strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Insider #114 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



Opinie Droida by Lorienjo

Star Wars Insider 114

okładka
"Binding the Galaxy together!"

Minęły 33 lata od początków Expanded Universe (więcej niż od premiery filmu w 1977 roku za sprawą adaptacji powieściowej). To dużo jeśli porównamy to z czasem wymiany pokoleń, dużo jeśli chodzi o ilość opowiedzianych historii w bardzo, bardzo odległej, dużo jeśli chodzi o punkt widzenia na różne aspekty tworu jakim jest fenomen "Star Wars". Ale nie wszystko złoto co się świeci. Przez te wszystkie lata ilość niespójności, sprzecznych faktów, zmian wręcz wywracających uniwersum na nice także jest niemała. Teoretycznie Insider 114 jest poświęcony temu "zjawisku", ale od razu odpowiem, że tylko w jednym artykule i to po łebkach poruszono ów "śmierdzący" aspekt bycia fanem-historykiem. Dlaczego? A pewnie dlatego, że dla większości odbiorców nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, byle cały czas coś się działo nowego, dużo, kolorowo i niezbyt skomplikowanie. Po drugie firma Lucasfilm kieruje się zyskiem i najważniejsze dla niej jest to, co w danym momencie przynosi jak największy dochód (i prawidłowo). A po trzecie i chyba najważniejsze, "Star Wars" to fikcja. Tak, "łyżka nie istnieje", została tylko spisana, opowiedziana, pokazana na ekranie, co nadal nie jest warunkiem wystarczającym do aktu kreacji świata. I gdy to do fan(atyk)a dotrze, gdy zrozumie tego konsekwencje, to... Albo przestanie być fanem i zajmie się czymś konkretnym, albo w końcu włączy sobie tryb "niezobowiązująca zabawa" i pozbędzie się fałszywych, sztucznych "trosk". Bo bajka to nie życie.



Launch Pad. Styczniowy numer Insidera zapowiada powrót "Wojen Klonów" po świątecznej przerwie. Sezon drugi, jak pewnie już to zauważyliście, charakteryzuje się nierównomiernością emisji odcinków. Na ekranie pojawiają się dwa, trzy epizody, przeważnie powiązane ze sobą, a potem cicho i głucho, aż oficjalnie zapowie się kolejny triumfalny powrót po kolejnej "świątecznej" przerwie. W tej chwili (połowa marca) już spodziewamy się (bo nie wiemy, nikt tego nie powiedział oficjalnie), że sezon drugi będzie krótszy przynajmniej o dwa odcinki w stosunku do pierwszego, czego miało nie być (patrz zapowiedzi sprzed kilku miesięcy). Cóż... Cieszmy się tym, co nam dano, gdyż nie mamy na to wpływu.



Interrogation Droid (Chris Spitale). Nie wiem do kogo kierowane są te głupawe artykuły. Z pewnością nie do mnie, a widać nie potrafię dojrzeć, że do... Nie chcę nikogo obrazić, więc nie dopowiem. Tym razem przepytano Marka Hamilla (Luke Skywalker, aby było jasne dla tych, co...). Z "ciekawostek" zacytuję tylko, że Mark jest szczęśliwy, iż Vader obciął Luke'owi prawą dłoń, bo Mark jest leworęczny... A na pokojowego (bo przecież nie pokojówkę) wybrałby R2-D2. Interesujące, czyż nie...? Kto krzyknął, że TAK?!


Dave
Bringing Back the Bounty! (Jonathan Wilkins). Wywiad z reżyserem naczelnym (czy też głównym albo kierownikiem reżyserów) Davem Filonim oczywiście o sezonie drugim "Wojen Klonów". Dave zwraca uwagę na dość ciekawy aspekt serialu. Sezon pierwszy przysporzył firmie nowych odbiorców, nowych, młodszych fanów (i ich rodziców). Wiadomo, nowe to lepsze, a w przypadku klienta korzystniejsze finansowo dla Lucasfilmu. Bo za tym idą zakupy, chociażby figurek dla przykładu. Tak więc sezon II miał spełnić przede wszystkim oczekiwania tej grupy fanów. I jak wiemy spełnia, bo porzucono, czy też wyrzucono do śmietnika, wszystko to co stare (a więc mniej dochodowe). Bo przecież sezon II stał się sezonem łowców nagród, których miało nie być (warto zajrzeć do wypowiedzi z sezonu I i wcześniejszych) i nie było. Ale to taki "cool stuff". IG-88... A może i Bossk? A może i... Boba Fett? A może i Mandalorianie... Lecz... I wiemy jak to się skończyło, czy też kończy.

Przejdźmy do spraw technicznych przedstawionych przez Dave'a. Fakt, robić sezon II było zdecydowanie łatwiej, bo i nowe studio (czytaj młoda załoga) opanowało podstawy animacji na "odpowiednim" poziomie i jakości. Po drugie studio zgromadziło już spory zasób gotowych postaci, pojazdów, elementów scenografii, tak więc można było przejść do opowiadania historii trochę głębszych, skoncentrowanych na czymś innym, niż tylko wprowadzenie nowego bohatera na ekran (więc skąd te opóźnienia). A któż do tego nie nadaje się lepiej niż Obi-Wan...? Jego kochają wszyscy, ci nowi fani też (bo chyba wygląda najlepiej w preferowanej formie animacji), zwłaszcza, że dodatkowo ma poparcie samego Makera.

Jest jeszcze sprawa wykonania. Ponoć nie zdajemy sobie sprawy, ile wymaga wysiłku i pracy wielu ludzi nakręcenie (wykonanie chyba) jednego odcinka. Artystów, którzy tworzą i pracowników, którzy wizje przekuwają w gotowy produkt... I tu zacząłem się bać, mając w pamięci los seriali "Droids" i "Ewoks". Serial musi zarabiać, a wynika z tego, że koszty są niemałe. Stąd pewnie taki a nie inny "target" klient, stąd pewnie takie a nie inne historie, więcej emocji, wielkie bitwy i nie tylko. Z tego będą nowi klienci i... jakoś to będzie się kręcić. Oby...


Dark Horse
"We wanted to create sequels to the movies we loved."

Dark Horse Rising (Daniel Wallace). Wróćmy do tematu przewodniego czyli Expanded Universe i jak to z tym... było. A właściwie zajmiemy się pierwszą częścią, bo o drugiej jeszcze będzie mowa. Nie wiem ilu fanów zdaje sobie sprawę z faktu, że historia "Star Wars" mogła się zakończyć pod koniec lat osiemdziesiątych. Na szczęście znaleźli się ludzie z pomysłami, dla których "Gwiezdne wojny" były czymś więcej niż tylko tytułem filmu (i nie był to George Lucas, a chociażby ludzie, którzy próbowali żyć z tego, co u niego zarobią na etacie). Jednym z takich zapaleńców był założyciel nowej, niezależnej witryny komiksowej Dark Horse pan Mike Richardson. I tu dygresja. Za słowem "niezależna" kryje się niezły kawałek historii wydawania komiksów w USA godny osobnego artykułu.

W roku 1986 powstaje wydawnictwo, którego właściciel chce wydawać inaczej komiksy oparte na filmach. Adaptacje? To też, ale nie przede wszystkim. Uważa on, że czas ożywić skostniałą strukturę komiksu i dać mu formę bardziej filmową. Wybiegnę trochę w przyszłość, ale efektem takowych działań były filmy oparte na tym, co powstało w Dark Horse'ie... Rozmowy z Foxem doprowadziły do wydania najpierw serii "Aliens" (ogromny sukces wydawniczy do dziś). Potem przyszedł czas na "Predatora", ale Arnolda należało wysłać do szpitala z chorobą popromienną i wtedy można było wziąć się za... miasto. Naturalną koleją rzeczy stała się seria "Aliens vs Predator", a to ciągle koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, na filmy przyjdzie jeszcze czas. Firma rozwijała się prężnie, dolary płynęły i w końcu przyszedł czas na marzenie Mike'a...

Star Wars. Historię wydawania opowieści opartych na wizji George'a Lucasa przez Marvela z grubsza znamy. Zakończyła się ona w połowie lat osiemdziesiątych po ostatnim filmie, gdy wpływy spadły do poziomu nieopłacalności. Dlaczego...? Star Wars dla Marvela nigdy nie było numerem jeden. Marvel miał swoje uniwersum zasiedlone przez superbohaterów, stałych odbiorców, stałe, dopracowane formy wydawania komiksów. Wizja "filmowego" komiksu nijak do tego nie pasowała. Tak więc nic dziwnego, że pewien pomysł dwóch artystów nie doczekał się realizacji (bo nie mógł) i seria została zamknięta.

Po kilku latach do Lucy Wilson (Lucasfilm, to także bardzo ciekawa osoba dla Makera, zasługująca na niejedno dobre słowo) przychodzi Mike Richardson z głową pełną wizji i sukcesem nowego wydawnictwa (zapewne za pomocą bilansu). Był to też okres podpisania kontraktu z nowym pisarzem Bantamu niejakim Tymoteuszem Zahnem. Dzięki kilku ludziom z pomysłami idea George'a Lucasa nie przepadła z kretesem. Lucy Wilson kieruje Mike'a do owych nie spełnionych artystów Marvela: Toma Veitcha i Cama Kennedy'ego... Tak, chodzi o "Dark Empire". To mogło być wydane przez Marvela, ale czyż mogło wpasować się w jego formę? Zaś dla Richardsona było to coś, czego szukał i chciał wydać. Tak oto Dark Horse wykupił licencję na... Star Wars.

"Dark Empire" do dnia dzisiejszego jest największym sukcesem Dark Horse'a. Wielokrotnie wznawiane, przebiło zyskiem Obcych i Predatora, i wszystko inne. Ale Mike miał więcej pomysłów. Starzy Jedi... Zupełnie inni niż w filmach. Było ich wielu i prowadzili wojny lecz swoje. Jedna opowieść rozwinęła się w cały dział uniwersum, którego efektem był KOTOR w 2005 roku i będzie "The Old Republic". Oczywiście nie mogło zabraknąć adaptacji, bo czemu nie? Zarówno filmów jak i powieści, tu akurat trylogii Zahna i kolejnego sukcesu wydawniczego serii militarnej (sic!) "X-wing" Michaelea Stackpole'a. Sięgnięto także po stare "stripy" gazetowe i wydano je na nowo w dwóch seriach (patrz Insider 112). I oczywiście nie zapomniano o dzieciach. Dla nich powstała seria "Droids". Tak oto rozpoczął się pierwszy etap współpracy Dark Horse'a z Lucasfilmem. Na ciąg dalszy zapraszamy do następnego Insidera.


TOR
Class Wars! (Tony A. Rowe). A skoro już wspomnieliśmy "Star Wars: The Old Republic" pora dorzucić do ognia reklamy i opowiedzieć coś nowego o przyszłej grze (bo gry nadal nie ma, a premiera jest przekładana). Na przykładzie Jedi Guardiana i Sith Inkwizytora autor przedstawia koncepcję klasy postaci oraz związanej z nią planety, gdzie będzie zdobywać pierwsze doświadczenia w nowym, nieznanym i groźnym świecie ucząc się pilnie i wykonując powierzone misje dla odpowiedniej akademii. Że 3000 lat przed Yavinem, że po Wielkiej Wojnie Galaktycznej, że zawieszenie broni, że "zimna wojna" (sic!), że czas na szpiegów i podjazdy, że... itd. itp. I wszystko pięknie, ale jak na mój gust, to akurat te dwie postacie nie różnią się zbytnio. Ot biała i czarna wersja tego samego. Chcesz być dobry, to Jedi, chcesz być zły, to Sith, ale i tak będziesz mógł osiągnąć to samo, tylko innymi narzędziami. Taka społeczna poprawność...


Cad Bane
Ask... Cad Bane (Leland Y. Chee). Specjalna wersja "Ask Lobot" i chyba w zamierzeniu główny artykuł związany z tematem przewodnim. Cad Bane w oparciu o holokron wykradziony Jedi wyjaśnia dziesięć różnych niespójności Expanded Universe i... nic z tego nie wynika. Po pierwsze dlaczego akurat tylko dziesięć, jakby więcej nie było, i dlaczego akurat te, jakby były najistotniejsze. Po drugie nie pada odpowiedź, dlaczego tak się działo, dzieje i będzie działo. Po trzecie przyszłość w ciągłym ruchu jest i numer jeden, czyli chronologia Wojen Klonów, także zostanie spisana na nowo po... zakończeniu serialu. Jak dla mnie zbyt poprawny politycznie artykuł, aby pracodawcy nie zaszkodzić. Taki artykuł powinni napisać fani-historycy, których żywotnie to dotyczy, a jednocześnie nie są związani z Lucasem za pomocą "kasy zapomogowej". Jest to też kolejny dowód na to, że Star Wars to... tylko Star Wars i nie warto się przejmować, bo szkoda zdrowia, czasu i pieniędzy, a i tak wszystko może ulec zmianie, gdy tylko nowe dolary pojawią się na horyzoncie.



"It goes Emperor, me, grey suits, blue suits, round helmets, red helmets, white helmets, chicks."

The Shortest Sith. "Wywiad" z Darth Stewie'm bohaterem dwóch tematycznych produkcji serialu animowanego "Family Guy", utrzymanych w tematyce Star Wars. Jedną była "Blue Harvest" i była parodią "Nowej nadziei", zaś "Something Something Dark Side" (DVD z grudnia 2009 roku) dotyczy "Imperium kontratakuje". Niezbyt interesujące, bo "Family Guy" nic dla mnie nie znaczy. Znaczy nie znam, nie widziałem i nie zamierzam. Może dla "znających się" jest to czymś.



Hoth Stuff (J.W.Rinzler). Autor już od jakiegoś czasu próbuje ukończyć i wydać książkę z serii "The Making of...". Oczywiście chodzi o "The Making od The Empire Strikes Back" opóźnione na chwilę obecną już pół roku. Z drugiej strony będzie to największa książka z tej serii do tej pory wydana, bo 372 strony, bo ponad 1200 ilustracji. A poza tym archiwa Lucasfilmu po "Nowej nadziei" puchły od wszelkiego rodzaju materiału dokumentalnego, gdyż Maker kazał wszystko rejestrować (czuł dolara nosem, a może to nie on, a...). I właśnie fragment owych archiwów, dla którego miejsca w książce nie stało, trafia do Insidera. Wczesne koncepcje szkiców do filmu Joe Johnstona opracowane z Georgem Lucasem wiosną 1978 roku. Widzimy na nich scenę bitwy na Hoth. W sumie podobnie, choć Wedge to Rebel Junior, a czołgi Rebelii pewnie będą w książce, bo tu mamy już snowspeedery (decyzja Lucasa). Dużo obrazków, mało tekstu (bo to szkice), kilka stron i... ciąg dalszy nastąpi w następnym Insiderze, bo bitwa się nie skończyła.


replika?
Star Wears! (Chris Spitale). This is it! Zaczynam od końca, ale tym razem tak trzeba. Repliki. Rzecz to na świecie coraz popularniejsza i nie tylko w Star Wars. Świat stał się dużo mniejszy, więc i idee łatwiej trafiają do szerszej grupy ludzi, która tworzy różnego rodzaju stowarzyszenia i próbuje odtwarzać to, co akurat ich interesuje. Pewną grupą hobbystów są ci, którzy przebierają się i grają postacie historyczne, czy też bohaterów z powieści, komiksów i filmów. A do tego potrzebne są repliki...

Najpierw fani tworzyli je sami, u kowala, u szewca, u krawca, u ślusarza... Z czasem fanów było coraz więcej, więc potrzebę rynku zaczęły zaspokajać firmy zawodowo trudniące się produkcją replik. Dla fanów Star Wars znane są chociażby miecze eFX, a fani chociażby "Władcy pierścieni" mogliby powiedzieć więcej. I tu na scenę wkracza firma Museum Replicas. Założona w roku 1985 rozpoczynała od produkcji replik broni białej. Dziś produkuje praktycznie wszystko, stroje, buty, uzbrojenie, wyposażenie. A co najciekawsze, produkuje także dla armii Stanów Zjednoczonych. Co? A domyślcie się. W grudniu 2009 roku firma wkroczyła na rynek Star Wars swymi 100 procentowymi replikami kostiumów. Na taki kostium składa się: kompletne ubranie, z dokładnie tego samego materiału, o tej samej wadze, łącznie z tym czego nie widać w filmie (na przykład otwory wentylacyjne), buty i kompletne wyposażenie postaci (tu na przykład współpraca z eFX, aby Jedi miecz swój miał). Produkcja jednego prototypu kostiumu zajmuje 16 miesięcy i wymaga oprócz samej pracy także wiedzy. Stąd współpraca firmy ze stowarzyszeniami fanów (na przykład 501 Legionem) w kwestii referencji (po co odkrywać Amerykę na nowo), gdy archiwa Lucasfilmu są niewystarczające. A poza tym fan jest klientem, więc należy robić tak jak on chce.

Pierwszymi strojami wyprodukowanymi są: Luke Skywalker Jedi Knight, Anakin i Obi-Wan z Epizodu III, oficerowie Imperium, zarówno wersja zielona jak i czarna, oraz strój podróżny Padme z "Ataku klonów" (dla dziewczynek...). Oczywiście najtrudniejsza do wykonania była sukienka Padme (wiadomo, kobieta byle czego na siebie nie włoży). Celem na 2010 rok jest produkcja zbroi szturmowca. I tu dochodzimy niechcąco do kontraktu dla wojska. Owo doświadczenie szalenie pomaga firmie z stworzeniu białej zbroi... Ciekawe, czyż nie? A co dalej? Sandtrooper - seria limitowana (czemu), clone trooper, X-wing pilot, biker scout i Emperor Royal Guard. Coś mi się zdaje, że naszych przyjaciół fanów z Legionów czy Rebeliantów czeka w najbliższym czasie kosztowne przezbrojenie. Bo czyż będzie godziło się nosić nie do końca w 100% Star Wars? W 501-szym chyba to nie przejdzie...

I na końcu wszedłem na stronę producenta (museumreplicas.com). Nie powiedziałem jeszcze, że oprócz całych kostiumów można kupić same elementy. Tym niemniej z wydatkiem rzędu kilkuset czy ponad tysiąca dolarów należy się liczyć. Do tego dochodzi transport... Niech Moc dolara będzie z wami wszystkimi! Szczerze, naprawdę, hobbysta wam to mówi. Bo przecież warto...


okładka

Blaster


Books (Dan Wallace). Trzeci tom opowieści Drew Karpyshyna o Darth Bane'ie "Dynasty of Evil" przynosi... No właśnie co? Dwóch ich być tylko może (tu dwoje) i kiedyś ten drugi staje się pierwszym, więc... Czyżby zmiana warty? Ale jak, kiedy, gdzie...? A gdy już po lekturze poznamy odpowiedzi na owe pytania, to zakiełkuje nam z pewnością kolejna myśl. A co dalej? Będzie czwarty tom opowieści o Sithach...? A któż to wie.



Ask Lobot (Leland Y. Chee). Dlaczego Vaderowi czy Luke'owi nie sklonowano uciętej ręki, skoro techniki klonowanie są... przynajmniej dobrze znane w galaktyce "Gwiezdnych wojen"? Odpowiedź ponoć jest bardzo prosta. Bo w bardzo, bardzo odległej klonuje się tylko całe organizmy, więc co zrobić z resztą, która zostanie? Jak ową kończynę "wyodrębnić"? Co na to klon...? A poza tym czas klonowanie jest długi i zapewne kosztowny, a protezy w Star Wars są doskonałe, szybko dostępne, łatwo naprawialne i pewnie stosunkowo tanie. Więc Bilans mówi, że...



Comics (Daniel Wallace). Seria "Legacy" już dawno skończyła trzy lata, galaktyka od początku serii trochę się zmieniła, Darth Krayt jest... "niedostępny". I co? I nic, przynajmniej w oczach chyba najbardziej zawiedzionej postaci czyli Cade'a Skywalkera. A miało być tak pięknie... John Ostrander i Jan Duursema mierzą się z owym zawodem w najnowszej serii "Monster" (Legacy 43-46). Może skoro zejście ze sceny Krayta nic nie dało (rządzi Wyrlock), to należy sięgnąć dalej w przeszłość i naprawić to, co kiedyś zostało zniweczone... Wracamy na Wayland, tam gdzie po raz pierwszy dzieło terraformowania przekształconych przez Yuuzhan Vongów planet zostało zniszczone. Nowa, stara planeta, nowi, starzy wrogowie, nowe, stare problemy...



Incoming (Chris Spitale). Zasypało... Nie, nie śniegiem, a masą kolorowych zabawek i nie tylko. A co mnie zaintrygowało? A chociażby grafika z ACME Archives... Greedo w kantynie, któremu w oczach odbija się... śmierć po drugiej stronie stolika. Piękna grafika z głębią w trzech wersjach (rozmiar, materiał) od 125 do 1250 dolarów... Albo w skali 1/6 (znaczy 18") piękna figurka pięknej i zabójczej Darth Talon z Sideshow. Albo z drugiej strony mini miecz świetlny Anakina w wersji "zrób to sam" z opcjami od Uncle Miltona. Choć najbardziej ukłuł me CPU snowspeeder w skali 1/48 z Fine Molds... Jasne, Amerykanów uprzedzają, że to trzeba go będzie skleić.


Santa Yoda?
"Merry Sithmas!" (sic!) - swoją drogą bluźnierstwo.

Star Wars Retro (Gus Lopez). Chyba nie zdążyli, bo numer styczniowy traktuje o gadżetach gwiazdkowych. "Gwiezdne wojny" są nierozerwalnie związane z Gwiazdką (nikt jej wtedy nie próbował nazywać dniem światła, czy choćby wakacjami) od początku, od 1977 roku. Oczywiście pierwsze co może nam się skojarzyć z tym faktem jest "Early Bird" od Kennera. Pięknie, obietnica na święta... Od 1978 roku zwyczajem Lucasfilmu stały się kartki świąteczne rysowane przez różnych artystów, ale i tak najbardziej są znane Ralpha McQuarrie'a. Tych kartek nie można było kupić. Były rozdawane tylko pracownikom czy to firmy, czy w czasie kręcenia filmu załodze i aktorom. Tym niemniej można się starać i je jakoś kolekcjonować. Tematem pierwszych kartek w ciągu pierwszych lat po 1978 roku były droidy R2-D2 i C-3PO przybrane na sposób świąteczny. Po nich nadszedł Yoda, a jego miejsce naturalną koleją rzeczy zajęły Ewoki. Byli jeszcze Jawowie, zespół z kantyny i inni... Od 2002 roku Hasbro zaczęło okazyjnie produkować figurki wzorowane na owych kartkach. Można więc pokusić się o posiadanie figurki zamiast kartki, co powinno być łatwiejsze. Ale czy na pewno tańsze...? W roku 1980 Meco wypuścił na rynek płytę z piosenkami świątecznymi "Christmas in the Stars". Ciekawostką tej płyty oprócz akcentów Star Wars jest fakt, że na niej debiutuje Jon Bon Jovi, bo wujek... Co jeszcze na święta? Skarpety, rzecz u nas nie stosowana, bo wolimy większe prezenty. Ozdoby na choinkę czy do stołu, czy w ogóle na święta. Kuriozum jest... wagonik do kolejki elektrycznej z motywem R2-D2 na prezent.



Bantha Tracks #44 (Mary Franklin). Minął kolejny rok w życiu fana, czas jak zwykle na podsumowanie. "Zemsta klonów", znaczy klony są wszędzie za sprawą serialu, a co za tym idzie... Tu wpisać swoje związane z nimi przeżycia. Był to kolejny rok dobroczynności organizacji fanowskich, rok prezentów, życia także. Rok przelany na papier kredkami... Dobrze jest być fanem wśród fanów, czyż nie?



Classic Moments. Spotykamy Jango Fetta... Znaczy Obi-Wan go spotyka w Tipoca City. Spotyka jego i jego sklonowaną, młodszą wersję, czyli Bobę. Dlaczego klasyczne? A bo wrogowie, czy też przeciwnicy, wiedząc o sobie nawzajem, spotykają się na ziemi neutralnej i nic z tym zrobić nie mogą (klasyk). Ale może ważniejszym jest fakt ojcostwa...? Jango, jakby nie patrzeć nawet z pewnego punktu widzenia, jest ojcem. Boby to raz... Ale także całej armii klonów. "I am your father!", czyż nie? Pozostało nam już tylko...

"Pack your things. We're leaving!"



No i gdzie te rozbieżności, tak szumnie zapowiadane? Znowu zamietli pod dywan, bo tego od Cad Bane'a nie liczę, za dużo wodolejstwa, za mało konkretów przez duże "k". Cóż... Takie czasy. Nie usłyszymy odpowiedzi na niewygodne dla Lucasa pytania. Bo rzeczy przemilczane nie istnieją, jak uczył nas Orwell, czyż nie? A Insider? Średni... bo nie porywający. No i ten najcieńszy, ale za najkorzystniejszą cenę jak uczy nas Bilans. I tym "optymistycznym" akcentem rozstajemy się... Da Maker do odcinka 115.

[droid]
[21.03.2010]
SW Insider #114 - Titan Magazines - styczeń/luty 2010 r. - 84 strony - 5,99 USD.

Artykuły: 1, 2, 3.
Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym temacie.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016