 0345509145,
- cena 27 USD.


Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016