strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Darth Bane: Rule of Two nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
Doczekałem się w końcu taniego (miękka okładka za osiem dolców) wydania drugiej powieści,...drugiej książki Drew Karpyshyna o Darth Bane'ie i tym razem jego uczennicy Zannah. Czekałem cierpliwie, gdyż śledzenie losów Sithów, czyli tych złych, jest czymś, czego w "Gwiezdnych wojnach" zbyt wiele nie ma. Nie oszukujmy się. "Star Wars" to mecz do jednej bramki, opisywany z punktu widzenia tych dobrych, czy jasnych, a reszta jest be... Cóż, taki to sztuczny świat. Ale czy i nasz nie jest pokazywany "płasko" przy pomocy jedynie słusznego "telewizora"? Powinniśmy być przyzwyczajeni. Tym bardziej, gdy do głosu zostanie dopuszczona ta druga strona (z premedytacją omijam zła, czy mroczna) to jest to wydarzenie... O ile autor stanie na wysokości zadania.

Pierwsza powieść Drew była do przyjęcia. Było widać włożoną pracę i starania, aby było jak najlepiej. Fakt, nie wszystko wyszło, ale to już raczej wina korektorów, którzy mu przepuścili ten, czy ów babol i trzeba było na gwałt prostować uniwersum. Ale jakoś poszło i Drew na fali sukcesu, bo był to sukces, choć książka przeciętna, dostał zlecenie na książkę drugą. I... Jak sam mówi, poszło mu nadspodziewanie lekko i szybko. Być może dlatego, że w końcu nie musiał dążyć do znanych faktów określonych już wcześniej (poza wstępem, który okazał się trzecią częścią opowieści) i został spuszczony ze smyczy na niezaorane, nierozpoznane pole... Taka widać moda z tym "spuszczaniem", czy "wyzwalaniem" mocy twórczej. A efekt?

Serio? Marny. Drew zbytnio się wyluzował. I co tu dużo mówić dał ciała. Nie z powodu niezgodności z uniwersum. Nie z powodu tłoku różnych postaci i sieczki scen, bo to taka obecnie moda (ja jej nie lubię). Nie z powodu miałkości historii. I nie z powodu słabego zakończenia. Nie. To wszystko zadziałało poprawnie, choć nie wybitnie i dało mi wiele radości. Natomiast forma przekazu aż woła o pomstę do Makera. Nie wiem czy wiecie, ale Drew jest w zasadzie pisarzem scenariuszy do gier. Fakt, w innym miejscu już autor wspominał, że to trudne zadanie, bo scenariusze są wielotorowe, a powieści nie. Ale scenariusz gry wideo, czy nawet RPG, rządzi się swoimi zasadami, które są różne od kompozycji powieści, noweli, czy opowiadania. To tak jakby scenariusz filmowy przedstawić zapisem nutowym. Nie te narzędzia do tych celów. Jest mi przykro, ale w całości dzieła Drew widać zapis gry. Widać sztuczne i wymuszone opisy lokacji. Pojawiają się elementy z nikąd, które znacząco wpływają na fabułę. Historia prowadzi nasze postacie od bijatyki do bijatyki, którym tu poświęca się najwięcej miejsca. Ja rozumiem finał, ale perypetie? Jednym słowem cały czas ma się wrażenie odczytywania zapisu pewnej gry i nie ma atmosfery powieści. Zbyt szybko panie Drew, zbyt łatwo, rutyna, uwierzyliśmy, że po pierwszej dobrze przyjętej książce mistrzem jesteśmy, hmmm...?

I to takie smuteczki. Więc co, nie czytać? A czytać, ale to książka tylko dla fanów i właściwie dla tych, którym Sith nie jest odrażający i straszny. Inni mogą sobie darować, przeczytać streszczenie czy chronologię. I starczy. A tu pan Drew zapowiedział książkę trzecią... Strach się bać, co to będzie... Cóż, dożyjemy, zobaczymy. A póki co zajrzyjmy o co w tej "grze" chodzi.

"The Republic keeps the Jedi in check."

Książka składa się z dwóch części. Pierwszą tercję zajmuje dokończenie historii bitwy o Ruusan z wyjaśnieniem, skąd Darth Bane wziął sobie uczennicę, kim ona była, jak rozpoczęło się ich wspólne szkolenie i jak wpasowano w to znane już z dużo wcześniejszego opowiadania orbaliski. Z drugiej strony autor zarysował fakty, które wpłynęły na następne tysiąc lat funkcjonowania Republiki, czyli nowe prawo, podległość Jedi Senatowi, demilitaryzacja i pierwszy od czterech wieków kanclerz nie Jedi, ale za to o znanym nazwisku Vallorum. Tu także znalazł swe miejsce ocalały z pogromu Darovit i młody Jedi, który nie wierzy w wyginięcie Sithów. No ktoś musi sztucznie wprowadzać napięcie, jak autor nie potrafi, bo nie zna mechanizmów.

Mija dziesięć lat. Zannah wyrosła na śliczną pannę. Ale zarazem śmiercionośną, władającą mieczem z podwójnym ostrzem, ale za to krótszym (jakaś plaga z tymi podwójnymi mieczami, a jak nie mieczami to...). Tu mam także duże zastrzeżenia do autora, bo nijak nie udało mu się przekonać mnie, że ta panienka jest Sithem. Fakt, fakty mówią same za siebie, ale jakoś tak słabo pasują do opisanej postaci. A może opis był zbyt słaby? Z drugiej strony Darth Bane i co z nim wyrabiały orbaliski, tudzież do czego on sam dążył. A więc... budowa holokronu. Na czym kompletnie się nie znał, ale na szczęście w odpowiednim momencie autor podsuwa mu to i owo w miarę potrzeb. No i jest jeszcze sprawa knucia przeciwko Jedi. Oj knuje on knuje i wysyła swą uczennicę z misjami różnego rodzaju. Co ciekawe pokazano tu, że nie same dwa Sithy świat chciały zmienić, ale że potrzebowały także pieniędzy i informacji oraz to skąd to się wszystko brało. Fakt, niewiele tu tego, ale daje satysfakcję i wprowadza tchnienie życia. Drew pokazał także, co się stało z tymi, którzy wspierali Sithów we wojnie, bo przecież nie wyginęli. I to też dobre jest. Niestety, zamiast rozwinąć takie wątki, które dodałyby walorów prawdziwości, to... najważniejsze w grach są nawalanki, naparzanki, jeden na jeden, dwa na jeden, jeden przeciw wielu, czy w końcu dwa przeciwko... Nie, tego nie zdradzę. Finał jest nawet więcej niż interesujący i tu Drew miał pomysł. Szkoda, że w reszcie powieści tak mało tu dobrej inwencji autora.

A oprócz historii samych Sithów pojawiają się tu i ówdzie elementy uniwersum, które tak lubimy, bo osadzają one głębiej to co czytamy. Jest i Coruscant, i Świątynia Jedi, i biblioteka i Zaginiona Dwunastka (ta co później będzie Dwudziestką). Są znane nazwy, nazwiska, artefakty, potwory i stwory. Całkiem tego sporo, więc czemu narzekam na sztuczność? Bo to jest sztuczne, a blaster i droid nie czynią "Gwiezdnych wojen" w najlepszym tego słowa znaczeniu, o pisaniu dobrych powieści nie wspomnę. To ciasto nie zostało wyrobione do końca i wyszedł zakalec. Zbyt szybko, zbyt łatwo panie Karpyshyn. Na szczęście fani nie takie już "sztuki" widzieli i dadzą radę wybrać z tego to co najlepsze dla siebie i uniwersum. I tak trzymać, bo...

"A Sith never surrenders."

[droid]
[26.01.2009]


Star Wars: Darth Bane: Rule of Two - Drew Karpyshyn - Del Rey - październik 2008 r.
- 1020 lat przed ANH,

- wydanie II,
- ISBN: 978-0-345-47749-1,
- miękka okładka,
- format circa A5,
- 320 stron,
- cena 7,99 USD.

Artykuł: 1.

Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016