strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - SW Republic Commando: Triple Zero nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
"When the enemy is a droid or a wet with a weapon, then killing them is easy. But in this game you're operating among civvies, on your home ground. You could be working right next door to the enemy. They might even be people you know and like. But they're still the enemy and you'll have to slot them just the same" - sierżant Kal Skirata.

Nie, nie spalę tej książki publicznie przed ambasadą USA. Nie spalę, gdyż nie jest tak polityczna jak się zapowiadała. A poza tym szanuję zarobione pieniądze, które na nią wydałem. To tyle w kwestii rzuconych dawno obietnic...

Przede mną, a właściwie za mną, najnowsze dzieło Karen Traviss, byłego żołnierza służb pomocniczych brytyjskiej armii. W chwili, gdy jej pierwsza książka "SW Republic Commando: Hard Contact" niebawem ma trafić pod nasze polskie strzechy, jest to zasadnicza rekomendacja. Żołnierz napisał książkę ze świata Star Wars. Czyż może być lepiej...?

A może, może... Dla tych, którzy nie czytali dzieł Karen chwila wyjaśnienia. "Hard Contact" był... No, tak jakby coś między Wietnamem, a współczesnymi "klimatami" typu Grenada, Kolumbia, Panama... Coś jak "Snajper" z Tomem Berengerem. Ale to było jak sprzed 11 września... Dziś świat już nie jest taki sam, a i "000" nadąża za tymi tendencjami. Wstępem do książki było opowiadanie "SW Omega Squad: Targets" (także zawarte w książce, patrz Insider #81), w którym autorka przeniosła swych ulubionych komandosów do miasta, do walki z terroryzmem, z terroryzmem światowym... Wtedy to zacząłem nabierać obaw przed amerykanizacją naszej ulubionej galaktyki. I w końcu mamy "trzy zera"... Na szczęście nie jest to przysłowiowy student w ubikacji. Fakt, komandosi będą walczyć z terrorystami w stolicy, ale warstwę polityczną pominięto, czy też odsunięto na margines, a zajęto się "black ops", czyli operacjami, o których nawet pan prezydent nic nie wie jakby co... I to właśnie trzyma klimat książki.

Z drugiej strony warsztat pisarki rozbudował się. Wprowadzenie wątku Mandalorian i sierżanta Kala Skiraty dało nowy kierunek, który pociągnął za sobą "badania" nad historią i kulturą najemników bardzo, bardzo odległej galaktyki, a zaowocował chociażby ich językiem. Nie jest więc to świat jak u Tolkiena, gdzie wszystko do początku zostało wymyślone. Świat Karen przypomina odkrycia archeologiczne kultury, o której na początku nic nie wiedzieliśmy poza tym, że pewien gość spojrzał na nas z ekranu poprzez swój wizjer typu "T".

No i wreszcie nowe kontakty autorki z żołnierzami. Ci, którzy dokładnie śledzą wątki z serii "Republic Commando" z pewnością pamiętają pewnego snajpera Raya Ramireza (Co A 2BN 108th Infantry Snipers, ARNG), który na łamach Insidera pozytywnie wypowiedział się o pierwszej książce Karen. Brał on czynny udział w tworzeniu "000", "co widać, słychać i czuć". Ta książka będzie jeszcze trudniejsza do przetłumaczenia na polski bez znajomości nazewnictwa i "slangu" polskiej armii. Oczywiście, można przetłumaczyć "jak zwykle" z Niruan, Korelianinem, zmianą płci, ale to będzie raczej dwumyślność niż spójny obraz opisywanej rzeczywistości. Moja rada. Uczcie się języka i czytajcie w oryginale (choć mój wojskowy słowniczek angielskiego "czytał" razem ze mną). Zawsze jednak pozostaje jeszcze nadzieja... Koniec aspektów technicznych zajmijmy się fabułą.

Zaopatrzenie Wielkiej Armii Republiki jest nękane przez ataki terrorystyczne. Większość surowców i sprzętu przechodzi przez magazyny na Coruscant (zresztą jak wszystko inne, o co mieli pretensje senatorzy z bardziej odległych planet, co zaowocowało ruchami separatystycznymi). Tak więc, gdy dochodzi do ataków bombowych, to naturalnie, że większość ma miejsce w stolicy. Jako wsparcie dla oficjalnych czynników pracuje "doradca" Kal Skirata, którego kontrakt na Kamino zakończył się w dniu wybuchu wojny. On i jego Null-ARC (pierwszy "nieudany" wyląg, który miał być lepszy od Jango, ale stał się nieprzewidywalny) wykonują akcje, do których nikt inny się nie nadaje. Z chwilą, gdy staje się jasne, że na Coruscant pracuje siatka szpiegów i terrorystów z "wtyczkami" w logistyce i wywiadzie, na scenę muszą wkroczyć specjaliści od tajnych operacji. A więc czas na powrót naszych znajomych z Quiilury, czyli drużyny Omega i Jedi Etain Tur-Mukan. Na dokładkę doszedł jeszcze Kal i jego ARC oraz drużyna Delta i ich były sierżant Walon Vau oraz momentami urocza Wookiee Enacca.

A dalej do samego końca mamy to "co tygryski lubią najbardziej". Śledztwo, poszukiwania, tajne spotkania, prowokacje, przesłuchania, zabójstwa i w końcu walkę (nie jeden raz). This is it! A właściwie: Oya! Oya! Oya! I mimo nie lubianego przeze mnie klimatu, czyta się książkę dobrze. Żadnych rozważań "filozoficznych", żadnego politycznego "bełkotu", żadnych "dylematów" moralnych (no prawie, ale to nie boli i nie nuży). Trzeba zabić, to się zabija, taka praca... Trzeba zginąć, to się ginie, taka praca... A że wszystkim sterują politycy? To co, to nie oni wygrywają wojny. Oni je tylko rozpoczynają. Wygrywają je zaś koledzy Raya Ramireza, których fotografie na liście poległych możecie z łatwością znaleźć w internecie. Taka praca...

Lecz Karen nie byłaby przeze mnie tak lubiana, gdyby nie "smaczki" jak ja je nazywam. Znajdziecie tu sporo tego. Pewne rodzaje broni znane na przykład z serii animowanej, odnośniki do Kamino, historię Null (w rok po Geonosis jeszcze wszyscy żyją), o pakiecie Mando już wspomniałem, rytuał Dha Werda Verda, zmiennokształtni też powrócą. Ale to jeszcze nie wszystko. W porównaniu z pierwszą książką postacie nabrały głębokości i wyrazu. Klony, Jedi, żołnierze... Oni są ludźmi z krwi i kości, i żyją swym niezależnym życiem, niezależnym od wykonywanej akcji. Daje to pewien rodzaj ciepła i przywiązania do poznawanych bohaterów (choć w Mando nie ma takiego słowa), nawet do sierżanta Vau... No i na koniec chyba największy plus. Brak postaci z sagi! To książka, której domagają się fani na całym świecie. Dość Anakinów, Skywalkerów, Solo, Yodów, czy Obi-Wanów! Chcemy nowych książek, z nowym spojrzeniem. I takie opowieści czasem powstają, a książka Karen z pewnością jest jedną z tych lepszych. Chociaż... Chciałbym teraz, aby na nowo przepisała "Hard Contact". Pozostają jeszcze pewne niedokończone wątki... Nowe możliwości... Istniałaby więc szansa na kolejną książkę o komandosach, choć w planach takowej nie ma. Cóż, może kiedyś się doczekamy, tak jak polskiego tłumaczenia.

Na końcu jest jeszcze fragment najnowszej książki Aarona Allstona z nowej serii "Legacy of the Force". Cóż... Wraca emerytowany generał... Dobrze, że tylko Wedge Antilles. Wraca do służby, gdyż bez niego Sojusz Galaktyczny nie może poradzić sobie z pewną sprawą sprzed trzydziestu lat, sprzed odbicia Coruscant. Cóż... Nie powiem, abym był zachwycony, ale zobaczymy.
Artykuły na oficjalnej: 1 oraz 2.

Lorienjo
[09.04.2006] SW Republic Commando: Triple Zero - Karen Travis - Del Rey - luty 2006 r.
- około roku po Geonosis.

- okładka miękka, tłoczona,
- format "amerykański", 10,5 x 17,5 cm,
- stron 436 (w tym 25 stron opowiadania "SW Omega Squad: Targets", 9 stron słowniczka Mando i 5 stron fragmentu "SW Legacy of the Force: Betrayal" Aarona Allstona).
- ISBN 0345490096,
- cena 7,50 USD.


Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016