strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Insider #111 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



Opinie Droida by Lorienjo

Star Wars Insider 111

okładka
"R2 is the hero of the whole thing."

Korzystając z impetu piszę dalej. Jest także inny powód. R2-D2. Najlepszy i najodważniejszy kumpel, na którym zawsze można polegać. Zaradny i wszechstronny. A jednocześnie ten "kubeł na śmieci" nosi w sobie więcej tajemnic niż Palpi z Bobą razem wzięci. Dotrzymuje słowa, nie wyda żadnego sekretu. Nigdy nie miał kasowanej pamięci. A co myśli? Może będzie wiadomo na końcu tej opowieści. Bo skoro wiadomo już jaki poziom utrzymuje Insider i nic więcej o tym dodać się nie da, spróbujmy odnaleźć to w nim, co jeszcze może zaciekawić fana "Gwiezdnych wojen".



Launch Pad. Maker kręci swe "Red Tails" w Czechach. Kręcił tam i "Kroniki młodego Indiany Jonesa". Bo tam taniej (podatki), władza wspiera kinematografię (dotacje i ulgi), są wspaniałe plenery (tanie i nie trzeba ich budować), więc... Czemu by nie serial telewizyjny "Star Wars"...? "No wicie, rozumicie..." Jak władza dołoży starań (więcej ulg), to Maker zagości w Czechach na 4... może 7 lat i stworzy miejsca pracy dla 700 ludzi. Zbawca...



Comlink. To dział łączności z czytelnikiem. Fakt, jest...



Interrogation Droid (Chris Spitale). Autor przepytał na okoliczność "co woli" z dwóch możliwości (test?) niejakiego Sama Witwera, czyli po naszemu Starkillera, a może Galena Marka (Mareka?)... Nie, Starkillera, bo z głupawych pytań wynika, iż aktor woli kolor czarny i Ciemną Stronę Mocy, niż... Chyba to drugie, cokolwiek to jest.


Kenny
Inside Artoo! (James Burns). Wywiad z R2-D2, a właściwie Kennym Bakerem, odtwórcą tej wspaniałej roli w epizodach IV, V, VI, a także I i II... Ktoś pamięta, dlaczego nie w III...?

Kenny skończył 75 lat i ostatnio został zmuszony podreperować swe zdrowie kosztem udzielania się dla fanów. Ale jest już lepiej, więc może... Zaczynał pracę... w wieku lat 16. To ważne i warte podkreślenia. Gdy spojrzycie na losy ludzi przedstawianych na łamach Isidera, to praktycznie wszyscy zaczynali pracę bardzo wcześnie. Wcześnie i nie zawsze konkretnie to, co robią właśnie teraz. U Bakera był to na przykład cyrk, ale to bliskie aktorstwa. Był i kabaret. Była i praca objazdowa "na prowincji". Zanim... Akurat u Kenny'ego nie, gdyż był sławny w Wielkiej Brytanii przed "Star Wars", ale popatrzymy na losy innych.

W każdym razie rola u Lucasa wpadła Bakerowi w ręce, gdy na scenie spędził już 27 lat. Wpadła jemu i przyjacielowi Jackowi Purvisovi (epizody IV do VI), z którym wcześniej występował. Właściwie to postawił sprawę krótko: gramy obaj albo wcale. Na szczęście dostali rolę. To był rok 1976. Elektroniki taką jaką znamy dziś nie było. George Lucas reżyserował R2 przez megafon, ale i tak w "kuble" niewiele było słychać, co mocno irytowało C-3PO (Anthony Daniels też niewiele słyszał), ale może właśnie dzięki temu (i wielkiej ilości dubli) relacje pomiędzy "partnerami" są takie "dynamiczne i bezpośrednie". Pierwszy raz Baker miał okazję usłyszeć jak mówi mały droid dopiero na premierze. Ale nic w tym szczególnego, przecież i Vader tak miał (David Prowse), i inni... Oprócz wymienionych filmów Kenny zagrał R2 u Disneya w "Star Tours". Ale to nie wszystko. Była także rola Ewoka... Paploo. Miły epizod, ale Kenny woli wspominać tylko R2. Ciekawe czemu?


Robot...
Robot Wars (Chris Spitale). Spotkanie z twórcami "Robot Chicken: Star Wars Episode II" Sethem Greenem i Mattem Senreichem. Cóż... Ja nie znam "Robot Chicken"... Doczytałem o co chodzi... i już. W każdym razie autorzy dzielą się wrażeniami głównie z pracy ze znanymi aktorami, którzy udzielili głosu w ich przedsięwzięciu. Dla tych co znają.



Jedi Archive. Jakaś nowa forma wzbogacenia nieboszczyka, znaczy Insidera. Mało znane fotki z kręcenia sceny finałowej z "Nowej nadziei". Całe cztery... i trochę tekstu o zielonych mundurach Marines.



Score de Force (Scott Chernoff). Artykuł o "następcy" Johna Williamsa, czyli Kevinie Kinerze, kompozytorze muzyki do "Wojen Klonów". Zacznijmy od podstawowej informacji o wszystkich twórcach obecnych "Gwiezdnych wojen". Są wybrani przez Lucasa i są fanami "Star Wars" od 1977 roku (ci młodsi trochę później). Taka widać norma... Kevin także jest fanem Johna Williamsa, a to poprzez pryzmat swej wcześniejszej pracy w branży, oczywiście wieloletniej pracy i niemałych osiągnięć. Ale nie od razu człowiek pisał muzykę do filmów. Gdzieś musiał zdobyć praktykę i umiejętności. Oczywiście jak wszyscy... zaczynał od małego. Poważniejsze granie to kapela rock'n'drolowa, "występy" na weselach (a co, grzech?), na studiach zaś to był już jazz oraz praca aranżera dla różnych zespołów w trasach koncertowych (a mówi się, że gra do kotleta nie uchodzi - patrz "Con Amore"). A jeszcze nie zaczęliśmy kompozycji do filmów... Ale w końcu na filmy i seriale telewizyjne też przyszła pora. Wiele z gatunku sf ("Stargate SG-1", "Invisible Man", "Super Force", "The Visitor", "Star Trek Enterprise", taki mały "crossover"). Tam było szerokie pole do popisu dla kompozytora. Ale to dzięki "ziemskiemu" "CSI: Miami" usłyszał go Maker. Za "świeżość" dostał angaż i wskoczył w buty po Williamsie. Ale to nie pierwszy raz "podrabiał" mistrza... Wcześniej było ze sto odcinków "Superboya", gdzie muzyka była wzorowana na "Supermanie" Johna. Ale... "Podrabiać", naśladować, to można raz, tyle, że nie w "Wojnach Klonów". Jak sam kompozytor wyjaśnia, każdy odcinek serialu to taki mini-film i muzykę do każdego odcinka pisze się odrębnie. Jest więc co robić i to robić szybko do wyczerpania, do ostatniego tchu. A potem chwila relaksu i następny odcinek, nowy, inny. Lecz Kevin uwielbia tę pracę. I to nie tylko dlatego, że jest fanem. Takie podejście do kompozycji serialu rozwija i to bardzo. Każda planeta jest inna, każda rasa, każda postać, więc... Wiele muzyki etnicznej, wiele egzotycznych instrumentów i dźwięków. Efekt...? Wystarczy zamknąć oczy i posłuchać... This is it!


Bane
More than a Hobbie! (Scott Chernoff). Wywiad z serii "Głosy". Tym razem padło na Coreya Burtona, odpowiedzialnego za hrabiego Dooku, Hutta Ziro i Cada Bane'a z serialu "The Clone Wars". OK, będę się powtarzał. Mały Corey wykazywał się bardzo dobrym słuchem już od najmłodszych lat. Wpadł także na to, że można naśladować cudze głosy w celu rozbawienia otoczenia. Można także użyć do tego magnetofonu i zdolności edytorskich. A to wszystko przed podstawówką. Później należało swą wiedzę o głosach pogłębić. Jako nastolatek poświęcał swój wolny czas na spotkania z ludźmi, którzy zarabiali na życie w krainie dźwięków. Jasne, ucz się od fachowców, którzy z tego żyją, a nie opowiadają, że "wiedzą" jak z tego żyć. Potem przyszła własna praca i studia w klasie głosu. A potem jeszcze więcej pracy, reklamy, dokrętki głosów znanych aktorów, którzy nie mogli lub było to nieopłacalne, praca u Disneya z serią książek na taśmach "Read Along", czyli czytaj ze mną. I tu trafiamy na "Star Wars". Disney wydaje książkę "audio" do Epizodu IV. Corey gra Luke'a. Dwa lata później, w czasie dokrętek do Epizodu V (rola Hobbiego) spotyka po raz pierwszy Marka Hamilla i ten prosi go o autograf na owej "książce" jako "Luke 2" (to był winylowy Long Play, ale mogła być i taśma, czy kaseta magnetofonowa - retro, co?). Mark żałował, że sam wtedy nie dokonał owego nagrania. Dziś wiemy, że Hamill ma w tej dziedzinie, aktorstwa głosem, niezłe osiągnięcia. Cóż... Było miło, ale w zawodzie trzeba się ciągle doskonalić. Jeszcze więcej pracy i zdobywanie mistrzostwa. Bo gra głosem, to nie tylko mniej więcej podobny głos, to sztuka wejścia w rolę i w osobę, która ją odgrywała. To taka gra na dwa fronty, a ma wyjść jedność. Sztuka... Po latach ponowne spotkanie z "Gwiezdnymi wojnami". Fakt, Corey gra tych niedobrych. Ale jest z tego zadowolony, bo jak sam twierdzi, z takiej postaci można więcej wykrzesać. Zwłaszcza z Dooku... Christopher Lee to prawdziwe wyzwanie z uwagi na wykształcenie, wiek, dostojność i kunszt aktorski. Ziro to "zabawa", istna komedia. A Bane... Tak, ten Bane... I byle tak dalej panie Burton.


Rystall
"I'm half-human and half-I don't know what else!"

A Bounty Hunter's Babe! (Pat Jankiewicz). Coś zupełnie nowego z uwagi na temat... Pamiętacie Rystall z "Powrotu Jedi" w wersji "Special Edition" (złośliwi twierdzą, że "Second Edition")? Chórek u Jabby... Piękne czerwone włosy, seksowne ciapki i cudowne... kopyta z sześcioma pazurami. To rola Mercedes Ngoh. Aktorki... Tancerki... I piosenkarki... ("A ja znam się tylko na lewoskrętnych ... rosnących po zachodzie słońca na północnym stoku w... I co?" No właśnie nic. Możesz liczyć ewentualnie na państwowe "granty" (zasiłek?) jak wyżebrzesz. C'est la vie. Twoje...)

Po 20 latach George Lucas ponownie reżyserował, a Mercedes dostała szansę... Lepszą niż Oola, bo nic jej nie zjadło. Ale mogło! I to też należało odpowiednio zagrać. Zagrać? Cóż... Po czterech godzinach charakteryzacji (inne dziewczyny wskakiwały w kostium i proszę), po założeniu "kopyt", najpierw należało nauczyć się chodzić. A gdzie taniec...? Były także elementy humorystyczne, jak jej przelotny związek z Bobą Fettem. Szło im jak w deszczu i pod wiatr... A to publika pękała śmiechem, gdy gościu w zbroi, ten Boba Fett, największy łowca galaktyki, starał się być zalotnym. A to plecak mu odpadał. A to... "One very long day." I w sumie niewiele z tego zostało w filmie. Ale i tak udało się nieźle, czyż nie? Nawet jeśli to "tylko" "Second Edition"...



Versus. Boba Fett vs Cad Bane. Ma ktoś wątpliwości? Ja, wychowany na starej trylogii, nie mam. Wygrywa ten, który powinien.



Empire Building (Chris Spitale). The Bradford Exchange to firma, która jesienią roku 2009 zaczęła produkować zestawy "Star Wars build-a-village". Co to? To fragmenty scenerii, budynki, w pierwszej serii ze starszej trylogii, do których dokładamy figurki i... Można odgrywać dobrze znane sceny z filmów. Na pierwszy ogień poszła kantyna z Mos Eisley. Potem baza Echo z Hoth i imperialny bunkier z Endora. A to początek. W zestawach i do zestawów firma produkuje figurki bohaterów. Jest tylko jeden feler, oprócz ceny oczywiście... Firma produkuje tylko na zamówienie, więc... Kto zapisze się na subskrypcję, ten będzie miał, bo w sklepie tego nie kupisz. Ale za to ręcznie robione i malowane. Coś w sam raz dla kolekcjonera przez duże "K".


okładka

Blaster


Books (pewnie Jason Fry). Tematem dzisiejszej lekcji będzie poszukiwanie drogi z miejsca na miejsce w bardzo, bardzo odległej galaktyce, czyli... "Star Wars: The Essential ATLAS" Daniela Wallace'a i Jasona Fry'a. This is it! I mógłbym nie pisać więcej, tylko odesłać do książki. Ale... Nie darowałbym sobie, gdybym nie opowiedział, jak do powstania owej książki doszło. Dziś Daniela i Jasona znamy bardzo dobrze przez ich dokonania w uniwersum. Ale cofnijmy się do... początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy Daniel zaczął gromadzić informacje o światach "Gwiezdnych wojen", systemach, sektorach i ich wzajemnej korelacji. Niezależnie od niego Jason począł tworzyć swą Excelową bazę znanych planet uniwersum. Później spotkali się... w sieci. Ale co ich ku temu popchnęło? Znaczy gromadzeniu "nikomu nie potrzebnej" wiedzy... A to co wszystkich kartografów od zarania dziejów. Aby wiedzieć, gdzie TO jest. I nie ma znaczenia, że tak naprawdę to tych światów nie ma... Znaczy są, ale w sercach fanów... A przecież, to chyba wystarczający powód.

Pierwszy dla Lucasa pracować zaczął Daniel przy "The Essential Guide to Planets and Moons" oraz jako współautor mapy (pierwszej istotnej) do "Behind the Magic". Był też pierwszym, który uświadomił Jasona, iż pierwsza mapa galaktyki "już" istnieje. Później Wallace z Jamesem Luceno tworzył mapy do "Nowej Ery Jedi". Ale dzięki kontaktom z Jasonem (ciągle w sieci) zakiełkowała idea atlasu... Coś innego niż przewodnik po planetach, coś innego niż chronologia... Po prostu atlas "historyczny". A gdy już swym pomysłem zamęczyli (dosłownie) Lucasfilm, można było przystąpić do redagowania dzieła. Chris Trevas (też wielki fan od lat dziewięćdziesiątych) dołożył ilustracje. A niejaki Modi, także znaleziony w sieci, wielki fan i mistrz Photoshopa, rysował mapy, które wymyślali Daniel z Jasonem... Modi? A kto to jest Modi? Jak przyszło do zatrudnienia wyszło szydło z worka. Nastolatek z Węgier... Potęga internetu! Tak oto powstała książka. Ciągle poprawiana, ciągle korygowana, ciągle uzupełniania, opóźniona, ale w końcu przyszedł ten czas, że trzeba było dzieło oddać do druku. I co? Ano pstro. Bo galaktyka jest wiecznie żywa i ciągle się zmienia, baza Jasona rośnie, wiedza Daniela skutkuje kolejnymi poprawkami itd. itd. Szkoda byłoby coś takiego utracić. Nowe wydanie? A może "dokument online"? I tak na Oficjalnej stronie utworzono kącik, który póki co doczekał się dwóch errat do indeksu planet i nie tylko. A Daniel i Jason? Czy spotkali się w końcu w świecie rzeczywistym? Pytanie do quizu? Odpowiedź, brzmi... tak. W 2008 roku na Comic-Conie. I oby tych spotkań było jak najwięcej.



Comics (Daniel Wallace). Co się dzieje z historiami, które nie zostały przyjęte do realizacji w "Wojnach Klonów"? Bo były zbyt skomplikowane, zbyt bogate, wymagałyby wielu środków i czasu, jednym słowem byłyby za drogie. A na przykład trafiają do komiksu. Tak było z "In the Service of the Republic", gdzie Kit Fisto, Plo Koon i niejaki oficer Ozzel ratują lodowy świat przed złymi Separatystami. Wyrysował ową opowieść Scott Hepburn, ale scenariusz na podstawie własnego pomysłu napisali scenarzyści właśnie "The Clone Wars" Henry Gilroy i Steven Melching. Opowieść to o służbie, obowiązku, misji i zasadach z różnego punktu widzenia (Ozzel), lecz po stronie Republiki. Zaś następna będzie o tej drugiej stronie "Hero of the Confederacy" i jest ona warta przeczytania, obejrzenia, a zwłaszcza chwili zadumy (piszę to, gdy jest ona już wydawana).


Cad
Incoming (Chris Spitale). Jak na ten dział przystało wiele pięknych i drogich figurek, i popiersi, są i wspomniane ostatnio "mimoboty", a także pewien sygnet oraz Galactic Heroes. Tym niemniej nawet ja znalazłem tu coś, co przykuło moją optykę. Biały Boba Fett... Takim go na początku widział Ralph McQuarrie, super szturmowiec (ale to zupełnie inna historia)... Kapitan Rex... Ale w skali 1:1! Bagatela 1400 dolarów. Za dziesiątą część owej kwoty można kupić "shadow stormtroopera" (tak, tego od topiskały). Jest i różowy, charytatywny hełm Lorda Vadera (jedną dziesiątą ceny producent ofiaruje na badania na rakiem piersi). Producenta nie wymieniam oraz tej kwoty, bo... Za to do kompa chętniej bym podłączył "hub USB" w kształcie R2-D2 lub głowy Vadera właśnie. Dziś dość ciekawe figurki, a nie wymieniłem ich wszystkich... Jest i Boba Fett z "uwęglonym" Hanem Solo. No to do bankomatu i do kasy...



Star Wars Retro (Gus Lopez). Może i Gus... Może i Guzes. Jasne, że dziś R2-D2. Historia jest przednia bo od 1977 roku i zestawu "Early Bird" Kennera (pytać Rycerzyka, czytać u Gluja)... Dobry ten nowy tytuł działu, bo jak retro to nie mogę nie wspomnieć o naszych przyjaciołach w rozumie, którzy akurat na "starociach" znają się jak mało kto. Wróćmy do R2... Pojawiał się w "nowszej", lepszej wersji przy każdej premierze kolejnego filmu. Mógł coraz więcej i zaskakiwał. Ale nie tylko figurki są na świecie. R2 "zaliczył" i gry planszowe, pluszaka, wersję sterowaną radiem, samo radio (dzisiaj to pewnie byłby iPod), naszywki, znaczki, klamrę do paska (sic!), wagonik do kolejki (sic!), a także film o sobie... Mowa tu o "R2-D2 Beneath the Dome" z 2002 roku opowiadającym o blaskach i cieniach zawodu aktora w wykonaniu naszego wspaniałego astrodroida z udziałem znanych gwiazd kina. Oczywiście to nie wszystko. "Kubeł na śmieci" dorobił się kubła na śmieci. A także pojemnika na zabawki, na ciasteczka, na puszki z napojami, na listy... znaczy się skrzynki pocztowej oraz znaczka. Jednym słowem od A do R2-D2.



Bantha Tracks #42 (Mary Franklin). Tematem kolejnego odcinka są rękodzieła fanów. Czego tu nie ma? Chyba niczego nie brakuje, bo fan jest znany z tego, że ma nieograniczoną wyobraźnię. A więc... grafiki, rzeźby, modele, figurki,... To trzeba obejrzeć albo... spojrzeć na własną półkę od "Star Warsów".



Classic Moments. Dziś numer dubeltowy, znaczy w podwójnej objętości, znaczy dwie strony. A tematem jest... "Execute order sixty-six!" Moment przykry, ale nie do uniknięcia. Na "osłodę" fan może poznać zamysł Makera ze scenariusza, jak to w "całości" wyglądać miało (bardziej jak w komiksach, czy książce). Jest Bariss Offee, Luminara Unduli i... Quinlan Vos. George Lucas opowiada także, jak to z tymi szturmowcami-klonami miało być. Najpierw szturmowcy byli klonami, później klonami z późniejszych "wylęgów", a na końcu szeregi legionów są także uzupełniane z zaciągu, bo tak jest taniej... Znowu ta kasa. Na koniec pełny tekst rozkazu 66 wzięty z dzieła Karen Traviss "True Colors". I... koniec.

Nie było tak źle, co? To pewnie przez R2 jak zwykle. Bez niego nie ma "Gwiezdnych wojen", czyż nie?

[droid]
[06.02.2010]
SW Insider #111 - Titan Magazines - wrzesień 2009 r.

Artykuł: 1.
Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym temacie.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016