strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Startoons nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
"Take me to your leader!"

To był grudzień... Nie, nie roku 1979, a 2006, przed świętami... Z każdej strony atakowały reklamy prezentów. Ale nic to dla droida, jestem odporny... No prawie. Dan Wallace... Znacie tego gościa? Oczywiście, że znacie. Prawie guru SW... A w każdym razie jest jednym z nich. I to właśnie "przez niego" stałem się szczęśliwym posiadaczem książki... O, teraz nadchodzi grudzień 1979 roku. Książki pod redakcją Joan Winston, wielkiej fanki Star Treka, science fiction i fandomu. A cóż to takiego (znaczy książka, a nie fandom)? To zbiór dowcipów rysunkowych i dowcipnych tekstów stworzonych przez fanów, dla fanów, a prezentowanych w fanzinach, na konwentach, czy gdzie tam zwykle fani się prezentują, tyczących właśnie wszystkiego co z niezgłębionymi przestrzeniami kosmosu związane. Część z prezentowanych autorów stała się profesjonalistami, niektórzy byli nagradzani za swe dzieła (ich biografie znajdziecie w załączniku). A wszystko to z ruchu fanowskiego i wielkiej chęci..., potrzeby tworzenia i pokazania tego co im w duszy grało... No tak, ale co to ma wspólnego z naszą bardzo, bardzo odległą?

"And ever since Star Wars became the highest-grossing film in history, science fiction is "in"."

powiększ Spójrzcie na okładkę. Han i Chewie... Znaczy to nasze. Fakt, zbiór dotyczy ogólnie dzieł science-fiction, a Star Treka przede wszystkim (circa 50%, ale to takie były czasy), tym niemniej wtedy, a na ekrany kin trafił dopiero jeden film, Star Wars już zajmowały należne im miejsce w sercach zbzikowanych fan(atyk)ów. Efektem tego jest... 22 plus 4 ilustracje tyczące się naszej galaktyki. Czy to mało na 192 strony? Czemu to "plus"? Czy Star Trek to więcej niż Star Wars? Hmmm... A więc po kolei.

powiększ powiększ Każdy tu znajdzie coś dla siebie i niekoniecznie musi być miłośnikiem fantastyki. Bo czyż nie roześmieje się ten, komu ewidentnie obca istota z kosmosu przypomina, iż nie wolno ruszać się z domu bez karty kredytowej American Express...? No fakt, do lektury tej pozycji wymagane jest poczucie humoru, ale skoro już czytacie sf to znaczy, że je posiadacie, niektórzy nawet w nadmiarze. Oprócz ST i SW znajdziecie tu odniesienia do takich dzieł jak: "Zakazana planeta", "Ucieczka Logana", "Czarnoksiężnik z krainy Oz", "Bliskie spotkania trzeciego stopnia", "Kosmos 1999", "Fistaszki", "Battlestar Galactica", "Flash Gordon", "Diuna", "Kawaleria kosmosu", "2001 odyseja kosmiczna" i pewnie jeszcze parę innych, których nie rozpoznałem, ale książka dotyczy rynku amerykańskiego z lat siedemdziesiątych i wcześniejszych. Co ciekawe, może się wam wydawać, że wiecie o jakie dzieła chodzi, ale czy na pewno o wersje, o których myślicie?

powiększ powiększ Dwa wielkie dzieła zasłużyły na osobne rozdziały... No prawie. Pierwsza to oczywiście dziś już czterdziestoletnia pani Star Trek. Kobietom wieku się nie wypomina, ale w tym przypadku można, a nawet należy. Od czterdziestu lat bawi i uczy... Fakt, w 1979 miała dopiero trochę ponad dyszkę i właściwie całość materiału z książki tyczy się "pierwszej" załogi USS "Eterprize"... Nie, nie pomyliłem się, tak tu jest napisane i nie tylko to. W rozdziale pierwszym przy pomocy ilustracji Phila Foglio i dowcipnych wierszyków Pauli Smith przedstawia się, a raczej podkreśla słabości i wady, oczywiście okrętu, kapitana, pierwszego oficera z Volcana, doktora, starszego mechanika, pielęgniarki, załogi mostka, reszty załogi (tej co była na etacie do zaszczytnego polegnięcia na polu poszukiwania inteligencji w kosmosie, aby ratować jedyną miłość kapitana, czyli okręt), sztucznej inteligencji w postaci komputera pokładowego oraz obcych, czyli Klingonów i Romulan. Może i mało znam Star Trek, ale ubawiłem się przednie.

powiększ powiększ Druga madame to oczywiście nasza Star Wars, wtedy "osesek", dzidzia dwuletnia. No i rozdział cały dla niej nie jest może duży, ale i nie taki jakiego byście się spodziewali. To owe "plus 4" dowcipy, a tyczące się pierwszej obcej istoty w naszej bardzo, bardzo odległej galaktyce nazwanej od potrawy kulinarnej (o Yuziach wtedy nikt nawet nie myślał). Istotą tą jest... Scrod! Znacie? Nie? Mamy cię! To jest rok 1979 i pierwszy film... Nie było wtedy EU... No kto to może być? Kto zapałał wielką "miłością" do Luka i chciał go zabrać do "never-never land - never-breathe-again land"...? Teraz to już wiecie, że chodzi o dianogę, ale skąd ten SCROD?! Nie wiem kiedy powstała nazwa dianoga, ale w Pittsburgu grupka fanów po obejrzeniu po raz... 119 ich ukochanego filmu poszła coś zjeść, a w menu... "Scrod Fingers on a Sesame Seed Bun". I proszę, mamy scroda, ulubione danie Wielkiego Moffa Tarkina. Gdy tylko zgłodniał i nabrał ochoty na taką przekąskę, spuszczano do zsypu na linie szturmowca i gdy tylko potwór chciał go wciągnąć w otchłanie, zaraz zacinano "wędkę" i serwowano "paluszki"... A dowcipy? A wyobraźcie sobie Scrod Vadera, Obi-Scrod Kenobiego, Scrodulę, czy Sherlock Scroda.

powiększ powiększ Ważną niwą fanowskiej działalności, o ile nie jedną z najważniejszych, są konwenty. Spora część książki to ilustrowane relacje Phila Foglio z trzech takich zlotów, małego (1974 Michigan), dużego (1975 Chicago) i ekstremalnego (1976 Nowy York). A w tych dowcipnych relacjach jest wszystko, co na konwentach zdarzyć się może. A więc z punktu widzenia fana to: decyzja o wyjeździe (nie zawsze to takie proste), opłata (znaczy myto), spotkania z gwiazdami i "gwiazdami" (o ile dojadą), panele (czyli co fan fanowi "wyjaśnić" pragnie, a może musi), galerie i wystawy (gdzieś trzeba się pochwalić), konkursy, w tym strojów (po tym poznasz fana i wiesz z której galaktyki pochodzi), imprezy (czas się zbratać z innymi fanami), żarcie (nie samym duchem żyje fan, o ile przeżyje), frakcje (nie, nie jesteśmy jednolici i jednogłośni, a wręcz przeciwnie), aukcje i zakupy (kolekcje mają to do siebie, że uwielbiają rosnąć), nocleg (no właśnie, gdzie i czy w ogóle) i w końcu rozstanie (do następnej razy) oraz droga do domu (też nie lekka). Nie zapominajmy jednakże o innym punkcie widzenia, czyli o konwencie od strony organizatorów, czyli: uzgodnienie jednolitego programu (jakież to "proste"), zorganizowanie ekipy (ktoś musi poświęcić swój czas za... zwolnienie z myta?), przygotowanie konwentu (skąd wziąć kasę?), przywitanie gości (po cóż ta szarańcza przyjechała?), dopilnowanie porządku (od czegóż są "służby bezpieczeństwa") i posprzątanie po (kto?). Tym niemniej nawet najlepsze plany przeważnie padają w zderzeniu z szarą rzeczywistością: wydrukowane programy nie docierają (albo docierają już po), nic się nie zgadza (a czy musi?), gwiazdy nie docierają (a jak dotrą to obrywają ciastem w twarz), nie ma kogo się o cokolwiek spytać (gdzie ukryli się organizatorzy?), różne priorytety (dlaczego fani nie myślą tak jak organizatorzy?), ograniczenie swobody czynu i słowa (kto tu jest dla kogo i dlaczego akurat dla porządkowych?), reorganizacje (skoro i tak nic się już nie zgadza, to trzeba ratować to co się da), co z tymi pieniędzmi (kto na tym zarobił?), trzeba coś sprzedać (kup pan cegłówkę), musi przyjechać tylu, a tylu fanów (chodzi o zwrot kosztów), dlaczego przyjechało ich aż tylu (co z nimi zrobimy i dlaczego straż pożarna chce zamknąć imprezę?), 30 tysięcy świrów kontra 20 porządkowych (może strażacy mają rację?), w Nowym Yorku obowiązuje prawo przeciw transwestytom (nie ukryjesz się organizatorze w stroju damskim)... itd. itp. Znajome?

powiększ powiększ Oczywiście to nie wszystko. Tu jest jeszcze sporo, sporo różnych ilustracji. Tych bardziej radosnych i tych wprawiających w zadumę... Śmiech to zdrowie, a śmiać się z siebie to dopiero sztuka. Ale, ale... Bym zapomniał. Czy rzeczywiście Star Trek to więcej niż Star Wars? Nie sądzę i wcale nie chodzi mi okładkę. Chodzi także o ilustrację znanej wszystkim kantyny, gdzie można spotkać najlepszych pilotów, w tym i z "Zakazanej planety", "2001 odysei kosmicznej", "Flasha Gordona" i wielu, wielu innych, ze "Star Treka" też. A jeśli już mamy porównywać tylko SW do ST, to wyjaśnił się powód buntu załogi USS "Enterpise". Nie miał kto poprowadzić okrętu, gdyż... wszyscy stali w kolejce do kina na "Star Wars" właśnie. Jednym słowem owo "22 plus 4" na 192 strony to wcale nie tak mało, ilość nie zawsze oznacza jakość. Tym niemniej braku jakości książce Joan Winston nie można zarzucić, bo to najlepsza z najlepszych twórczość fanów takich samych jak my, a to jest właśnie dobre.

[droid]
[03.03.2007]

Artykuł

Startoons - Joan Winston - Playboy Press (aha!) - grudzień 1979 r.

- format "amerykański", 10,5 x 17,5 cm,
- okładka miękka,
- 192 strony,
- ISBN: 0872165795,
- cena... wtedy 1,95 USD, dziś... bezcenna, cóż inflacja..., a tak po prawdzie to kilka dolarów [i]"plus a little extra" za transport, oczywiście używana.

Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016