strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Insider #102 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



Opinie Droida by Lorienjo

okładka
"Star Wars has the really human moments."

Po tak optymistycznym wstępie, czyż może być źle? Jest takie przysłowie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze. Ja nie wiem, o co chodzi z tymi nowymi, ponoć "lepszymi" Insiderami wydawanymi przez Titan Magazines. Fakt, obawiałem się o jakość, o której dzisiaj nie może być nawet mowy, gdyż znałem inne produkcje owej firmy. Fakt, miałem, jak zwykle głupi droid, nadzieję. Fakt, początek, przed owymi rewolucyjnymi zmianami, nie był jeszcze taki zły, ale teraz. Długo nie zabierałem się do numeru o bestiach i potworach. Bo to nie pierwszy Insider o bestiach i potworach. Już pobieżna lektura mówiła mi, że jest gorzej niż ostatnio. A tam było dno. Kilka wywiadów z charakteryzatorami wiosny na Coruscant nie czyni. Poza tym trochę o The Clone Wars oczywiście, ale dopiero numer 104 ma być tym specjalnym od TCW. Już należy zacząć się bać.



"You will find a new definition of pain and suffering."

Editor's Welcome
(Brian J. Robb). Nie, to nie ja, a edytor. Jaśnie oświecony pan edytor chce wiedzieć, co sądzimy o nowym, wspaniałym Insiderze. Każdy może napisać, co uważa. Ja się boję. Ale kto wie? Tylko, że kolorytu wypowiedzi polskiej, chyba nie zdołam przełożyć na język Szekspira. A poza tym nie wiem, czy warto? Sądzę, że chodzi o kasę. O lepsze dojenie fana mniejszymi kosztami. Co widać, słychać i czuć w najnowszym numerze. No cóż, pomyślę. Póki co, sami zobaczcie.



TCW
Launch Pad. Temat główny to oczywiście The Clone Wars. Gdy to piszę, to już jest po premierze. Nie, nie u nas. My, Polacy mamy jeszcze czas, w końcu jesteśmy cierpliwi i głupi. Jeżeli dajemy się nabierać na premierę w miesiąc po tej Oficjalnej, a wiemy, że nic nie stało na przeszkodzie, aby nie tak miało być. Jeżeli wiemy, że polski dubbing to kiszka najgorszej próby, co widać w kinach już teraz. To czemu nie machniemy chwytakiem na nasz polski chłam i nie kupimy sobie wersji oryginalnej, gdy już będzie na płytach? Bo co? Bo angielski za trudny? Bo trzeba popierać polskich producentów? A guzik prawda! Tych zza wody też nie trzeba. Trzeba się kierować własnym rozumem, a nie medialną papką robiącą z nas wspaniałych, zunifikowanych szturmowców Imperium. Imperium starego, zniedołężniałego, bez zębów i jaj. Europy. Ale przecież "to jest najlepsze na świecie"! "Musisz to mieć!" Bo jak nie, to nie jesteś. A my, demokratyczne durnie dajemy się na to nabierać.

"They're all after your freedom, particularly when they're talking about defending freedom."

To znowu nie ja. To Ian McDiarmid. Tak, jak na początku był Mark Hamill. Co ciekawe, obaj mówili o "Gwiezdnych wojnach". Jeden ostrzegał przed ogarniającym nas zewsząd faszyzmem, drugi o wyższości bardzo, bardzo odległej od reszty chłamu spod znaku science-fiction (oba zadania dla inteligentnych). Spójrzmy więc na The Clone Wars. Co w nich jest takiego, co by mnie miało do nich zachęcić? Karykatura? Anime? Bardzo stylizowany wygląd? I ciągle to nie ja. Ja cytuję. A co na to Maker, George Lucas? On zawsze chciał się zająć animacją. Od tego przecież zaczynał, pan edytor. I teraz go na to stać, a więc robi (jak pewien znajomy "Słoik", który robił techo, ale on robił dobre techno). A gdzie opowieści? A gdzie ów ludzki czynnik, który tak przyciągał fanów? Ashoka? Wydaje mi się, że powstała ona dla ośmioletniej publiczności. Ani wyrósł. Fakt, tylko zewnętrznie. Obi to stary pryk. Kogo, ach więc kogo, miały pokochać dzieci? Musiała być Ashoka, która notabene ostatnio, cudownie z lekka wieku nabrała. Ale nic to. Musicie to zobaczyć. Najlepsze SW ever! Nie dziwi więc fakt, pojawiania się tu i tam pewnych "hybryd". Epoka wiktoriańska z Mocą pary. I wszyscy już wiedzą, że chodzi o "steampunk". Jest tego coraz więcej. Wszystko wychodzi od fanów. Bo prawie wszystko co dobre w SW ostatnio wychodzi od fanów. Jakże to inny kierunek niż ścieżki Makera? Ale z drugiej strony, czy pamiętacie "Dark Empire"?



TCW
"Oh, this is going to be Star Wars."

Directing the Troops
(Jonathan Wilkins). To jeszcze nie potwory, a kontynuacja tematu TCW. Wywiad z Davem Filonim i Georgem Lucasem. W większości to powtórzenia z poprzedniego artykułu i to dosłowne. O co więc chodzi? O to, oprócz kasy, dlaczego TCW trafiły do kina. Ale to też kasa. Nikt tego nie planował, więc wszyscy musieli dołożyć starań i dać z siebie wszystko, bo Maker stwierdził, że na wielkim ekranie TCW będą wyglądały "great" i prawdziwie po "strawarsowemu". Kolejna nauka dla adeptów animacji, ale pan edytor w końcu się zna i to jego pieniądze. O dziwo, akurat nie jest to o Ashoce, w TCW pojawią się postacie z EU (w serialu pod koniec roku). I niech ktoś teraz powie, że Maker i EU to dwa różne światy. Spoko, spoko, na EU też da się zarobić. I prawidłowo. Ale zarobek to jedno, a dobry produkt to zupełnie co innego. A my fani oczekujemy dobrego produktu. Nie wspaniałego, bo byśmy w większości EU odrzucali, ale chociaż dobrego. Czy to będą "Gwiezdne wojny"? Ponoć, jak powiedział mi jeden fan, który już widział TCW.



Stuart
The Man Behind the Monsters (Jonathan Wilkins). Stuart Freeborn. Człowiek, który przed Lucasem współpracował z Charlie Chaplinem, Peterem Sellersem, Stanleyem Kubrickiem, Muppetami, postanowił spróbować sił w czymś co miało się nazywać "Star Wars" i nikt oprócz Lucasa nie wiedział, co to ma być. Ale ten młody chłopak miał w sobie tyle zapału. I kantyna. To było wyzwanie dla charakteryzatora. Chewie także. Chewie był dla dzieci zamiast psa. A kto zajął jego miejsce w prequelach? A kto zajmie w TCW? I sukces. A potem przyszło "Imperium kontratakuje" i Yoda. O twarzy Stuarta, bo akurat pod ręką była tylko głowa autoportretu, z uszami, bo trzeba było zrobić obcego i oczami Einsteina, a to już na skutek spokojniejszych, mądrych przemyśleń. Była także ręka Luke'a. Ta ucięta. W "Powrocie Jedi" pierwsze skrzypce dla Stuarta grał oczywiście Jabba the Hutt. Największy, najbardziej skomplikowany, a jeszcze reżyser w ostatniej chwili zmienił rękę, która miała łapać żaby w akwarium. I wszystko się udało. A dziś? Dziś mamy lepsze, bardziej pracochłonne, droższe CG. Ale i efektów więcej.



General Grievous V Master Yoda. Pseudo intelektualny bełkot o wyższości jednego nad drugim dla dzieci. Bo ten go siłą 90, a ten go szybkością 80. A czemu nie 5 czy 3? A czemu nie urokiem osobistym? Bo po pierwsze 90 to prawie sto, a to jest bardzo dużo dla malca. A po drugie, to zbyt skomplikowane dla niego.



Yoda
Master & Apprentice (Jonathan Wilkins). Kolejny pan od potworów Nick Dudman opowiada, jak to go Stuart Freeborn najął do roboty. Czy zauważyliście, że imię redaktora znowu się powtórzyło? Artykuł to ciąg dalszy, a właściwie uzupełnienie poprzedniego. Nie, nie tej durnoty, kto więcej wyrzucił na stuściennej kości. Stuart przyjął Nicka w czasie prac nad "Imperium kontratakuje", ale dopiero "Powrót Jedi" dał "nowemu" możliwość rozwinięcia skrzydeł. Yoda, wampa, Imperator, Bib Fortuna, Jabba. I znowu jęk nad komputerami i nowymi, lepszymi czasami. Cóż, postęp. Czy aby na pewno we właściwym kierunku? Nie, ja nie mam nic przeciw postępowi. Mnie tylko martwi, co jest najważniejsze w dzisiejszym przemyśle filmowym, a co już nie jest.



Science of Star Wars (David Hawkset). W dziale o wpływie filmu na naukę, o ile takowy ma miejsce, a nie jest to czerpanie li tylko pomysłów, od których de facto wszystko się zaczyna, dziś poszukiwania inteligentnego życia poza Ziemią (bo tu coraz o nie trudniej), robot Da Vinci do operacji chirurgicznych (spoko, jeszcze sam nic nie robi, to tylko "skalpel"), przechwycenie satelity (czyli jak przetestować system tarczy rakietowej, aby niedźwiedzia nie denerwować), kontrola pogody (w końcu olimpiada w Pekinie), super czarny materiał z nanorurek pochłaniający światło (Stealth X-wing?) i urządzenie czytające emocje (a nie kontrolujące?).



Monster Mash (Tom Spina). Tom Spina pisze jak Tom Spina trafił do branży pod wpływem prac Stuarta Freeborna i Star Wars. Gdy inni bawili się Hanem i Leią w doktora, on dumał jak zrobić potwora. Cóż, można i tak, można i tak, hamerykańska maść na szczury. Czasem marzenia się spełniają, jak włożysz odpowiednią pracę i upór. Nie, nie zawsze. Takie bzdury wmawia się durniom. Czasem się nie udaje.



wampa
The Greatest Ever... Creatures (Dan Wallace). To ten artykuł dla dzieci. Kto jest naj w uniwersum. Mimo, że to Dan, to nic to nie zmienia, jak mówiła Newt w całkiem innym uniwersum sf. Od tauntaunów po rankory. Jak się nie zgadzasz to napisz do panów redaktorów. W Internecie macie wszystko. A jeszcze lepiej ułożone pod własną kopułką.



A Long Time Ago... 1999. Po roku 1980 nastąpił 1999. Dziwni ci Amerykanie. "Mroczne widmo" w maju. Pierwsze Celebration wcześniej. Śmierć Chewiego. Seria kosmetyków "One Love" Yves Saint-Lorana. Taki to był rok. Za rok minie dziesięć lat. Macie przygotowane świeczki?



Effects Maestros: Creature Creator (Calum Wadell). Na koniec galerii twórców potworów Phil Tippet. Ten dostał pracę dzięki "układom". Tak, bez dobrych znajomości by nie pracował przy SW. To tyle, jeśli chodzi o układy i SW. Tippet dostał Oscara za efekty w "Parku Jurajskim". Robił przy "Robokopie", "Żołnierzach kosmosu", "Ewolucji". I on też narzeka, że dziś o filmie decyduje budżet, który określa co można, a czego nie. Fakt, efekty są dziś droższe, choć lepsze.


okładka
Blaster. Dział się skurczył. Może chwilowo, z uwagi na przewagę potworów i reklam, a może na stałe. "Lost Steve Sansweet, lost International." O co tu chodzi?



Books (Jason Fry). Jude Watson napisała i już wydała 47 książkę SW. Teraz raczej odpocznie. Mowa o dziesiątym tomie ostatniej serii autorki "Last of the Jedi", w którym Ferus Olin i gromadka. I teraz się dowiadujemy dlaczego Ferus dostał swą drugą szansę po Jedi Quest. Człowiek jak czasem dostanie kopa to mądrzeje. Ferus odszedł z Zakonu i dobrze mu to zrobiło. Przynajmniej w mniemaniu autorki. A poza tym nie pozwolono jej wykorzystać Obi-Wana. Znaczy, tylko troszeczkę, tak na dwie książeczki a nie dziesięć. I Ferus zmierzył się z Vaderem. Czy oni wszyscy muszą to robić z Vaderem? O Obi-Wanie nie wspomnę. I jeszcze to zakończenie. Lepiej "przeżyć niż zwyciężyć". Zwycięstwo w ogóle nie wchodziło w rachubę, więc to przeżyć wcale mnie nie przekonuje. Bo po co?



Comics (Daniel Wallace). Vector dosięgnął Luke'a Skywalkera, a więc pora na Rebelliona. Czy przysłał cię Zayne? Naucz mnie tańczyć. Klimaty z lekka jak z "Obcych" przez tych na "r". Ciekawe jak to wyjdzie? Za to Wojny Klonów niosą ze sobą aż dwie serie. Jedna to ma zastąpić durnotę Clone Wars Adventures i pewnie być taką samą durnotą, choć tym razem na jedną malutką książeczkę przypadnie jedna opowieść. Druga to już normalna seria komiksowa. Wszystko nadzorowane przez nadzorcę od pierwszego sezonu. Zobaczymy. Zaś w KOTORze... Skończył się Vector i można odrobić zaległości. Zayne z Gryphem próbują znowu oczyścić dobre imię małego Jedi. Trzy zeszyty, dwie opowieści, "Exalted" i "Turn About", ale najciekawsze to pojawia się na mgnienie oka "Revan's crusaders"... O co chodzi?



zabawki?
Space Gear & Toys (Jeremy Beckett). W sumie to mógłby być jeden dział. Wszystko się tu skurczyło. Co nowego? To co zwykle. Lego, Gentle Giant (Aayla i Shaak Ti), Hasbro, Muppety. Takie tam. Można trochę puścić kasy, a potem odkurzać. Na przykład 250 dolarów na 18 calową Asajj. Czy mówiłem, że najpiękniejsze są kobiety?



Bantha Tracks #32 (Mary Franklin). Historia Celebration w obrazkach. Dlaczego to tak?



"I am a Jedi, like my father before me."

Classic Moment: The Emperor Taunts Luke. Dla mnie to zawsze była najważniejsza scena "Powrotu Jedi". Ta i chwilę wcześniej, gdy przy wspaniałej muzyce, Luke walczył z ojcem. Ale także tu dowiadujemy się, że Lucas kazał Imperatorowi wywrzeć odpowiednie wrażenie na ośmiolatkach. Tak, my starzy fani wcale nie jesteśmy godni sagi. To nie dla nas. Więc co ja tu robię?



Koniec. Tym razem pominąłem fiszki Ask Lobot, bo nie było o czym rozmawiać. Jednym słowem, szturmowcy nie są tak kolorowi jak klony pod koniec wojny, bo chodziło o unifikację. O to samo, co dziś u nas w domu. Równo, a ponoć tęczowo. I kto da się nabrać na taki chłam? Demokraci.

W Szopie i reklamach nie ma nic ciekawego, jak i w SW od jakiegoś czasu. Może jednak te nowe wojny? Jak widzicie droid ciągle z kopułką w chmurach i ma durny nadzieję. Bo pewnie nie spotkał jeszcze swego Obi-Wana za którym mógłby pójść na krucjatę. Redaktor naczelny prosił o odzew. Fakt, nie ma już działu kontaktu z czytelnikami, więc nie ma chyba po co się wysilać. Czy oni wiedzą czym jest Insider? Kto go czyta? Co w nim powinno być? A co można znaleźć bez trudu gdzie indziej? Ale na dobrą jakość trzeba wydać pieniądze. Nie ma opowiadań. Nie ma opracowań rozwijających wiedzę o uniwersum. Coraz mniej dla kolekcjonerów. Zostały tylko reklamy, wskazówki co musisz mieć, co wiedzieć i gdzie być. Jednym słowem papka od marketingu dla śliniących się debili, łykających wszystko bez patrzenia jak młode pelikany. Takie jest SW dnia dzisiejszego. Oprócz fanów oczywiście. No i kilku powieści.

Tak, będą kolejne opinie o Insiderach. Głupiego droida nie tak łatwo zniechęcić. A tak po prawdzie, bo to wynika z mojego trybu zamawiania Insidera. Więc jak przestanę być droidem, nie myślałem, że kiedyś to powiem, to jeszcze ze dwa, trzy trafią na łamy ICO. I tą radosną myślą zapraszam na kolejnego Insidera...

[droid]
[29.06.2008]
SW Insider #102 - Titan Magazines - lipiec/sierpień 2008 r.

Artykuł: 1.
Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym temacie.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016