strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Insider #98 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

okładka
"Built from scratch."

To koniec trzydziestolecia "Gwiezdnych wojen". Fakt, można by to ciągnąć jeszcze do maja 2008 roku, ale po co? Jest tyle innych ciekawszych tematów... No w każdym razie tak uważa pan redaktor Brian J. Robb. A skoro pan redaktor tak uważa, to mnie droidowi wychylać się nie przystoi. Ale... Jak dobrniemy do końca tej opowieści, to sami się przekonacie, że to już ostatnie zmiotki z najciemniejszych kątów. Już nic więcej wydawca nie jest w stanie nam zaproponować, a więc chyba słuszną podjął decyzję, aby siebie i nas nie męczyć. Ale... to oni (Titan Magazines) nie mają nam nic do zaproponowania. To tak gwoli ścisłości.



Com-Scan. Ricka "Wiecznego Optymisty" McCalluma tym razem nie stało. A już miałem nadzieję na stałe wieści z produkcji... Zamiast tego w wielkim skrócie informacja, że prace nad serialem aktorskim już się rozpoczęły, a serial animowany nie będzie przeznaczony dla najmłodszej widowni... I dobrze. Bo właśnie jestem świeżo po ponownej lekturze serii komiksowej "Droids", która na początku na serialu animowanym bazowała. I to nie było świetne. Zaś z naszej galaktyki wieści, iż Luke'a lightsaber z "Powrotu Jedi" pomyślnie odbył podróż kosmiczną na pokładzie promu w dniach od 23 października do circa 11 listopada 2007 r. W owym czasie pokonał bagatela sześć milionów mil amerykańskich w kosmosie. A gdyby tak te mile postawić jedną na drugiej, jedną na drugiej, jedną na drugiej, to pewnie byśmy zbudowali coś na kształt... Ale nie zbudujemy. I dobrze. Okres samo zachwytu nad przewalaniem z pustego w próżne mamy już chyba za sobą... A może nie?



Best of Strawars.com. To już chyba grali w którymś z niedawnych Insiderów? U poprzedniego wydawcy? Chodzi o materiały szkolne z elementami SW z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ale nie chodzi mi tu o te wydawnictwa, a o fakt odgrzewania po raz kolejny tych tak "oczekiwanych" przez fanów, a przecież jeszcze ciepłych informacji.



Roger i Maker
"Never work with children and droids."

Galaxy Builder
(Jonathan Wilkins). Wywiad z kolejnym z twórców gwiezdnej sagi, którego fragment można przeczytać zarówno na Oficjalnej, jak i w wersji spolszczonej u nas na ICO (patrz linki na końcu). Tym razem, a właściwie to już ostatnim razem, udzielił go Roger Christian, człowiek odpowiedzialny za scenografię w "Nowej nadziei", a także reżyser drugiego zespołu z "Mrocznego widma". Ale zostawmy prequel w spokoju, gdyż jak sam Roger mówił, miał to "szczęście" pracowania z Jar Jarem i R2-D2 (patrz cytat) i dowiedzmy się czegoś ciekawego o tym pierwszym filmie, za którego Christian dostał swego pierwszego Oscara. Fakt, potem dostał drugiego za "Obcego", ale tak naprawdę mógł się tym chwalić dopiero po przeprowadzce do Stanów z Anglii oczywiście. Cóż... Oscar w Anglii to nie honor (dla mnie zresztą też). Mieliśmy jednak pomówić o ANH.

Trudne to były czasy, aby stworzyć coś od podstaw i z niczego za niewielkie, dostępne wtedy pieniądze (oho, a to nie koniec opowieści o mchu i staroci dzisiaj). W Anglii w latach siedemdziesiątych kupowało się na szrocie samolot za circa 60 dolków, a potem drugi i kolejny. Rozbierało się to wszystko na części i tworzyło nowe "from scratch". Szperało się po różnych, czasem niespodziewanych sklepikach i... podziwiamy to dziś. Coś co kiedyś kosztowało kilka pensów na pchlim targu, dzisiaj na aukcji można kupić... jeśli ma się zasobny portfel. A niewiele jest dostępne, bo to co jest tkwi w nieprzebranych magazynach... Też o tym jeszcze dziś będzie. Ale my tu o Christianie, a nie strażniku bramy. Pewnie mało kto wie, co jest dziełem Rogera. Po pierwsze kokpit "Sokoła", ale to żadna nowina, choć osiągnięcie niemałe. Po drugie takie tam drobiazgi jak landspeeder Luke'a, R2-D2, lightsabery (patrz fragment artykułu na ICO). Ale to nie wszystko. Szczęśliwe kości Chewiego, te z kokpitu "Sokoła", to zaaprobowane przez Makera nawiązanie do "American Graffiti". Lornetka Luke'a to stary projektor do slajdów. Mnie jednak najbardziej zaciekawiły kulinaria. "Blue milk" cioci Beru... Sęk w tym, że aktorzy musieli to pić i musiało być niebieskie, a jesteśmy w Tunezji... I co? Na szczęście mleko tam mają, a i jakąś lokalną odmianę czarnych jagód. Efekt... Ale my tu ciągle krążymy koło najważniejszej informacji wynikającej z wywiadu. Roger miał to, co umożliwiło sukces, przy wiecznym niedoborze pieniędzy. Wyobraźnia! To jest to, co napędza świat, co umożliwia odkrycia i tworzy wynalazki. I Roger ją ma i wykorzystuje... A ja?



Jupiiiiiiii!
"This is Star Wars!"

Can You Hear the Force?
(Patrick Jankiewicz). Czyli kolejna powtórka z rozrywki, bo ileż to razy można czytać to samo o Benie Burtt'cie? Fakt, to jeden z naszych guru, ten od... "hydrolokacji" i osiągnął na swym poletku niemało. Ale my to już znamy. Czyżby naprawdę nie było już nic do zaoferowania nowego? Artykuł ciekawy, bo materiał najlepszy z najlepszych i spaprać tego nie można, więc polecam. Poza tym ozdobiony grafikami Jake'a, a więc niestandardowo. I próbowałem coś wyszukać nowego... I przykuł mą uwagę tym razem fakt, że zatrudniono Bena po to, aby to jeden człowiek zajął się dźwiękiem od badań po montaż. Jeden człowiek, jedna wizja. Zupełnie inaczej niż wyglądało to w wielkich studiach filmowych. Ale może właśnie to także powód sukcesu?



bohaterowie
"Star Wars was a tough campaign."

The Man Who Sold Star Wars
(Brian J. Robb). Czas na straganik z "science-fiction story", czyli przeboje i podboje Charlesa Lippincotta, których efektem był sukces filmu. Po zapoznaniu się z tekstem muszę stwierdzić, że sam film nie osiągnąłby pewnie zbyt wiele, o ile w ogóle by powstał. To kolejny artykuł o człowieku, któremu wydawało się, że wie lepiej jak na filmie powinno się zarobić. Obserwując rynek filmowy i kilka niepowodzeń sprzed SW Charles z Lucasem doszli do wniosku, że spróbują nowej drogi. Bo czy mieli coś do stracenia? "Ja nie mam nic, ty nie masz nic, więc razem mamy tyle, aby..." Ale najpierw trzeba było ideę filmu sprzedać Foxowi. A potem przyszedł czas na odbiorców. Po raz pierwszy w historii kinematografii Charles przygotował prezentację przyszłego filmu na konwent miłośników fantastyki, czyli Comic-Con w San Diego. Pamiętacie te pierwsze plakaty warte dziś fortunę? To było coś nowego i zostało przyjęte z dużym zainteresowaniem. Bo było nowe, a i Lippincott potrafił opowiadać o tym co będzie (choć tego akurat nie mógł być pewnym). Poza tym już wtedy zbierał informacje od fanów, jakie gadżety, zabawki etc. chcieli by dostać i co najważniejsze, przez kogo wyprodukowane. To fani o tym zdecydowali, a nie pieniądze korporacyjne (dziś to nie do pomyślenia). W grudniu 1976 roku światło jednego słońca ujrzała nowelizacja scenariusza, czyli powieść. Co ciekawe zaryzykowano i zamiast zwyczajnych 100 000 egzemplarzy nakładu postawiono na 250 000. I miało starczyć tego do maja, czyli do premiery. Niestety... nakład rozszedł się do lutego i trzeba było pomyśleć o dodruku. Potem był jeszcze komiks Marvela. Też z większą ilością odcinków niż zwykło się robić do filmu, a w dodatku z zakończeniem, które miało ukazać się po premierze. I zadziałało... A to tylko 18 kin... Resztę zrobili sami zainteresowani, czyli fani. Poczta pantoflowa przyniosła sukces. A dziś? Musisz to zobaczyć! Jeszcze tego nie widziałeś! We wszystkich kinach! Już od środy! A gdzie magia?



R2-D2 gdzie jesteś?
The Other R2-D2 (Abbie Bernstein). Nie zawsze to był Kenny Baker. Znaczy, tym mniejszym droidem. Czasem udawało się sterować "puszką na śmieci" przy pomocy fal radiowych. I ktoś tym się zajmował... Już po premierze "Star Wars" w maju 1977 roku asystentem Charlesa Lippincotta został Mick Garris i wywiad z nim dopełnia obrazu "marketingu" pierwszego filmu. We wszystkich publicznych wystąpieniach, w tym na rozdaniu Oscarów, a nawet w "SW Holiday Special", to Mick był głównym "menadżerem" R2-D2. I spełniał to zadanie dzielnie, z niemałą frajdą dodajmy. To były czasy...



Pirates of the Boards #6/6 (J.W. Rinzler). Ostatnia odsłona szkiców Joe Johnstona do scenariusza "Gwiezdnych wojen". Fakt, nie obejmuje ona finałowej sceny, a jedynie atak na "Gwiazdę Śmierci" dowódcy niebieskich (dobrze napisałem). Po resztę autor odsyła oczywiście do "The Making of Star Wars" i to w wersji z twardą okładką. Tam w załączniku jest więcej. A co w ostatnim artykule ciekawego? Luke miał użyć słów "May the Force be with you.", ale zostało to wycięte, gdyż zbyt wiele postaci nagminnie używało tej frazy i wyglądało to dość dziwacznie. A więc wycięto tu i ówdzie, i mamy to co mamy.



"Yes. You're along the right lines."

rurka peszla?
Fabric of the Universe
(Brian J. Robb i Jonathan Wilkins). Kolejny artykuł z tych, które uwielbiam, a odsłaniający sekrety procesu twórczego. John Mollo ubrał bardzo, bardzo odległą galaktykę i to w lumpeksie za psi pieniądz (przepraszam wszystkie psy). I'm lovin' it! Ten hobbysta od mundurów wojskowych, a następnie doradca filmowy z niemałym autorytetem, dla SW stał się głównym projektantem od kostiumów. Czy nie macie czasem wrażenia, że w czymś bylibyście dobrzy? Bo znacie to i owo, czego nikt inny nie zna, i chcielibyście się sprawdzić? Więc czemu tego nie robicie? A ja znowu zbaczam z głównego toru... Po krótkim badaniu "rynku" w zakresie kostiumów s-f i naradzie z Georgem stwierdzono, żeby... ten cały chłam wywalić do kosza. Kostiumy do nowego kosmicznego filmu wcale, ale to wcale nie miały wyglądać kosmicznie... No i miały być tanie. Co było robić? John poszedł do znajomych, właścicieli wielkich magazynów z kostiumami filmowymi i... "from scratch" zbudował Vadera. Wiecie... gatki motocyklisty, pancerz średniowieczny, hełm poniemiecki (po dziadku) i maska p-gaz typu "słoń", i wypisz wymaluj Vader jak malowanie, a w dodatku za darmochę. A Han? Han w spadku dostał spodnie generała Custera, tylko z innym lampasem... Szkoda, że nie zachowały się zdjęcia tamtych strojów. Zresztą do owych tworów Johna jeszcze dziś wrócimy, a na zaostrzenie apetytu informacja o stopniach oficerów Imperium i Rebelii. Owe kwadraciki i kółeczka w różnych kolorach, to... przyciski od wyłączników przemysłowych. I niestety zmartwię fan(atyk)ów... Nie było żadnego klucza ich tworzenia. To co potem pojawiło się w RPG, to zupełnie inna bajka.



Maria?
Star Players (Scott Chernoff i Jonathan Wilkins). To już naprawdę ostatnie wieści odnoszące się do trzydziestolecia. To krótkie wywiady z aktorami, którzy mieli być, zagrać Maker wie co, a ich nie było, lub zagrali epizody. Anthony Forrest to Fixer, czyli nikt. Maker nie potrafił określić kim był Fixer poza kumplem dla Luke'a. I nie ma Fixera w filmie, ale jest Anthony. To ten szturmowiec, który ucina sobie pogawędkę z Alec'iem Guinessem na rogatkach Mos Eisley. Paul Blake nasz dobry znajomy i Greedo. I zdradza to, o co nie miałem śmiałości zapytać na Dagobah 2007, czyli jak to naprawdę z Marią de Aragon było. Otóż wszelkie zbliżenia to Maria. Akcja, interakcja z Hanem i dialogi to Paul. Po prostu nie nakręcono zbliżeń za pierwszym razem, a Makerowi były potrzebne. I cóż... Wynikałoby z tego, że fotka Greedo, którą miał Paul to... A co tam. Colin Higgins... To porażka. Tego dnia Colin miał swój zły dzień. Aktor telewizyjnych seriali nie był przygotowany do pracy w filmie. I to dosłownie. Nie nauczył się roli, myślał, że jak to w TV ktoś mu podrzuci tekścik... Nie podrzucili i scena z Lukiem w sali odpraw nie wypaliła, i... ktoś inny dostał rolę Wedge'a Antillesa. Bywa... Garricka Hagona nie trzeba chyba przedstawiać, bo o Biggsie Darklighterze wiemy już wszystko. W filmie go prawie nie było i w artykule też nic nowego nie ma. A na koniec... Derek Lyons. I medal temu, kto odgadnie kogo ten pan odgrywał... To statysta (zeszliśmy na psy... znowu przepraszam psy)... Strażnik w Świątyni Massassów to on... I ten gostek, który podaje medale Lei w finale to on... Ale największym jego osiągnięciem było... usunięcie drzazgi ze stopy Carrie Fisher. Ja też bym mógł, a co!


okładka
Jawa's Corner.

Books (Jason Fry). Właśnie został wydany siódmy tom serii "Legacy of the Force" autorstwa Aarona Allstona "Fury". Siódmy, czyli zaczął się ostatni rzut i konkluzja. Wszystko zaczyna zmierzać ku finałowi... I Sithowie, i Jacen, i Allana... Może i SW? W każdym razie Aaron po raz któryś tam podkreślił, że seria pisana przez trzech autorów jest lepsza, niż przez całe stado...

Znam kogoś, kto ma już "The Star Wars Vault" Stephena J. Sansweeta i Petera Vilmura. Ja nie mam i raczej nie będę miał, bo... Bo kurzołapy nie dla mnie (dobra, dobra), a poza tym w książce są pokazane cuda, których nie macie i mieć nigdy nie będziecie. Bo spoczywają w nieprzebranych magazynach Makera, jak Arka Przymierza w... I nikt już nie wie co tam jest i co gorsze gdzie tego szukać. Ale tylko tak można było stworzyć książkę o czymś nowym. A w środku... zaproszenia, ankiety, kartki świąteczne, fotografie, w tym cudem odnalezionej, pamiątkowej kasety "Reel 2 Dialog 2"... Wszystko co jest płaskie można było upchnąć do książki. Ale są i płyty... I tu niespodzianka. Autorzy dostali specjalne zezwolenie Makera do zamieszczenia piosenki Lei "Life Day", oczywiście ze "SW Holiday Special"! Może to nie taka zła książka? Ale za to mocno bijąca po... kieszeni.



Comics (Daniel Wallace). Tematem ostatnich tygodni jest "Vector", czyli pierwszy "crossover" w naszym uniwersum. Będzie to dwanaście komiksów ze wszystkich obecnie wydawanych serii, czyli epok SW, które będą połączone... złem! Starym złem! Aż strach się bać co to będzie? Zanim pomysł zrodzony w głowach Randy Stradleya i Chrisa Warena stał się gotowym do zaprezentowania w wydawnictwie, minął rok ciężkiej pracy wszystkich twórców od KOTORa, Dark Times, Rebellion i Legacy. Pomysł wziął się od... Marvela, czy DC... John Ostrander już coś takiego robił. John Johnston wyszukiwał wszelkie pułapki w projekcie. Mick Harrison i Rob Williams rozbudowali dramaturgię serii. Poza tym trzeba było jeszcze coś wykombinować, jak zespolić milenia bez... oczywiście podróży w czasie. A na rozwiązanie wpadła Jan Duursema. Co więcej? Nic. Ściśle tajne do... stycznia. A dla zapominalskich krótka ściągawka, gdzie szukać "Vectora": KOTOR #25-28, Dark Times #11-12, Rebellion #15-16, Legacy #29-32.



Toys (Jeremy Beckett). Nowe zabawki, ale ja już chyba za stary jestem, bo mnie nie ruszają nowe zestawy figurek z "Battlefront II", czy 12" Luke z Bespina z czterema, różnymi... rękami oczywiście, czy też Han w animowanej pozie... Animowanej? Gdzie? Jednakże ponieważ Gwiazdka za pasem, to może... tego Luke'a?



koniec magii?
Star Wars Q&A (Leland Y. Chee "Keeper of the Holocron"). Znowu zmartwię fan(atyk)ów. Oficjalnie zabito legendę Dagobah. Yoda nigdy, ale to przenigdy wcześniej (przed EIII) nie był na owej planecie wygnania, a więc nie toczył tam żadnej walki z jakimś Dark Jedi z Bfash. Luke też tu nie był wcześniej (przed EV), a być może mu się Dagobah tradycyjnie jak to u Skywalkerów przyśniła w dzieciństwie. No i tych murów i ścian z betonu w jaskini nie było... Luke sam je przyniósł ze sobą. Koniec tajemnic. Błe...

Po raz chyba pierwszy wyjaśniono kto zginął, kto nie zginął, bo go tam nie było na przykład, albo nie wiadomo co się z nim stało w czasie eksplozji na barce Jabby.

W EIII Palpatine na ekranie nie oglądał planów "Gwiazdy Śmierci", a tylko jakąś bogu ducha winną planetę. Dobrze, że nie grał w pokera "on line", jak to planowano na początku. I miał przegrać, a co!

Jak ktoś ma książkę "SW Encyclopedia" to powinien przyjrzeć się zdjęciu ISD "Tyranta" na stronie... bodajże 319. Na burcie można dojrzeć napis... "We break for nobody", dobrze znany z filmu "Kosmiczne jaja" Mela Brooksa. Zagadką jest skąd ten napis tam się wziął, bo żaden model ISD użyty w produkcji starszej trylogii napisu nie miał. Ot i zagadka!

I przyszedł czas na kolejną porcję z mchu i staroci. John Mollo zdradza kolejne tajemnice symboli z sagi. Znaczek z czapki imperialnej to... kółko pasowe z magnetofonu. Kupili ich kilka setek... Symbol Imperium to... nawiązanie do hobby Johna i XVIII wiecznych fortyfikacji. Zaś symbol Rebelii... nie nawiązuje do niczego, a John sobie go ot tak skrobnął z "baniochy". Kolejne tajemnice upadły... Coś jeszcze zostało?



Scouting the Galaxy (Steve Sansweet). "Cargo Bay" z Oficjalnej nie żyje... Znaczy jest, ale nie jest aktualizowana. Bo to nie priorytetowy zakątek w czasach nastawienia na multimedialność. Kto by tam się zajmował zbieractwem...? Zabawki Hasbro są bezpieczne. To a propos doniesień prasowych (media kłamią), że ten, czy inny producent zabawek wycofuje produkty z rynku. Hasbro zaś od lat testuje swe zabawki na wielu etapach produkcji (w Chinach też) i nie ma się czego bać. A ja i tak bym wolał Bobę strzelającego rakietami... Jak ktoś kupił sobie Vadera, tego na 30 rocznicę i martwi się, gdzie jest blaster, to skoro już nie odpakował figurki musi uwierzyć, że blaster jest, pod peleryną w kaburze na biodrze.



International (Gus Lopez). Coraz nudniejsze te artykuły. Tym razem to "Stjärnornas Krig", czyli... Szwecja. A "Jedi Läsk" to ichniejsza "psiutka", czyli napój orzeźwiający dla Jedi.



i jeszcze raz
Set Piece (Chris Trevas i Chris Reif). Kolejna powtórka z historii. Tym razem to sala w Świątyni Massassów z finału "Nowej nadziei", o której już była dziś mowa przy okazji statystów. I znowu John Mollo. Do ceremonii wręczenia medali Luke nie mógł iść ubrany jak "wieśniak z Tatooine". Trzeba go było ubrać w... Zapasową parę spodni generała Custera, czy też Hana Solo (kto by to dziś pamiętał) i "przefarbowaną" kurtkę Ponda Baby, bo on już dwóch rąk nie miał. Za to chyba "najcenniejszym" elementem sceny (oprócz złotych blach C-3PO) był srebrny naszyjnik Lei. To ciekawe... John kupił go w sklepie jubilerskim. Naszyjnik nazywa się (a co) "Planetariska Dalarna", co tłumaczy się z fińskiego "Doliny planet", pochodzi z serii "Kosmiczne srebro" lapońskiego artysty Björna Weckströma i co najciekawsze, jest produkowany do dziś, a więc... Każdy może go sobie kupić. W końcu żyjemy już w jednym kraju, pod jednym przywództwem i mamy jedną płeć. Na szczęście droidy nie. Ale i tak nowego hymnu trzeba się będzie nauczyć... Ciekawe w jakim języku? Autorów?



Padawan's Corner (Cynthia Cummens). Jak zawsze Cynthia. Dziś rysujemy Ewoka. Wystarczy więc mała kartka papieru i krótki ołówek.



Bantha Tracks. "Best of the best" z roku 2007... I jak zwykle najlepsze było żarcie, czyli lunch pana Darth Maula... Sałatka, psiutka, jakieś ciasto i jakieś prochy w zielonych papierkach. Nic dziwnego, że ot tego był taki zły. Oprócz niego mą uwagę przykuli członkowie chyba 511 Legionu, a może 5111... W pięknych zbrojach z kartonowych pudeł (od Whirlpoola też). Niech się 501 schowa z tymi swoimi "koncesjami" na bycie szturmowcem.

I znowu koniec. Tym razem w dodatku rozstajemy się z "Nową nadzieją". Jeszcze tylko w Comlinku rozważania jak nazwać fanów SW... Może "Warsies"? Poza tym kolejny sukces edukacyjny, bo ktoś dzięki SW zaczął czytać książki (a na liczniku ma już ponad setkę) i całkiem spokojnie obok SW Shopy (bo nie ma po co wchodzić do sklepu przypominającego PRL, gdzie tylko puste haki i ocet na półkach) udajemy się do wyjścia pięknej podróży przez krainę "z mchu i staroci"... Uwielbiam te klimaty. Ale nie "Insidera" Titana.

[droid]
[13.12.2007]
SW Insider #98 - Titan Magazines - styczeń/luty 2008 r.

Artykuły: 1, 2, 3
Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016