strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Legacy of the Force #2: Bloodlines nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
"The galaxy's a dangerous place."

To moja pierwsza książka z nowej serii. Nie czytałem tomu pierwszego Aarona Allstona (bo to drogi hardcover) i wprowadzenie w nową wojnę w bardzo, bardzo odległej galaktyce przypadło mojej obecnie ulubionej autorce SW Karen Traviss. Nie rozczarowałem się, chociaż... Chociaż dla mnie obecne dzieło Karen nie jest tak spójne jak komandosi.

Już przed "000" zauważyłem pewne tendencje w twórczości autorki w kierunku opisywania otaczającego nas świata, a w szczególności walki z terroryzmem. "Triple Zero" był tego przykładem, ale obecna książka jest wręcz manifestem jej opinii o całym tym... Chociaż nie, nie manifestem. Nie znajdziecie tu jednoznacznej opinii pisarki o postępowaniu Stanów Zjednoczonych. Ale za to w dość przewrotny sposób znajdziecie to, czego szukacie. Popieracie wojnę? OK, znajdziecie uzasadnienie dla takiego postępowania. Nie popieracie? I na to znajdziecie argumenty. Co więc autorka miała na myśli? Ja chyba wiem, ale sami wyróbcie sobie zdanie. Zresztą skoro wspomniałem poprzednią książkę SW Karen, to czas...

"- Why do you still do this Fett?
- Because people still ask me."


Na Bobę Fetta, Manadalorian i... I na kontynuację właśnie książek o komandosach Republiki. A to ci niespodzianka! Zresztą, czemu miałoby być inaczej? Autorzy dość niechętnie porzucają swe kreacje (patrz fragment następnej książki z serii) i Traviss nie należy do wyjątków. A dlaczego miałaby porzucać swe wspaniałe dzieło? No właśnie. Ubłagała decydentów o wstawienie Boby Fetta do powieści i go mamy. Tylko po co? Dokładnie przez połowę książki Boba Fett nijak nie przystawał do głównego wątku, ot wypełniacz. Dopiero druga połowa dała mu protezę, łącznik, zresztą też nie najmocniejszy. Bez Boby też dałoby się to opisać. To argument przeciwko dzieleniu dzieła na wielu, różnych autorów. Jeden twórca mógłby zadbać o spójną historię, wątki poboczne i nawet oprawę graficzną. A tak pojawiają się kwiatki przy kożuchu... Fakt, dosyć to ciekawe dla fana. Wyjaśnia się to i owo z lat młodości łowcy po Wojanch Klonów, jego związek małżeński, Concord Dawn, wygnanie, losy córki, obecne życie Boby, Taris, powrót na Kamino, poszukiwanie dawnych znajomych, nowe fakty z życia klonów... Ciekawe, czy Boba powróci dopiero w kolejnej książce Karen i czy zdąży zanim...? Ale my tu gadu, gadu, a tytuł książki to...

"Rodzina to coś więcej niż więzy krwi."

Fakt, dużo tu jest o rodzinach. O rodzinach walczących razem, o rodzinach walczących przeciwko sobie, o rodzinach szukających spokoju. Jest o wspieraniu i o zwalczaniu, o miłości i zemście, o więzach krwi... Jak to się mówi, rodziny się nie wybiera. Ale czy na pewno? W czasach pokoju może to nie najważniejsza kwestia, ale nasza ulubiona galaktyka to kocioł wojenny...

"- Expecting a war?
- Always. And I'm never disappointed."


Właśnie zapominamy o wojnie wiszącej na włosku. Sojusz Galaktyczny kontra Korelia, tu w postaci chociażby Thrackana Sal-Solo, Hana i Lei. A im dalej w las, tym drzew więcej. Więcej problemów, więcej urażonej dumy, więcej przemocy, więcej uprawnień dla władzy, więcej zdecydowanych i nieodwracalnych kroków, więcej problemów, więcej urażonej dumy... Czy my skądś tego nie znamy? Czy przypadkiem nie tak dawno nie byliśmy tego świadkiem w ostatniej kinowej odsłonie naszej ukochanej sagi? Gdy dodamy do tego, że wszystkim tym "steruje" z cienia wnuk swego dziada, którym kieruje... to...

"This is a galaxy in search of order."

powiększ
To kto ma w sobie tyle siły, aby wszystko uczynić takim jakim MA być? Jacen? Jacen. JACEN SOLO! Bym zapomniał, przecież to książka o nim... ponoć... No fakt, jak czytaliście wywiady z Karen, to właśnie Jacen miał być motorem opowieści, jego zmiany w nastawieniu do świata, jego podążanie po równi pochyłej w kierunku mroku, a wszystko dla lepszego dobra galaktyki, dla miłości do najbliższej rodziny. Takie było założenie i tego autorka się trzymała... czasem. Niestety nie przekonała mnie. Fakt, Jacen z pierwszego rozdziału nie jest tym samym Jacenem, którego żegnamy w ostatnim, ale wszystko to jakieś naciągane. Nie, nie takiego Jacena się spodziewałem, ani takich Jedi...

"What taxpayers get for their credits from the Jedi Order?"

Nie, to nie jest argument na temat finansowania zakonu. To jest pytanie zasadnicze. Gdzie są Jedi? Kilka migawek z rady, Mara i wielka niemoc decyzyjna Luka nie załatwiają sprawy. Równie dobrze mogliby wyjechać na wakacje na Naboo i nikt by tego nie zauważył we wszechogarniającym chaosie. Jedynie Ben, przez swą "zależność" od Jacena, odrabia rolę zakonu... Ale czego można wymagać od trzynastolatka? Powiem wam, że można i to wiele. Ben to zakon tego odcinka w dodatku bardzo szybko dorastający do roli... Może zbyt szybko? Mimo to ciągle tego za mało, aby wesprzeć Sojusz w walce politycznej.

"Diplomacy by holonetnews."

To jest to, co znamy doskonale z własnego podwórka. Fakt, polityki znowu dużo w powieści i nie każdy to lubi. Ale bez tego nie ma współczesnego świata i wojny z terrorem. Dla uważnego czytelnika właśnie te fragmenty mogą stać się źródłem jeżeli nie wiedzy i zrozumienia, to przynajmniej satysfakcji, że jesteśmy dobrze poinformowani. A dokąd to zmierza? Do rezurekcji Sithów?

"I've seen the galaxy ruled by Sith, and I've seen the galaxy ruled by Jedi. In fact, I didn't really notice the difference, and the galaxy was still a mess at the end of it."

"Wielki" powrót odbył się w tomie poprzednim, którego nie znam. Ale nie jest on wymagany do swobodnego przeżywania dzieła Karen. Co musi być wiadome to jest powtórzone i z grubsza wyjaśnione. Bo fakty się liczą, a nie szczegóły "techniczne". Fakt, dokąd zmierza galaktyka jest widoczne cały czas i tylko niecierpliwie będziemy czekać, kiedy to w końcu się stanie... Bo czyż nie może się stać? W ten oto sposób dotarliśmy na końcu do uniwersum Star Wars.

"You should learn to shoot first Solo."


Ale nie musiało go tu być. To niestety tylko tło. Fakt, niektóre postacie to właśnie Star Wars, ale ich obecność to jeszcze nie galaktyka "Gwiezdnych wojen". Trochę to zawiłe, ale i to dzieło autorki jest dość zawiłe, czy raczej niespójne. Dzieje się tu wiele, jest napisane doskonałym językiem z doskonałą dozą humoru i rozrywki dla każdego (patrz powyższy cytat chociażby). Są poruszane różne tematy od błahych po śmiertelnie poważne. Rzadko zdarza się książka SW, w której jest mowa o pewnych aspektach życia takich jak chociażby śmierć bliskich, zaskakująca nas zza węgła jak zwykle to bywa i to nie raz (brawo autorka, bisy też będą), ich pogrzeb, tęsknota za domem, poszukiwanie miejsca na ziemi, celu życia... SW przyzwyczaiło nas do jednej wielkiej, rozrywkowej nawalanki na trzy pas... Kto tego szuka w tym tomie także się nie zawiedzie, ale będzie także narzekał na "dłużyzny"... Dla mnie, który ma na liczniku wiele motogodzin, taka książka to uczta i wytchnienie. Dlatego tak lubię twórczość pani Traviss, za życiowe podejście do tematu. Nic więc dziwnego, że smakowałem powieść powoli, tak aby nie uronić ni kropli słodyczy... czy goryczy raczej. Ale kto nie zaznał goryczy ni razu ten nie... I tak dalej, i tak dalej...

Można by pisać jeszcze wiele, chociażby o tym, że Korelia leży 20 tysięcy lat świetlnych od Coruscant i "Sokołowi" zajmuje to 3 godziny lotu, ale po co? Każdy fan powinien sam zagłębić się w meandry twórczości Karen i znaleźć to czego szuka. A znajdzie na pewno, zapewniam was.

Na koniec jeszcze fragment najnowszej powieści z serii, "SW LotF: Tempest" Troya Denninga. Cóż, powrót z "zaświatów" kolejnego tworu autorskiego z lekka mnie zawiódł, ale z drugiej strony przypomniał trylogię Dark Nest. Jest to kolejny argument przeciwko tworzeniu wieloautorowej serii. I nie naprawią tego ani inne spojrzenie, ani wspomnienie czasów Yuuzhan, ani nawet ich twory. Po prostu to jest takie... niespójne. Ale może tak ma być?

Lorienjo
[05.11.2006] SW LotF: Bloodlines - Karen Travis - Del Rey Books - sierpień 2006 r.
Artykuły na oficjalnej 1, 2 oraz 3

- 40 lat po ANH,
- drugi tom serii "Legacy of the Force"
- 404 strony,
- miękka okładka, kolorowa, tłoczona,
- trochę większy niż A6 (taki amerykański 7'x4,3'),
- cena 7,99 USD,
- ISBN 0345477510,
- zawiera fragment "SW LotF: Tempest" Troya Denninga (20 stron).


Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016