strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - SWM Ultimate Missions: Clone Strike nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
W me chwytaki trafiło kolejne czasopismo firmy Visual Imagination Ltd. Po jakże udanym Film Review, podobnej rewelacji spodziewałem się po specjalnym gwiezdnowojennym wydaniu Starburst. Niestety, już przeliczenie zawartości ździebko mnie ostudziło. Na 130 stron tylko 30 poświęcono na SW, a i z tego połowa to obrazki i reklamy. Jednym słowem rozczarowanie... Jeżeli dodam, że w większości są to materiały przedrukowane z innych wydań Starburst to całkiem spokojnie można wziąć się za artykuły o "Doktorze Who", "Autostopem po galaktyce", "Battlestar Galactice", czy "Star Trek: Etnerprise". Tak, Starburst to czasopismo poświęcone filmom fantastycznym. Ale co zawartość numeru ma wspólnego ze SW? Chyba tylko gwiazdy...

Gdy już rozczarowanie mi przeszło, głównie za sprawą wspaniałych zdjęć powszechnie wszystkim znanych, to zabrałem się za czytanie. Choć na marginesie uważam, że zamieszczenie na jednej stronie Jar Jara i Predatora to lekkie nieporozumienie, o ile nie nietakt. "Artykuły" podzielone są na trzy części. Najpierw krótka ściągawka z całej sagi, choć wydanie poprzedza premierę EIII, potem "główny" materiał o związkach EIII z sagą, a na koniec "odgrzewane" wywiady sprzed lat z bohaterami "starej" trylogii. Mimo to, kilka ciekawostek udało mi się wymieść z kątów...

Dark Tales of the Empire.


EI. Okazuje się, że wymóg dużej ilości efektów specjalnych w wielkich, spektakularnych ujęciach wymógł filmowanie w szerokich planach, kosztem zbliżeń. A efekt? Ochłodzenie atmosfery. To co było siłą CT, urok, przywiązanie, realność bohaterów, nagle gdzieś uleciał... Zamiast brata, czy siostry, kumpla, czy przyjaciela otrzymaliśmy jakieś płaskie, zimne tapety (org: wallpapers). O Jar Jarze, czy zupełnie nieudanym występie Jaka Lloyda nie wspomnę.

EII. Mimo, że powszechnie uznany za lepszy od EI, w tym także przez krytyków, nie ustrzegł się... Głupich Jedi, złej reżyserii roli Haydena, szczególnie w najbardziej dramatycznych scenach, czy nie uznawanego Boby Fetta. Ale efekty były.

EIII. Mimo, że było to jeszcze przed premierą, to i tak wszyscy wiedzieli jak to się musi skończyć. Pytanie tylko jak do tego dojdzie? Poza tym wszystkiego ma być w bród. Bitwa kosmiczna, masa planet, wookiee, pojedynki na miecze, zdrada, kuszenie, efekty, etc. etc., tylko... Tylko czy jest tu gdzieś miejsce na opowieść?

EIV. To były trudne czasy i trudne "nowe początki". W połowie lat siedemdziesiątych nikt kina sf nie lubił. Trudniejsze tym bardziej, że główna krytyka atakowała Lucasa od środka. Pamiętacie chociażby zdanie Forda o dialogach? A efekt...

EV. Mroczny, mroczniejszy, czy też najmroczniejszy w starej trylogii, o ile nie w całej sadze. Najważniejsza scena, Vader i Luke, "I am..." Można bez całego stada efektów? Można, wystarczy chcieć. Poza tym jest to jedyny odcinek, w którym nie zginął nikt "ważny". Zbudowany na konfliktach wewnętrznych jak i zewnętrznych. A i bohaterowie podejmowali złe decyzje. Czujecie realizm?

EVI. Czy wiecie dlaczego o tym filmie mówi się "Revenge of the Ewoks"? Może dlatego, że George zatrudnił sobie marionetkowego reżysera? Może dlatego, że operator Alan Hume opuścił zespół, uważając, że producenci znęcają się i poniżają Richarda Marquanda? Może dlatego, że po raz pierwszy dostaliśmy "wypłaszczone" SW?

Darkness Falls.

Jest taki serial w Discovery "Connections", gdzie w dość zaskakujący sposób pokazane są związki w historii ludzkości. Czy EIII może nas czymś zaskoczyć? Darth Vader. Już Obi-Wan Kenobi w ROTJ określił losy głównego bohatera EIII. Nieznane są tylko motywy i sposób w jaki dobry Jedi Anakin Skywalker stał się mroczną maszyną. Palpatine. To główny animator i reżyser NT, lepszy nawet od Lucasa. Hrabia Dooku. Historia jest przewrotna. Anakin zajął miejsce hrabiego, Separatyści okazali się tymi dobrymi, a z ich szeregów zrodziła się Rebelia. Wojny Klonów. Choć nieobecne w sadze, gdyż ich obecność nie była wymagana, wpłynęły na nią w sposób zasadniczy. I tylko ostatnia bitwa "wkradła" się do EIII. Porządki. "I wszyscy powinni umrzeć w ostatnim akcie." Jar Jar też? Matka Lei. Jaki los spotka Padmé? Czyżby miała przeżyć EIII, aby Leia mogła ją pamiętać? Czy zostanie żoną Baila? Nie... George wie lepiej. Następne pokolenie. Los Luka został określony w czasie kręcenia EII. A co z Leią? Ponoć pojawi się Chewbacca i Tarkin? Może nawet Han? Za to klony i okręty wskażą jedynie słuszny kierunek. Wspomnienia. powiększ
Cóż, los dla droidów nie będzie łaskawy. Chociaż, czy chciałbyś pamiętać, że twym stwórcą jest Vader? Miecz ojca. No, to jest wyzwanie. Wychodzi na to, że Obi-Wan i Yoda nie mieli zielonego pojęcia o istocie Mocy i okłamywali Luka, aby wytrenować jedynie słuszną miotłę, która posprząta cały ten bałagan i naprawi to, co sami sknocili. Ale z pewnego punktu widzenia... Finałowy pojedynek. Best from the best of the best... W każdym razie najdłuższy w sadze.

A Long Time Ago....

Harrison Ford - 1978 r. Założenie było takie, że żaden aktor z "American Graffiti" nie wystąpi w nowym dziele Lucasa. Nowe dzieło, nowe twarze, bez powiązań. "I to jest słuszna koncepcja." Ale pomoc Forda w castingu i namowy Freda Roosa sprawiły, że Han Solo jest taki jakim go znamy. Lecz nie zapominajmy, że Harrison nigdy nie podpisywał umowy na więcej niż jeden film na raz. Czyżby w ROTJ mógł być ktoś inny? Dokładnie. W TESB też. Dla aktora SW nie były specjalnym wyzwaniem. W końcu to rola człowieka, a więc całe to sf można było zostawić na boku i zająć się rolą. A że było to poważne podejście do zawodu, świadczy o tym to, że Ford przekonywał Georga i wprowadzał, fakt drobne bo drobne, ale jakże istotne zmiany do scenariusza. Czyli jednak można... Uczcie się młodzi sztuki perswazji.

Mark Hamill - 1980 r. O ile w EIV obraz tworzył nastrój, o tyle w EV postacie. I de facto Luke nie przegrał w EV. On nie przyłączył się do Vadera. Co ciekawe Mark zawsze traktował SW jak bajkę dla dzieci. Była nawet taka jedna wersja scenariusza, gdzie z lotu ptaka pokazany jest dziewiczy las, następnie pokazane jest zbliżenia na dom, gdzie matka wookiee karmi swego syna, a następnie zdejmuje z półki książeczkę ("Poczytaj mi mamo.") o wdzięcznym tytule "Star Wars" i zaczyna się opowieść... Za to ludzie od Foxa wtrącali się do wszystkiego. Dlaczego wookiee nie nosi spodni? Scena przed kantyną w Mos Eisley wyraźnie pokazuje relacje między ludźmi i jawami. A ci chcieli, aby Luke powiedział coś takiego: "O, patrz, to jest jawa, członek małej bandy pustynnych gryzoni, zbieraczy złomu." Skąd my to znamy, aby wszystko zawsze tłumaczyć, jak krowie na granicy? Jeśli macie jakieś wątpliwości co do logiki świata SW to powinniście zapytać Georga. On zawsze znał odpowiedzi na wszelkie, tego typu pytania. Wszystko i zawsze miał poukładane w głowie, nic nie było przypadkowe. Żeby jeszcze był takim reżyserem... Ale za to zawsze po nakręceniu filmu był sfrustrowany. Głównie za sprawą tego, że w brutalnej rzeczywistości nawet najlepsze plany nigdy nie są realizowane na 100%. O ile uznaje, że "American Graffiti" wyszło mu na 50%, o tyle "Star Wars" tylko w 20%.

Irwin Kersher - 1980 r. Kolejny człowiek z podejściem "bajka dla dzieci". Sześć miesięcy zajęło mu stworzenie "książki" grubej na stopę z rysunkami wszelkich ujęć filmu. Ale dzięki temu wszyscy i wszędzie wiedzieli co to ma być. Dziś to standard. Wiele się mówi o efektach. Wtedy Irwin też miał pełną swobodę tworzenia, o ile zachował: ustawienie kamery cztery i pół stopy na ziemią, z maksymalnym uniesieniem obiektywu do piętnastu stopni, ze światłem koloru pomarańczowego z prawej strony. A "resztę" mógł zmieniać do woli. To było pół roku intensywnych nagrań. Siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę w kilkunastu studiach trwała praca aktorów, filmowców, ale i bezimiennych stolarzy, budowniczych, malarzy. Zatrudniono wszystkich dostępnych, a zatrudniono by więcej, gdyby było kogo. Pół roku "na baczność".

Carrie Fisher - 1983 r. Tak "po cichu" to TESB stworzyli Kersher, Harrison i Carrie w "wolnych" chwilach pomiędzy nagraniami. Jakby nie wychodziło to od Bushha "zalatywało" kobietą w każdym jego ruchu i niewiele dało się z tym zrobić, aby uniknąć sztuczności. Dobrze, że George był chory tego dnia, gdy rozebrano Carrie do naga i "zakuto" w to coś, czyli najsławniejsze bikini pod słońcami Tatooine (dosłownie). Oberwała tylko załoga. Za to wymogła chociaż tyle, aby Jabba trzymał ją krótko na łańcuchu, dzięki temu brak tekstów Lei stał się bardziej realistyczny. Ta fontanna słów, nagle zamilkła... Ciekawym dla aktorki było także dorastanie Lei poprzez trylogię. Od żołnierza, "wrogo" nastawionego do "całego" świata, do kobiety, mającej Hana za "całe to złe Imperium". Od "daj, sama to zrobię" po "a może to oni mają rację?". I'm lovin' it!

Richard Marquand - 1983 r. Dla tego walijskiego reżysera z doświadczeniami aktorskimi nie było specjalnym wyzwaniem "zagranie" Georga Lucasa na planie. To sprawny rzemieślnik zawsze zgadzający się z bosem. Cóż... Należy życzyć wszystkim szefom takich pracowników. Na szczęście życie jest brutalne. Ha, ha, ha, ha...

I to już wszystko. Właściwie to chyba przepisałem całość dla was. Nie było tego wiele jak widać. Nie polecam, szkoda kasy. Kupcie sobie jakieś polskie czasopismo o filmie.

Lorienjo
[10.07.200]
Starburst Special #69 - Star Wars - Visual Imagination Ltd. - kwiecień 2005 r. Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016