strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - SW Galaxies: The Ruins of Dantooine e-book nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
Oj nie mają SW szczęścia do piszących kobiet, nie mają... W przypadku "Ruin..." nie jest lepiej, a może i gorzej. Zastanawiałem się dlaczego. Czy może z pośpiechu? Czy może Veronica pisać nie umie? Czy może temat był słabiutki? Nie, to chyba nie to. Podejrzewam, że założenia tej pozycji zmusiły autorkę do takiego, a nie innego opracowania tematu. Czytając tę książkę, powieścią jej nie nazwę, miałem wrażenie uczestniczenia w jakimś demo SW Galaxies, chociaż tej gry w ogóle nie znam, czy też zapoznawania się z przewodnikiem po grze i jej możliwościach. Dlaczego? A dlatego, że przeładowanie pewnego materiału, nazwijmy to encyklopedycznego, aż rzuca się w oczy. Ale może to tylko moja optyka tak działa? Nic to, przeczytajcie do końca, to może sami wyciągniecie jakieś wnioski.

Fabuła, czy też u nich "plot", a właściwie kula w płot. Wiecie dużo o Dantooine z czasów bardzo odległych, jak i tych bliższych. Wiecie zatem, że przed ANH istniała tam baza Rebelii. I pewnie by sobie istniała, gdyby ktoś nie odkrył w jednym transporcie zapasów imperialnego urządzenia namiarowego. Panika! W ciągu doby rebelianci opuścili planetę zostawiając za sobą sporo różnego dobra. Ale uwaga, teraz kuriozum. Rebelianci jako urządzenia do zarejestrowania swoich zwolenników użyli (sic!) HOLOKRONU! Tutaj musiałem długo zbierać się po gwałtownym ataku histerycznego śmiechu. Ale to nie koniec. Oczywiście w tej panice ewakuacji holokronu nie zabrali, za to mieli czas, aby go ukryć z dala od bazy w pobliżu ruin starej akademii Jedi, w labiryncie... Nie, tego już nie powiem, bo za dużo zdradzę. Z tego to już nawet śmiać mi się nie chciało. Ja myślałem, że być może ten holokron (o nim mowa w zapowiedzi na okładce) to jakaś pozostałość po Jedi i ich sympatykach, ukryta w świątyni, a tu taki kwiatek. Nic to, czytajcie dalej, opowiem wam co zawiera to coś.

Kobietom powinna się ta książka spodobać, a to z tego powodu, że bohaterkom jest pani imperialny bioinżynier z Talusa Dosque Mistflier. Kobieta samodzielna, naukowiec, z trudnym dzieciństwem, oczywiście miała czterech starszych braci i musiała im dorównać, doskonała studentka, Imperium odebrało jej rodziców (no może nie bezpośrednio), wspaniały naukowiec, oczywiście niedoceniony przez męskich kolegów w pracy, praca jest dla niej wszystkim, mimo, że dostaje same ogony, nie wie co to sukienka, jest śliczna, doskonale sobie radzi w terenie i niespodziewanych sytuacjach, ale się boi, oj bardzo się boi, walczy nożem, szablą, wręcz, opanowuje błyskawicznie blaster od sportowego do E-11, jest lepsza nawet od agentów Rebelii i Imperium, o szumowinach, bandytach, czy najgorszych piratach nie wspomnę, wszyscy faceci przy niej do końca książki są tylko cieniem we mgle. Uff... Proszę czytelniczki, aby mi darowały powyższy wywód, ale tak w tej książce jest, ja jej nie napisałem. Ale wiecie co, ja znam, a właściwie znałem taką kobietę, serio.

Do pary nasza bohaterka dostała agenta Rebelii Finna Darktrina, przystojnego jak diabli bruneta z głębokimi czarnymi oczami. Tak, on jest do pary, to on podąża w cieniu Dosque, a powinno być chyba odwrotnie. I tu dochodzimy do fabuły...

Oczywiście o holokronie wiedzą wszyscy, bo inaczej nie byłoby napięcia i wyścigu z czasem. Z jednej strony Imperator, który się nie pojawia, ale występuje poprzez Lorda Vadera i uwaga, Inkwizytora Loama Redga, z drugiej oczywiście Leia Organa i Luke Skywalker. Mała dygresja. Inkwizytor to pies gończy Imperium za wszelkimi istotami wrażliwymi na Moc. Dopaść i zabić, a Loam jest ponoć w tym dobry. Obie strony wysyłają swoich agentów na Dantooine. Niestety od czasów rebelianckiej bazy na Dantooine istnieje imperialny posterunek, założony dopiero po ANH i "zdradzie" Lei, ewakuacja bazy okazała się więc niepotrzebna, i dostać się tam nie jest prosto. Można kombinować z przemytnikami (ja bym tak zrobił, z drugiej strony co oni tam robili?), a można jak Finn spróbować namówić panią bioinżynier, która ma przepustkę na podróże po galaktyce i dostęp do wszystkich planet. Autorka wybrała tę drugą opcję.

Przekonać, tylko jak? Skoro urok osobisty pana Finna nie podziałał, bo nie podział, przynajmniej na początku, to trzeba było poczekać na okazję, gdy szturmowcy wykonali egzekucję publiczną (sic!) na koledze naszej bohaterki. Teraz jej droga do Rebelii stanęła otworem. A dalej? A dalej to już tylko przewodnik po świecie SW.

Postacie. Lando, Leia, Luke, Han, Chewie, C-3PO, R2-D2, 2-1B, Wedge. Żadna z tych postaci nie bierze czynnego udziału w opowieści, służy tylko za tło (na przykład Lando podrywał Dosque oczywiście w kasynie).

Rasy. Zabrak, Gungan, Ithorian, Twilek, Bith, Fallen, Nikto, Dantari, Feoorin - pirat Nym!, oczywiście ludzie i droidy, a to chyba nie wszystko.

Planety. Naboo ze swoim księżycem Rori. Na Naboo ma swoją rezydencję Imperator Palpatine, widać jakoś się dogaduje z królową Kylanthą, mimo, że ona nie chce rozwiązać Królewskiej Rady Doradców. Na Naboo zaczyna się nasza podróż. A dalej to niegościnna Lok i piraci, Corelia i baza Rebelii (ciekawe) oraz Dantooine.

I to chyba wszystko, gdyby nie parę ciekawostek. O egzekucji publicznej już wam wspomniałem, dochodzi do tego jeszcze wodowanie i ratowanie się z tonącego statku, ruiny bazy Rebelii na Dantooine i oczywiście świątynia Jedi. Ale to co wręcz rzuca się w oczy to nadmiar zwierząt. Niby pani bioinżynier, ale zwierzaki są co kilka stron. Różne, agresywne i nie, duże i małe, ssaki, jaszczury, ptaszydła, nietoperki, pająki... No wszystko, a dodatkowo kilka roślin. Istny ogród botaniczny. Ciekawe co to ma wspólnego z Galaxies, bo podejrzewam, że ma i to dużo, albo będzie miało. I jeszcze tylko kilka poradników dotyczących rodzajów broni od białej do palnej, co to, do czego to i jak się tego używa, co to ten medkit i jak się reperować. Tak, teraz to wszystko i to błyskawicznie, jak podróże międzyplanetarne w tej książce. Z Naboo na drugą stronę galaktyki na Dantooine, pani Veronica przewiozłaby was szybciej, niż czas, który wam zajęło przeczytanie powyższego tekstu i to bez przerywników. Start, nadprzestrzeń, gadu gadu, i już jesteśmy na miejscu. Czy tak jest w grze?

Jak zapewne widzicie "Ruiny Dantooine" nie są pozycją nawet dobrą. Może jako zachęta do zakupu gry, może jako przewodnik o tym jak rozgrywać przygody, aby poczuć klimat SW, może jako pewna podpowiedź, ale od powieści na półce bym ją postawił daleko, tam gdzie stoją płyty z grami. I tylko zakończenie przynosi pewną niespodziankę, której niestety domyśliłem się w połowie książki. Autorka Agathą Christie to nie jest. Miłego grania... To znaczy lektury.


Lorienjo
[28.02.2004]
SW Galaxies: The Ruins of Dantooine - Veronica Whitney-Robinson & Haden Blackman (z tego co wiem udział marginalny) - Del Rey - styczeń 2004 r. Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016