strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Insider #82 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

powiększ
"This is the end..."

Tak, to już koniec pewnej epoki. Pierwszy Insider od dziesięciu lat w którym nie ma słowa o kręceniu jakiegokolwiek filmu... Choć ponoć niebawem podadzą nam "substytut" Indianę Jonesa... Nieważne. Co nie SW to pryszcz. Dwadzieścia osiem lat minęło... Fakt, ja funkcjonuję dłużej, ale pracuję na olej i przeglądy z pewnością krócej (choć niekoniecznie, kto by to spamiętał). Czy czeka nas jakiś nowy rozdział ewolucji SW? Mówi się serial, mówi się animacje, tylko... Tylko, czy na to czekają "starszawe" tygryski?

Comlink. This is it! Yes! Tak, tak i do bólu tak! Wreszcie fachowiec zabrał głos! Czemu tak krzyczę? Może mi się zacięła regulacja wokabulatora, a może i nie. Pamiętacie Karen Travis i jej "Republic Commando" tak przez pewnego droida uwielbione? Amberze! Liczymy na ciebie! I na pana Szymańskiego oczywiście. Wybacz Olu, ale biznes is biznes. Bo do tego trzeba chłopa, jak do tanga dwojga. Jak Maker da, to tango masz zapewnione. Ale znowu zbaczam z prostej ścieżki... "Wraith 1". Kto to? A pewien snajper z Nowego Yorku, a "Wraith 1" to jego kryptonim. Ponad sto misji bojowych na koncie. I to prawdziwych, a nie symulowanych. Robi wrażenie? Na tym, kto nie był w armii być może nie... Ale uwierz w droida, TO ROBI WRAŻENIE. Możecie się wczuć w temat oglądając "Snajpera" z Tomem Berengerem, niech wam. Ale, ale... Co to ma wspólnego ze SW? A to, że "Wraith 1" jest fanem SW i czytał "Republic Commado" i... I twierdzi tak jak droid, że "This is it!". To są prawdziwi z najprawdziwszych komandosi. I nawet opowiadanie z poprzedniego Insidera jest bardzo dobre, choć mnie akurat nie urzekło z powodów politycznych. Ale on żyje "in the USA" i pewnie widzi inaczej poprzez wizjer swego hełmu, o tak charakterystycznym kształcie litery "T"...

Właściwie to mógłbym zakończyć. Jeden list, jedna notatka i reszta mnie przestała interesować. Chyba powinienem zostać droidem bojowym, a nie binarnym podnośnikiem... Tak się rozrzewniłem, że Queen z "A Kind of Magic" musi mnie podnosić z zawiasów kolanowych... "Friends will be friends..." Tylko, gdzie oni...? Dość "malutkich smuteczków". Redakcja ogłasza, że przyszły serial TV będzie się toczył pomiędzy EIII i EIV, a i RPG niebawem zagości w większej objętości na łamy Insidera. Nowy rozdział? Oby nie znowu "najlepszy" na świecie.

Skywalking. Cóż, to było jasne. Celebration III. Trzydzieści dwa tysiące gości. Indianapolis. Teraz powinienem oddać głos Mikowi, gdyż jam niegodny relacjonowania fety, na której mnie nie było... Tak... Sam Maker zawitał z rodziną, po raz pierwszy odwiedzając tego typu "dziwowisko" od 1987 roku. To też coś znaczy. Rick McCallum też tam był ze swymi zachwytami. Ale tego pana już dobrze znamy i mu dziękujemy. Ceremonia otwarcia, wystawy, X-wing, autografy, R2-D2 i jego kuzyni, wystawa archiwów Lucasfilmu, parada kostiumów i Warwick Davis, który dwoił się i troił, gigant wręcz, a w dodatku filmowiec... A jak fanfilmy to i tegoroczne nagrody: - duch fandomu - Mark Rusciano - "Boba",
- najlepsza piosenka - Timothy Edward Smith - "One Season More",
- Best Crossover Spoof (jak to będzie po naszemu?) - Wayne Barnes - "Anakin Dynamite",
- najlepszy pomysł - Alabama Rob (prawie jak Indiana) - "Star Wars Elements",
- najlepsza komedia - Robert Reeves - "Cheap Seats",
- najlepszy film animowany - Tetsuro Saiki (nic dziwnego) - "Walk in a Bamboo Bush",
- nagroda dla pioniera - Warwick Davis (to jest to, o czym wspominałem) - "Return of the Ewok",
- nagroda publiczności - John E. Hudgens - "Sith Apprentice",
- nagroda Georga Lucasa - Barry Curtis i Troy Metcalf - "For Love of the Film" i wbrew pozorom nie jest to film ze świata SW, ale o fanach i ich reakcjach na zjawisko filmu...

Jedi Library. Dziś w bibliotece w sumie dwa tematy. Pierwszy to "SW Making of ROTS" Jonathana Rinzlera. Autor, który był wszędzie , gdzie cokolwiek się działo i dokumentował to ku pamięci. W końcu to koniec, ostatni film i najlepiej udokumentowany (Natalie Portman). Za "jedyne" 35$ możesz stać się właścicielem tego niekompletnego dzieła. Niekompletnego, gdyż cykl wydawniczy trwa, książka ukazała się 2 kwietnia 2005 roku, do druku poszła w grudniu roku poprzedniego, a nie był to koniec produkcji. Ostatni rozdział można przeczytać w postaci e-booka dostępnego za darmo na stronie oficjalnej. Być może kiedyś, gdzieś zostanie wydana całość...

"SW ROTS: Incredible Cossections" Hansa Jensena i Richarda Chasemora z tekstem Curtisa Santona. Moglibyście zajrzeć do odpowiednich opinii, ale nie znajdziecie tam informacji o produkcji takiego dzieła. Znowu miało być w księgarniach 2 kwietnia 2005 roku... To z czego robić te przekroje? Z modeli CG? Z rzeczywistych modeli? Z konceptów? Niekiedy tworzyli coś, czego jeszcze nie było na ekranie. Ciekawe, czy wychwycicie wszystkie "niedokładności"? A po wyobrażeniu sobie tego czegoś powstawał rysunek, nazwijmy go "zgrubnym ", na papierze milimetrowym. Po sprawdzeniu proporcji i wymiarów rozpoczynała się "konstrukcja" podzespołów i nanoszenia ich na rysunek. Wiele czasu zajmowały konsultacje z kierownikami od kreacji. Potem to już z górki, szczegóły, akceptacja i finalny rysunek. Proszę, 250 roboczogodzin. Po 8 godzin etatu dziennie to będzie... Bułka z masłem... A teraz właśnie pracują nad "Complete Locations" (lub już skończyli), czyli "tworzą" miejsca znane nam z EIII. Nie należy jednakże zapominać o ich "małych" marzeniach, które jeszcze nie zostały spełnione. Imperial Shuttle... No i Super Star Destroyer! Może dożyjemy...

Drawn by the Horse. I znowu powinienem odesłać do opinii, aby zapoznać się z "SW Visionaries"... To żadna frajda pisać o czymś po raz drugi, czy trzeci. A to jeszcze nie koniec w tym Insiderze... Główny edytor, znowu Jonathan Rinzler, dokumentując powstawanie EIII zauważył, jaka masa rysunków i pomysłów powstaje jakoby "przy okazji". To co kiedyś zrobił Ralph McQuarrie dla Makera, czyli "ubrał w ciało" sny i marzenia, dziś całe rzesze artystów czyniły ku chwale EIII. Szkoda byłoby ich pracy... A stąd już tylko krok do realizacji. Jeszcze tylko Jeremy Barlow musiał co nieco "wytłumaczyć" artystom o konstrukcji komiksu i proszę, "Wizjonerzy" jak żywi. Nie zapominajmy jednak, że wszystkie te pomysły powstały na skutek interakcji z samym Makerem. Bez niego nie byłoby SW takich jak kochamy...

The Starships of EIII. Pierwszy z głównych artykułów magazynu. Pozostałe trzy to będą wywiady. I znowu dla mnie to powtórka z rozrywki, ale co tam... "Exotic touch of the familiar." To podstawowa zasada w przypadku "zabaw" w kreowanie realnego wszechświata i jego produktów. Zawsze musisz czuć, że skądś to znasz...

Invisible Hand - czyli okręt zGrywusa z bitwy nad Coruscant. Ten niszczycielo-lotniskowiec klasy Providance przeznaczony do pacyfikacji planet uzbrojony był w: 20 dywizjonów myśliwców, w tym typu Tri, 400 pojazdów naziemnych, turbolasery, głównie do bombardowań planetarnych i ponad 100 wyrzutni torped. Cóż, przypomina okręty Mon Calamari, a to z tego względu, że zbudowany został przez uchodźców Quarrenów (zastanówmy się przez chwilę co to znaczy) na planecie Pammant.

Venator class SD - odpowiednik republikański, pancernik pomieszany z lotniskowcem, który w dodatku mógł lądować na planecie. Jakby nie było, to "Niewidzialna Ręka" też raz wylądowała. Ale wróćmy do hangarów Venatora: 400 myśliwców, 40 kanonierek, 24 maszyny kroczące (pewnie AT-AT), 7400 ludzi załogi (wielki skubaniec) i uwaga, większy od Victory, który nomen omen został zaprezentowany w roku 1980, w "Zemście Hana Solo". Victory i Venatory funkcjonowały w tym samym okresie. Ale na ekran trafił Venator.

Commerce Guild Destroyer i InterGalactic Clan Frigate - odpowiednio klas Recusant i Minificent. Okręty te były głównie obsługiwane przez droidy, stąd niewiele przedziałów z atmosferą i wygląd taki, jakby "wnętrzności" były na wierzchu. Pamiętacie transportowiec Rebelii z Hoth? Fregata, która kiedyś zapewniała łączność flocie banku, w okresie wojny służyła do działań walki elektronicznej. 200 istot na pokładzie, ale w ładowniach mogło przebywać 150 tysięcy droidów, więc i jako transportowiec wojska wypadała nieźle.

Tri-fighter - trzy skrzydła, trzy silniki, mniej niż 5,5 metra długości, czyli 1/3 wielkości ARC-170, buzz droidy w sześciu pociskach, cztery działa laserowe (pewnie, żeby znowu nie było trzy), zbudowany przez Colicoidów na Colla IV przypominał czaszkę lokalnego drapieżnika (znowu czaszka drapieżnika).

Techno Union Mankvim-814 Interceptor - mały "rekin", dwa działa laserowe i silnik z regulowanym wektorem ciągu (ktoś wspominał Raptora?), tu akurat poprzez ruch całego silnika, szybko został wdrożony do produkcji na Utapau.

Republic V-wing - kolejny "alfabetyczny" myśliwiec, tym razem od kształtu nosa. Podobny do myśliwca Jedi, lekki, zwrotny, wyposażony w astromecha serii Q7 z dwoma zestawami bliźniaczych dział laserowych w bocznych wieżyczkach (aby przypominać A-winga). Ale to nie pierwszy V-wing w świecie SW. Był jeszcze jeden w Dark Empire i grze SW Rogue Squadron, choć był to pojazd atmosferyczny.

Republic ARC-170 - maszyna z nieodpartym urokiem II Wojny Światowej. Myśliwiec dalekiego zasięgu do zadań zwiadowczych, nie do ubicia... Dwa duże działa laserowe, torpedy, zdwojony blaster w ogonie, tak jakby to był prototyp Y-winga, czy snowspeedera, ale z pewnością przypomina "Sztukasa". ARC, to nie jak w przypadku zwiadowców klonów Advanced Recon Commando, a Aggresive ReConnaissance. Załoga to trzy klony i astromech. Produkcji Incom/Subpro, rówieśnik Z-95 Headhuntera i zapowiedź X-winga, choć tam chodziło o pole rażenia, a tu o odprowadzenie ciepła (S-foils).

Jedi Interceptor - czyli Eta-2 Actis... Dwa lasery, dwa działa jonowe i po resztę odsyłam do Czytelni, gdyż w tamtych źródłach jest więcej informacji.

Tantive IV - "first SW thing ever". Wtedy (EIII) ta koreliańska korweta miał oprócz kapitana Antillesa jakiegoś Coltona...

Technical Readout. I znowu Tantive IV, tym razem ten z 14 lipca 1976 roku i pamiętny abordaż, ten który się odbył i ten, którego nie było. O szturmowcach i ich wizjerach kiedyś pisałem. Dziś pora na maskę Vadera projektu Ralpha McQuarrie i konstrukcji Johna Mollo. Cóż, widok z niej był nie lepszy, circa 3 metry w bardzo wąskim kącie widoczności, a jeszcze w dymie wybuchów. I jak tu nie nadepnąć leżących zwłok? Za to szturmowcy po raz pierwszy (i to dosłownie) wystąpili w kamuflażu (biały miś na śniegu). Dobrze, że czerwone światła nad wyjściami pozwalały się zorientować w kierunkach. A czy wiecie, że David Proves mógł zagrać Chewiego? Cóż, złych pamięta się ponoć lepiej, stąd i wybór roli Vadera. Ale wybrał... I ostatni "chłyt matetingowy". Blaster szturmowców i blaster załogi z Alderaanu. Tak "różne", a miały wspólny "prototyp" typu Sterling.

Ask the Master. Jak to było z Sithami pomiędzy EIII i EIV? To może niech się Maker wypowie... George zawsze zakładał (ciekawe od kiedy?), że Palpatine i Vader mieli swoich uczniów. Jeden by zastąpić wybrakowany towar, drugi by obalić mistrza. Znamy trzech uczniów Vadera. Tyne Vost z "Planet of the Mist" WEG, Hethrir ze "znienawidzonej" "Kryształowej Gwiazdy" oraz Shirę Brie alias Lumiyę z Marvela. Sęk leży w tym, że Vader z Palpatinem byli ostatnimi Sithami "obrządku" "dwóch ich tylko jest". A co dalej? Ponoć Lumiya przejęła schedę, w końcu była najlepiej wyszkolona. Ale z drugiej strony tytuł "Dark Lady of the Sith" sama sobie nadała. I co na to Abel Pena?

Znacie gościa imieniem Tank? Pojawił się w scenariuszu ANH, wyjechał jak Biggs i tyle go widzieli w EU. Ale ponoć niebawem ma go być więcej.

Jak to z tymi klonami było w ANH i później? Jak Luke z Hanem dobrali się do "bielizny" zamroczonych szturmowców to jakoś ich nie uderzyło "klonowanie". Za to w "Dark Force Rising" odkrycie jednakowych twarzy szturmowców powala ich niemal na kolana... Sprzeczność? Nie, wystarczy otwarty umysł mieć. Że szturmowcy bywają klonami, to każdy w świecie bywały osobnik wiedział (wieśniak mógł nie wiedzieć). Że klonowano ich z różnych materiałów to dwa, stąd różnica w fizjonomii. Stąd szok, że ktoś zaczął klonowanie de novo w czasach kampanii Thrawna.

Jaką funkcję pełnił Senat w czasach ANH i czy rzeczywiście Imperium było takie niepokonane i niepowstrzymane?

"There'll be no one to stop us this time." - Vader.
"Holding her is dangerous." - commander Daine Jir.

Pamiętacie te wypowiedzi z początku ANH? Kto mógł powstrzymać Imperium? Dlaczego więzienie Lei mogło być niebezpieczne dla Imperatora? Pamiętacie Ralltiir? Tam po raz pierwszy Vader mógł aresztować Leię... I co? I nic.

"Lord Vader, the Imperial Senat won't take this lightly. And any decisions to search our ship rests with Lord Tion..." - Leia.

Imperialny Senat... Imperialny! A Vader musi uważać na swe czyny. Senat! Pozostałości Republiki po dwudziestu latach od utworzenia Imperium stanowi siłę, z którą nawet Imperator musi się liczyć. A Leia była bardzo popularna w Senacie. Najmłodszy senator od czasów Mon Mothmy. Zatrzymanie jej stanowi groźbę dla Imperium... Fakt, jak wiemy w Rubieżach siły militarne, których zwierzchnikiem był Imperator, miały większą swobodę ruchu, lecz w Jądrze już nie... Okazuje się, że przejście od Republiki do totalitarnej tyranii Imperium na skalę galaktyczną wymaga czasu. Senat i dotychczasowa administracja była Palpatinowi potrzebna do sprawnego zarządzania. Osadzanie gubernatorów trwało i nie zawsze spotykało się z łaskawym przyjęciem. A Senat był wylęgarnią wszelkiej maści dysydentów, którzy z kolei finansowali Reblię...

The Rebel Alliance is too well equipped. They're more dangerous than you realize." - general Tagge.

Imperator o tym wiedział i liczył się z tym, bo musiał. Dopiero "Gwiazda Śmierci" zmieniła wszystko. Od tej pory nikt nie mógł zagrozić Imperium pod groźbą unicestwienia własnego świata i to definitywnie. Gubernatorzy byli na miejscu, Senat stał się zbędny. Teraz dopiero Imperium stało się niepowstrzymane... Choć tylko na kilka dni.

Pierwszym myśliwcem klonów była maszyna zaprezentowana w filmie animowanym, czyli Torrent V-19. ARC-170 i V-wingi były jego następcami.

Znacie dzieci Mon Mothmy? Lieda? Córka, pojawiająca się w "Dark Empire Sourcebook", a imię nadano jej "The NEW Essentail Guide to Characters". Wiemy, że była urodziwa. Przyszła na świat krótko po założeniu Rebel Alliance. Kim był ojciec? Mąż Mon Mothmy? Chyba nie. Mon Mothma używała panieńskiego nazwiska (Holonet News online - matka Tanith Mothma), o mężu nic nie wiadomo. Za to w "Visionaries" pojawia się brat Liedy, kapral Jobin, zresztą także bez nazwiska, a właściwie to "tylko" syn pani senator z Chadrilli. Ech, te kobiety sukcesu...

The Dark Lord Cometh. To pierwszy z wywiadów. Z pewnością zgadliście, że chodzi o Haydena Christensena i jego kreację największego bohatera kina do tej pory. Ten kanadyjski, telewizyjny aktor z Vancouver w wieku 19 lat chwycił Makera za nogi i zagrał Anakina Skywalkera w ATOC. A potem przyszło EIII, z którym kojarzą mu się tylko wielomiesięczne ćwiczenia z Nickiem Gillardem, a potem i Ewanem. Faktem jest, że ćwiczyli w każdej wolnej chwili, także wtedy, gdy chcieli uciec od tego całego "cyrku" kręcenia filmu. No i był jeszcze Ian McDarmid, niedościgniony mistrz dla tak młodego aktora zdającego sobie sprawę, że jeszcze wiele lat nauki zawodu przed nim. Rola była męcząca (ćwiczenia, niewygodne mimo wszystko kostiumy). Jednak wybłagany epizod Vadera (mógł zagrać ktoś inny) osłodził Haydenowi włożony wysiłek i godziny, spędzone w charakteryzatorni, klejenia i odklejania różności (fakt, nikt nie myślał w czasie klejenia, że kiedyś trzeba to będzie odkleić). Ale i były "łatwizny", jak chociażby charakterystyczny oddech Vadera. W kostium wstawiono aparat oddechowy (oprócz systemu wentylacji) i proszę, Vader jak żywy, choć ledwo żywy był potem, gdy oblewał się potem.

The Evil Within. Jasne, że to Sidous alias Palpatine, czyli Ian McDarmid, który omal nie przejął "pałeczki" i nie wykreował się na pierwszą gwiazdę EIII. Pamiętam "Robin Hooda" z Kevinem Costnerem, gdzie dopiero montaż stonował dominującą rolę szeryfa... Cóż, bywa. Gdy się ma 60 lat, jest się Szkotem i ma się tytuł najlepszego aktora teatru z 2001 roku, to trzeba uważać, kto reżyseruje show... Mimo to rola zaskoczyła Iana. Dużo dialogów i dużo ruchu, w porównaniu z poprzednimi filmami, tymi starymi w szczególności. Palpatine włada mieczem dwa razy szybciej niż Jedi...? Chwałą niech będzie dublerom. A poza tym, mimo że wszyscy wiedzą, iż Palpatine jest zły do szpiku kości, że rozsiewa zło, jest chciwy absolutnej władzy, to trzeba grać w masce "poczciwego" polityka i być przekonywującym. Cóż, taki zawód.

Queen Mother of the Galaxy. Aż się prosi, aby zmienić tytuł na matkę zbawicieli... Zresztą wywiad jest lekko nudnawy... Wszystko było "great"... Tak, to wiemy od kilku lat. No ale... Jak sama Natalie zauważyła, wszystkie sceny z Anakinem są tłuczone na jedno kopyto, love, love i co ludzie powiedzą. Wspomina, o poczuciu bycia lalką w rękach lalkarza... No, może tu jest trochę mojej interpretacji, ale faktem jest, że to Ewan bardzo jej pomógł przebrnąć przez ten "najlepszy na świecie" film. Nic dziwnego, że Ani był zazdrosny.

Anchorage Arcade. Koniec zasadniczej części magazynu (szkoda, że tego nie zauważyłem), zostały tylko technikalia. "Rage of the Wookiees", czyli kolejna "łata" na Galaxies. Gry nie znam, powiem co napisano. Łatwiejszy interfejs walki (ponoć wymuszony przez graczy), Kashyyyk podzielony na strefy, dzięki temu udało się zaoszczędzić "zasobów", aby poprawić grafikę. I ponoć pojawiły się protezy kończyn. Aż przydałby się komentarz grajka...

Scouting the Galaxy. W starych durnostojach dzisiaj zaciekawiła mnie jedna wypowiedź kolekcjonera. Do mniej więcej 1998 roku nie miał specjalnych problemów ze zbieraniem figurek (cały czas mowa o jedynym kraju walczącym z terroryzmem światowym, wtedy pojęciu nieznanym). I wtedy coś w Hasbro się zmieniło i tak jest do dziś, aż zbierać się nie chce. Niektóre figurki "nigdy" nie trafiają na półki sklepowe, za to prawie natychmiast pojawiają się na eBayu w cenie dwu, trzykrotnie wyższej. Cóż, będzie teraz odpowiedź. Szukaj waćpan w sklepach internetowych i nie bądź pan głąb. Wężykiem...?

Jabba's Collection zapowiada serię Evolution. To także kurzołapy. Zestawy po trzy figurki, tego samego, ale z różnych momentów historii. Anakin to raz (nie, nie ma tam Aniego, spokojnie), Troopers to dwa (stary klon, nowy klon i sandtrooper), a Sith to trzy (Maul "maszynka do mięsa", Dooku "na Duracellu" i Sidious "Sith pełną wykrzywioną gębą"). Ciekawe, czy da się to kupić?

Best of Hyperspace. Jak zapewne stali czytelnicy zauważyli, jeszcze nie wspomniałem reklam i natrętnego "H". Szopa jest na końcu, więc spoko. Cóż, Insider mnie "nie pogryzł", choć miejscami nużyły mnie całe strony poświęcone na zdjęcie aktora, czy coś podobnego. Ale to nie reklamy. Fakt reklamy są, ale jak wspomniałem, nie dokuczyły mi tym razem. Wróćmy jednak do "ochłapów" z płatnej strony. 31 stycznia 2005 roku ekipy rozpoczęły ostatni etap pracy, tym razem w Anglii, w "starych" studiach Elstree. Tu kiedyś była kuchnia cioci Beru, kokpity X-wingów, czy Sokoła... Po dwudziestu ośmiu latach krąg został zamknięty. I mimo technicznego bełkotu, mimo braku wiedzy w której ręce Anakin ma trzymać lightsaber, to jednak się rozrzewniłem... "This is the end..." Także podkład dźwiękowy robiono w Anglii, w Londynie, skoro wszyscy już tu przyjechali. Ian wodził prym. Tak, ale on tu był gwiazdą i miał dwie role, Palpatina i Sidiousa, a więc wokalnie odmienne. A gdy przyszło do nagrania ścieżki dźwiękowej, to w pamięci utkwiło mi tylko jedno słowo. Cymbał... "Było cymbalistów wielu...", lecz tym razem Jankiela zabrakło. Natomiast w dziale tworzenia obcych można zaobserwować postęp, a nie tylko odbijanie starych pomysłów. Od czasów EI do EIII udało się zbudować maski, które w sposób naturalny odzwierciedlają mimikę aktora. I już nie potrzeba kilku gości do sterowania oczami, czy ryjkiem. A jednak EIII wniósł coś nowego do filmu... I jak zwykle na końcu w albumie "rodzinnym" możemy powspomnieć te złote czasy Imperium... No i Rebelii ma się rozumieć. Luke vs. Vader - lord Sith ma czerwone oczy... To chyba od lampy błyskowej, wtedy ponoć miał już czarne... Luke vs. Palpatine - tym razem Skywalker odmówił Palpatinowi. No i piękna Leia wśród ewoków... To ta zielonkawa sukienka z Endoru, z rozcięciem do talii i niestety z amerykańskimi rękawami od podkoszulka.

Bantha Tracks. Dzisiaj różności z okazji premiery najbardziej wyczekiwanego filmu w dziejach kina. Sam zbuduj sobie "motorka" typu BARC. Fakt, ma podstawę z wózka ogrodowego, ale jak dobrze zrobić zdjęcie, to aż przypomina mi się speeder Luka. A dalej cała masa prac fanów, tym razem widać, że na zapełnienie stron, od kiczu do kiczu. Chociaż figury lodowe Vadera miały w sobie coś, przejmujący chłód... A na koniec 501 Legion swoim członkiem honorowym uczynił Makera. A niech mu, niech też odpowie za "mordowanie dzieci".

SW Szopa. Skoro nie miałem odruchów wymiotnych od natręctwa pewnych zjawisk, to i z "ciekawością" zajrzałem do sklepiku. A tam... Zegareczek na chwytaczek ze stali i chromu z podobizną Vadera, którą mam na pulpicie mojej mądrzejszej części, czyli komputera. Dzisiaj już nawet nie pamiętam kto i kiedy ją narysował. Biel i czerń, maska Vadera z półprofilu, świetna gra światła. Ale zegarek mi się nie podobał. Obudowa na iPoda z Vaderem, z ROTS. Czyżbym był skazany na zainstalowanie sobie nowego kawałka hardwaru? Szafka do wyeksponowania kolekcji SW, taki słupek z półkami, oszklony, w czerni, z postumentem i daszkiem, no i ze złotym napisem "Star Wars" "af korz maj Dark Horz". No i jeszcze niezbędnik prawdziwego mężczyzny, czyli szklany kufelek, który przypomniał mi YeDDi i Dath Guzesa, no i Bizona także. Ale mój kufelek jest ładniejszy, gdyż posiada moje imię i nie opyliłbym go za 16.99$.

"This is the end..." Smutny w nastroju jest ten numer Insidera. Jest parzysty, więc opowiadania nie było, za to sporo wypełniaczy, na szczęście nie reklamowych. Cóż, na kolejny dobry numer wypada nam jeszcze poczekać...


Artykuł na oficjalnej

Lorienjo
[30.07.2005]
SW Insider #82 - IDG Entertainment - lipec/sierpień 2005 r. Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016