strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Insider #101 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

okładka
"Watch this! ... Watch what?!"

Kolejny NOWY Insider... Który to już raz? Powiem, że z pewną taką nieśmiałością oczekiwałem na to "cudo", "przełom" i "nowość" po numerze jubileuszowym... [Droid] zawsze żyje nową nadzieją, bo inaczej po co byłoby żyć? I jest, w końcu, mimo różnych perypetii w bardzo, bardzo bliskiej galaktyce, czyli u nas agenturalnej-strajkującej-socjal-demokracji zwanej III RP. Opakowany w folii z nadrukiem: "Insider's new look!", który nawet trudno dojrzeć spod reklam kart "Top Trumps", których sztuk cztery, ponoć ekstra dla kolekcjonerów, można znaleźć zapakowane także w owej folii. Karty nawet ładne z czterech różnych serii... gry. A gra to nasza (i jak się okazuje nie tylko) popularna "Wojna", czyli wygrywa ten co ma lepszą kartę. Tu z pewnymi modyfikacjami, aby kolekcjonować, zbierać etc. etc. Mamy więc temat kart z głowy. Czas na danie główne...

Patrzę, przeglądam, jeszcze nie czytam, szukam treści, tak na optykę, i... dotarłem do okładki na końcu. No to dawaj jeszcze raz... Notatki, reklamy, fotki, reklamy, notatki, reklamy, ranking, reklamy, notatki, reklamy, SW Szopa i... znowu koniec. Pierwsze wrażenie? Widzieliście kiedyś lodówkę, albo w pracy tablicę korkową czy monitor, zalepione żółtymi karteczkami z notatkami? Taki mały b... ałagan na kółkach, aby nie zapomnieć. No! Tak właśnie wygląda nowy Insider z ciągle tym samym wydawcą, który... No właśnie, co sobie myślał?



"I've made a few special modifications myself..."

Editor's Welcome
(Brian J. Robb). No... Tego to ukryć się nie da. Modyfikacje są. Niektóre działy wypadły, pojawiły się za to nowe. Forma uległa zmianie. Już nie długie, przemyślane i dopracowane artykuły, a seria informacji atakujących nas z różnych, nawet niespodziewanych miejsc. Cóż,... Może to takie czasy? Jak w TV, czy filmie, mogą ciągle zmieniać ujęcia i nawet pionu nie zachowywać, aby ciągłymi zmianami, migotaniem albo przykuć naszą uwagę, albo ogłupić i zdezorientować (Monty Python?) w zależności od potrzeb, to czemu nie Insider? Ale czemu?

Ano temu, że Star Wars wkracza w kolejny okres swego rozwoju... Albo delikatniej ujmijmy to "życia". Saga skończyła się. Minął rok. Przed nami "The Clone Wars", a na drugim, już nie pierwszym miejscu "The Force Unleashed" (czyżby przewidywana klęska przed premierą) i gdzieś tam na horyzoncie serial fabularny. I właśnie dlatego redaktorzy postanowili, by Insider dopasował się do zmian w EU i stał się: "szybszy"... I jak to ująć po polsku...? Gładszy? Łatwiejszy do przełknięcia? Opływowy? Wyślizgany jak... No, mniej więcej. Aby młode pelikany, to chyba obecny cel Luca$iowa, łykały Insiderka jak świeże rybki. Albo przynajmniej nie zwracały uwagi, czy są świeże i co to za rybki, i czy w ogóle rybki, bo tylko łykanie się liczy. Tak, to wszytko. Mógłbym tu zakończyć moją opinię. Serio. I odradzić kupowania następnych numerów, gdyż już to mnie zniechęciło (wstępniak i pobieżna lektura). Ale z drugiej strony... Każdy ma prawo do własnej opinii, dlaczego moja ma być jedynie słuszna? OK, więc lecimy...



Ashoka
Launch Pad. Dobry tytuł na początek, a jest on odpowiednikiem "Com-Scan" z poprzedniej edycji. Jak widać, tu też można znaleźć coś dobrego. Jak na wysypisku... Najważniejszym tematem są oczywiście "The Clone Wars", których premiera już 15 sierpnia w kinach USA, a w telewizji będzie jesienią. Tu po raz pierwszy potykamy się o nową formę Insidera. W zakładce 10 najważniejszych rzeczy (a jest ich siedem, może oni tam nie liczą, tylko wierzą mediom, zresztą u nas też się nie liczy, patrz tzw. sondaże), które musisz znać o TCW. A jakie to wieści? Kto z kim toczy wojnę. Kiedy to miało miejsce. Od czego się zaczęło i jak się zakończyło. I takie tam... Ciekawszy jest artykuł. I teoretycznie tak to powinno być. A co w nim? Że TCW to "telewizja dla wszystkich w rodzinie"... Dla Fafika też? Że to powrót SW do kina... Czy aby nie na siłę? Że pojawią się bardzo istotne dla uniwersum postaci,... O dziwo do tej pory nie znane. Czyli kapitan Rex, główna postać całych wojen (sic!) i niejaka Ashoka Tano... Chyba, ktoś odkrył nową szufladę ze skarbami "historii". Albo ją sprokurował, jak jakieś kwity...

Celebration Japan. Wiemy co to, ale czemu tam? Bo Steve Sansweet mówi: "Japan is the ideal site." Dziwne, że dopiero teraz. Bo przecież Japonia jest chyba po USA najważniejszym rynkiem SW na ziemi. I jeśli jeszcze ktoś zamierza, to od 19 lipca w Chiba, to blisko Tokyo, przez trzy dni, może wziąć udział w święcie fanów SW...



Robert
"Before Rick McCallum, before the Empire."

Watts the Story
(Jonathan Wilkins). To jeden z dwóch istotnych artykułów tego Insidera. Oba to wywiady. Właściwie można by dołączyć do tego jeszcze dział Steve'a Sansweeta i artykuł Daniela Wallace'a w nowej formie, o tym jak sobie radzić z EU, i nic więcej istotnego w Insiderze już nie ma. Ale najciekawsze są wywiady. Pierwszy z... producentem pierwszej trylogii. Artykuł z producentem najciekawszy? Niestety...

Producentem tym jest Robert Watts (stąd ten "nieortograficzny" tytuł). Po raz kolejny przybliżane są nam realia w jakich powstawały "Gwiezdne wojny". Po "2001 odysei kosmicznej", którą Robert określa jako "hard science-fiction", może dziwić fakt sukcesu SW, które są raczej "science-fantasy", gdyż nauka nie jest w nich najważniejsza i nie wszystko musi działać perfekcyjnie zgodnie z poznanymi prawami natury. SW jest przez to bardziej życiowe i to właśnie Watts upatruje w źródle sukcesu. Poza tym warto przypomnieć, że gdy George Lucas zbierał ekipę, to jako materiał do przemyśleń pokazał im cztery filmy. Właśnie "2001 odyseję kosmiczną", aby dać przedsmak jak ma wyglądać technika, to znaczy lepiej niż tam. "Satyricon" Felliniego, aby powstała scena w kantynie. "Once Upon a Time in the West", aby wskazać jak "zużyty" to ma być świat. I "Silent Running" przy którym pracował Robert (przy "Odysei" zresztą też), aby... Tego nie wiem i z artykułu to nie wynika. A ja z kolei wspomnę, że jeszcze wcześniej był "Flash Gordon" i teraz już mamy komplet referencji, na którym oparł się Maker. A co jeszcze mógłby nam Robert opowiedzieć? Że wystąpił w trylogii. Razem z Richardem Marquandem załapał się na wycieczkę "last minute" (dosłownie) na pokładzie AT-ST. Tak, tego AT-ST. A poza tym, że u Lucasa zastąpił Gary'ego Kurtza, który go wprowadził w arkany, i sam został zastąpiony przez Ricka McCalluma, którego z kolei on wprowadzał do Lucasiowa. Takie jest życie... A jak życie, to jeszcze jedna ciekawostka. Znacie Jeremy'ego Bullocka? A kto nie zna. Ale mało kto wie, że to przyrodni brat Roberta. I tak, to przez Roberta Jerremy został Bobą Fettem, gdyż... pasował do kostiumu. Zycie potrafi czasem zaskoczyć pozytywnie, czyż nie?



"What a piece of junk?"

Science of Star Wars
(David Hawksett). To w zamierzeniach miał być artykuł opowiadający o możliwości powstania dzisiaj różnych elementów znanych z filmów. Miecz świetlny, silnik jonowy, droidy (tu nie wiedzieć czemu roboty), kosmiczne transportowce, czy odkrywanie obcych planet. Mało odkrywcze, ale za to zbierające w jednym miejscu różne teorie i możliwości dzisiejszego przemysłu. Dla mnie najciekawszy jest robot z Holandii, który sam będzie umiał zatankować samochód na stacji benzynowej i to właściwym paliwem do odpowiedniego otworu. Ale skoro już widziałem automaty same dojące krowy, które z kolei potrafią same w odpowiednim czasie udać się na dojenie, to co znaczy tankowanie samochodu?



This is it!
The Greatest Ever... Lightsaber Battles (Paul Simpson). Zanosi się na serię artykułów w stylu, którego nie trawię. Przypomina mi to dyskusję o najlepszych i najgorszych metodach włączania miecza świetlnego, czy jak ja wolę, odpinania i przypinania go do paska. Ale cóż... Widać są odbiorcy tego typu... Tym razem autor wziął dziesięć, bo tyle chyba w ogóle było, scen pojedynków na miecze z sagi i jakoś je tam posortował. Oczywiście najlepszy był ten z końca EIII, przynajmniej dla niego, bo pewnie szybki, gładki, śliski i efektowny. Mnie z kolei bardziej podobał się pojedynek z EI, który tu zajmuje pozycję siódmą. Ale cóż... Nie podoba się, to można skrobnąć maila do autorów. Każda walka opatrzona została krótką, mało odkrywczą notką, co, kto, gdzie i jak. A skoro mowa o notkach, to ciekawsze tym razem są "didaskalia", czyli zakładka, gdzie wymieniono ciekawsze pojedynki z EU. Ale mnie akurat ujął ostatni wpis i to z filmów. Han vs tauntaun. Tak, to był najlepszy pojedynek z udziałem miecza świetlnego w całym uniwersum. A skoro doszliśmy już do "versus" to pora na...



Chewbacca V the Rancor. Kolejny nowy, "odkrywczy inaczej" artykuł. A zapowiada się seria... W stylu tych kart "Top Trumps" i gry we wojnę porównuje się dwie postacie. Jakieś dziwne statystyki, jakiś pseudo intelektualny bełkot i pytanie na końcu, kto wygra? Odpowiedź w gazecie, a z tekstu można się łatwo domyśleć, kogo autorzy promują i dlaczego. A ja domyślam się, że to właśnie jest skierowane do "nowego" odbiorcy SW.



The Essential Expanded Universe! (Daniel Wallace). Kogo jeszcze trzeba przekonywać, że SW to nie tylko filmy? Kogo się nie udało do dziś, to i tak się nie przekona. Zaś inni mogą poczuć się z lekka zagubieni wśród tych setek książek, komiksów, gier. I właśnie ten artykuł ma się stać przewodnikiem dla zagubionych. Oczywiście forma pasująca do nowego "stylu" Insidera. Musisz przeczytać! Nie przeocz! etc. etc. A co oprócz tego? Wprowadzenie do kanonu wg Leland Y. Chee, czyli opiekuna Holocronu, czyli podział na kanon "G" od George, "C" od "continuity", "S" od "secondary" i "N" wcale nie od najgorszy, ale od "non-continuity". Autor pokazuje najważniejsze dzieła wśród książek, komiksów, przewodników i encyklopedii, a na grach i telewizji kończąc. I tu taka mała dygresja. Daniel mówi, że EU zaczęło się od komiksu Marvela o numerze 7 ze stycznia 1978 roku, a my wiemy, że nie. Dzięki badaniom wśród pożółkłych komiksów, przegryzionych przez mole nieraz, odkryliśmy, że pierwszy komiks EU został wydany jeszcze w październiku 1977 roku, w roku premiery SW, w magazynie Marvela o tytule "Pizzazz" (patrz nasze recenzje komiksów na ICO i "Keeper's World"). Nawet droidowi z uszkodzoną optyką też się czasem darmowa kąpiel olejowa trafi.



A Long Time Ago... 1980. Kolejna nowa seria artykułów, mająca przybliżać najważniejsze wydarzenia uniwersum w naszej galaktyce. Rok 1980 był dobrym rokiem dla SW. Południowe stoki, nieźle nasłonecznione, klarowny przekaz, smak, barwa, bukiet... Czyli premiera "The Empire Strikes Back" w maju, "Han Solo and the Lost Legacy" Briana Daleya w sierpniu i winylowa płyta, long play, "Christmas in the Stars" z Jonem Bon Jovi po raz pierwszy (co znaczy wuj) w listopadzie. A przecież to nie wszystko. Był jeszcze sławny "Muppet Show" z naszymi bohaterami i wiele, wiele innych wydarzeń związanych ze SW. Ech, złote lata...



Richard
Effects Maestros: Making the Falcon Fly (Calum Wadell). I kolejna seria, jak nazwa wskazuje o efekciarstwie, czyli ludziach stojących za sukcesem SW z technicznego punktu widzenia. Na pierwszy ogień wzięto wspomnienia Richarda Edlunda, bo... Co, mieli spytać Johna Dykstrę? Nieważne. Artykuł mało odkrywczy, gdyż już nie raz słyszeliśmy historię powstawania technologii dającej kinu kolejny krok naprzód w pokazywaniu świata od "2001 odysei kosmicznej". Że trzeba było system zbudować od początku, że to było czasochłonne, że dopiero w oparciu o nową kamerę można było tworzyć nowe, lepsze efekty (nie, nie wspomina się, jak Dykstra wyleciał, choć o nim jest tu mowa). I tu kilka ciekawostek, że niektóre efekty tak przełomowe, powstawały od ręki, a inne, które sprawiały trudności nie są właściwie zauważalne na ekranie przez fanów. Cóż, tak to już jest.


Blaster. Czyli dział, który zastępuje "Jawa's Corner", choć nie wiem, co ma blaster wspólnego z kolekcjami, poza tym, że z pewnością jest szybszy o Jawy. A przecież Insider ma być szybszy... Od czego? Dla kogo?

Blaster!
Space Gear (Alex Jones & Craig Anderson). Mowa o zabawkach, które pokazano na "Toy Fair". Pomijając zawartość, to nie wiem, po co ten artykuł? Dalej będzie dział "Toys" i spokojnie można było tam to dołożyć. A tak mamy więcej zabawek, oczywiście z obowiązkową nakleją "Must have!", jak większość w nowym "Insiderze" (chyba katalogu wysyłkowym) i zarobek, aż dla dwóch autorów. Za te kilka figurek? Fakt, Asajj z Dooku za 230 dolarów z Gentle Giants napawa mnie, starego droida nadzieją, że jeszcze życie się nie skończyło... He, he, he, he, he! Tylko muszę sobie siwą brodę dokleić do blach i wszystkie młode, blade, bezwłose istoty są moje! Dość świństw. Lepiej schowam kopułkę pod hełm kapitana Rexa z Hasbro za jedyne 30 zielonych, który nie dosyć, że ukrywa paskudną fizjonomię, to jeszcze zmienia głos i znowu można wyruszyć na podbój... He, he, he, he, he!



"It will be her brother."

Books
(Jason Fry). Książki pozostały książkami, a Jason Jasonem. Ale na początek znowu wrócę do formy. Znowu w zakładkach coś ciekawego, a więc streszczenie wątków i przybliżenie postaci serii "Legacy of the Force". Pojawia się też po raz pierwszy... kwiatek u kożucha, czyli nowy "dział" "Ask Lobot". A właściwie to już nie dział, ale "przyklejona" notatka tu i ówdzie, nie mająca w ogóle związku z artykułem, ale za to wyjaśniająca to, co dawniej robił odpowiedni dział. Ja wolałem osobny dział, więc te najciekawsze informację zbiorę na końcu. Wróćmy jednak do ostatniego tomu serii LotF, czyli "Invincible" Troya Denninga. Przy okazji na kolejnej "karteczce" informacje, co to ten "Hapes Cluster". A w tekście... Cóż, autor postanawia usprawiedliwić Jacena. Ech... Po co? Dla kogo?



Comics (Daniel Wallace). Kolejny dział, który nie zmienił ni tytułu, ni autora. A jak komiksy, to najbardziej rozwojowa seria, czyli "Legacy" i jej odcinki 23 i 24, czyli historia "Home", w której autorzy wprowadzają nowe postacie związane z Cade'm Skywalkerem, aby rozwinąć postać, która gdzieś się chyba zagubiła. Rozważane będą różnice pomiędzy więzami krwi a rodziną, a więc w założeniach ciekawy temat. Ciekawe jak zostanie on zrealizowany, znając dotychczasowe osiągnięcia antybohatera w złotych, blond loczkach?



Vader?
Scouting the Galaxy (Steve Sansweet). I kolejna, niezmieniona "kotwica" z poprzednich Insiderów. Dziś SS zastanawia się, co jest jego ulubionym gadżetem w kolekcji. Jak wiecie bywa z tym różnie. Nawet to co akurat dociera do nas w poczcie jest tym, na co czekaliśmy całe życie. Ale akurat w tym momencie dla Steve'a największą wartość prezentuje "Yoshitoku's Darth Vader Samurai Armor". Jest to coś, co wręcza się chłopcom w Japonii, gdy wkraczają w wiek męski. Tradycyjną zbroję samuraja. Tu akurat pomniejszoną w skali 1 do 4. A ponieważ Darth Vader był wzorowany na zbroi japońskiej, więc naturalnym stało się to, iż najstarsza firma produkująca tego typu przedmioty w Japonii (od 1711 roku, to już jedenaste pokolenie), wyprodukowała zbroję wzorowaną na Darth Vaderze. Dostępne są dwie wersje. Tańsza, czyli sam hełm i droższa, czyli pełna zbroja, z mieczem i łukiem, na tle Mustafar wymalowanej także tradycyjnymi metodami i w tradycyjnym stylu. Steve zamówił sobie taką zbroję i czekał rok, czekał, czekał... Gdyż jest to towar na zamówienie. Składa się z ponad stu części z metalu, materiału i kto tam wie czego jeszcze. Potem składane to jest w tradycyjny sposób ręcznie. Dokładnie jak "zwykłą" zbroję. I doczekał się przedmiotu obwołanego "kurzołapem" roku 2007 w uniwersum SW. This is it! Mimo, że to nie nasza kultura. Ale za to ma na wyposażeniu białe rękawiczki i miotełkę z piór do odkurzania tego cuda.

Kolejną ciekawostką, którą opisuje Steve jest "zwykły" sandcrawler w skali... 3 3/4". Olbrzymi... A gdzie takie cudo można kupić? Nie można. Zrobił coś takiego pewien modelarz z Ameryki Południowej. A potem nawet udoskonalił, gdy dzieło rąk jego trafiło do fana z USA. Teraz ten potwór błyska, jeździ, jest sterowany i można zajrzeć mu do "brzucha", gdzie można posadzić mu figurki, które... Chciałbyś mieć takiego potwora, który waży ponad 10 kilo? Ja tak.

A jak cię nie stać, to oszczędzaj. Może nawet trafisz gdzieś na "świnkę skarbonkę" w kształcie C-3PO, R2-D2, czy Vadera. Ja taką mam, ale z okresu EI i jest to Darth Maul na motorku, i jest plastikowy. Tamte skarbonki to jedne z pierwszych "durnostojów" w uniwersum, pochodzące z 1977 roku, z wytwórni Roman Ceramics. A jak już byś zaoszczędził, to palnąłbyś R2-D2 młotkiem w kopułkę? Ja nie... Od czego jest nóż?



Toys (Jeremy Beckett). O! To właśnie ten drugi dział z zabawkami. A właściwie to pierwszy, bo pochodzący z poprzednich Insiderów i kolejny, który nie uległ zmianom. Tym razem wpadł mi w oko X-wing z Kotobukiya'i, 3-D i "cross-section", to znaczy, że za jedyne 250 USD można mieć zabawkę w skali 1:35, do której można zajrzeć po zdjęciu paneli, wyposażoną w osiem figurek i różne inne gadżety. Dla mnie to nie nowość, ot zwykły fruwak na stojance, na lotnisku, do których przywykłem już jakiś czas temu. A jak by mu jeszcze załadować torpedę protonową... To wypisz, wymaluj MiG. Ech, wspomnień czar.



Prawie Syberia
International Collecting: Toys R US-SIA (Gus Lopez). Niewielkie zmiany w tytule, ale artykuł ciągle ten sam, o zbieractwie w innych krajach. Choć tym razem to artykuł specjalny. Po Celebration Europe garstka fanów postanowiła wrócić do domu poprzez... Rosję, koleją transsyberyjską. Takie dookoła świata, zwłaszcza jak się wyruszyło z USA. A to jest właśnie relacja z owej wyprawy. W St. Petersburgu na Newskim Prospekcie obkupili się w różne książki, breloczki i takie tam. Widzieli Yodę przed sklepem. Nic specjalnego, aż... trafili na bazarek (oczywiście za odpowiedni napiwek dla usłużnej istoty), gdzie znaleźli rosyjskie bootlegi. Powiem szczerze, że Chewie "komunista" (cały czerwony) mnie ujął. Zresztą i członków wycieczki, gdyż odkupili wszystkie rosyjskie figurki, jakie sklepik miał na składzie. Dalej... naturalnie Moskwa. Tu wzbogacili się w "tradycyjne" matrioszki w stylu SW. Szkoda, że nie ma fotek. A dalej nic, aż do... Ułan Bator. A to już Mongolia. Fakt, SW tu nie znaleźli, ale za to piękne, drewniane laleczki ludowe, wypisz wymaluj przypominające królową Amidalę osobiście. Zaś w Pekinie, to Chiny dla nie zorientowanych Amerykanów, przykuły ich uwagę pudełka na papierosy z motywami SW. Jakie to nie po linii w dzisiejszym orwellowskim świecie UE, czy też EU. A poprzez Szanghaj wrócili szczęśliwie do swej galaktyki. Czasem wystarczy mieć pomysł... i właściwe obywatelstwo, o kasie nie wspominając.



Bantha Tracks #31 (Mary Franklin). To jest dowód, że nowa forma może do czegoś pasować. Bantha Tracks ze swymi wspomnieniami i fotografiami z różnych uroczystości, bardzo dobrze wpasowuje się ów karteczkowo-notatkowy format. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na ów aspekt poprzez materiały dziś zgromadzone. Udział różnych formacji fanowskich w wystawach bardziej lub mniej związanych ze SW, które w ten sposób trafiło pod strzechy muzeów w całych Stanach Zjednoczonych. A kiedy u nas?


"No! Try not."

Classic Moment: Luke's Training. To nowy dział, przypominający istotne sceny z sagi. Tu, w czasie nauki u Yody, Luke staje w obliczu potęgi Mocy. Czyż może być piękniejszy moment na początek? Gdy dowiadujemy się, że oprócz tego co nam się wydaje, że znamy, istnieje coś o wiele większego i potężniejszego, co nawet możemy dotknąć. Odwieczne marzenie odkrywcy... Odkrywamy także, że Frank Oz animował Yodę, gdyż Jim Henson był zajęty, choć udostępnił technologię i ludzi. Ale dla Franka to była "miłość od pierwszego wejrzenia", od pierwszego rzutu okiem na szkic karykaturalnej postaci karzełkowatego, wielkiego mistrza Jedi. Oz znał Yodę od zawsze... Ale ta miłość była bardzo trudna do "skonsumowania". Cóż, tak to z miłością bywa, o czym przekonuje nas Irvin Kershner wspominając walkę z oporną materią. Bez Mocy nie osiągnęliby takiego efektu.



Ask Lobot. Tu się zgubiły pytania i odpowiedzi dotyczące uniwersum. Pewnie nie było już o czym pisać i to co zostało, wrzuca się tu i ówdzie pomiędzy inne artykuły. Dziś była to scena na balkonie... Nie, nie ta z "kochankami", ale z senatorami z końca EII. Dowiadujemy się, kto tam był i dlaczego nie ktoś inny. Zaś druga istotna informacja to ta, że fani potrafią zawsze coś ciekawego znaleźć tam, gdzie oficjalne źródła nigdy by nie zajrzały. Jeden fan w "Star Wars Official Poster Monthly #4" z 1978 roku znalazł chyba pierwszą informację w EU, że szturmowcy to klony. Jeszcze zanim Maker to potwierdził? W dodatku opisany proces klonowania nie przypomina żadnego innego znanego nam dzisiaj. A więc coś nowego... Ciekawe dlaczego taka istotna informacja umknęła? Na szczęście fan czuwa. To tak jak z tym pierwszym komiksem EU. Fani są przyszłością bardzo, bardzo odległej galaktyki, a nie...

Koniec. I dobrze. Aż dziw bierze, że aż tyle udało mi się o niczym napisać. Chyba powinienem pisywać do "Trybuny Ludu", gdy istniała (Chewie komunista wlecze się za mną). Czego nie ma? Gier... No tak, po ostatnich wieściach z Luca$iowa. "Ask Lobot" to jakieś popłuczyny po "Questions & Answers". Nie ma "Set Piece" i klasyczna scena tego nie zastąpi. Nie ma "Padawan's Corner", ale to akurat dobrze, bo to była zapchajdziura, jak plastyk potrafi rysować. Ale najdziwniejsze, że nie ma "Comlinka"... I nic go nie zastąpiło. Głos fana już się nie liczy? A może był nieprawomyślny? A może...

Czas na wnioski. Nowy Insider zdecydowanie nie jest udany. Nadaje się jedynie do powieszenia w ubikacji. Nie, nie do tego, bo to nie taki papier, ale zamiast "Detektywa", czy innej mało zajmującej prasy, którą co niektóre istoty czytują w takim miejscu. Poziom niski i coraz niższy. Pewnie skierowany do bardzo mało wymagającego czytelnika, który ledwo składa litery, o myśleniu nie wspominając. Może sprzedaż spadała i ktoś wpadł na pomysł, że Insider jest zbyt intelektualny? Źle to świadczy o jego intelekcie, bo Insider ostatnio był zbyt prosty, zbyt gładki i szybki. A teraz jest nawet szybszy... jak rozstrój żołądka. Jest to chyba dobry moment, aby przemyśleć, czy w ogóle warto brnąć dalej w Insidera, a kto wie, czy w Star Wars także? Cóż, zobaczymy się jeszcze z raz, czy dwa na pewno przy Insiderze, bo jeden jedzie, a drugi zamówiony. Ale czy będę wam opowiadał o numerze 104? To tylko Maker raczy wiedzieć.

[droid]
[29.06.2008]
SW Insider #101 - Titan Magazines - maj/czerwiec 2008 r.

Artykuły: 1, 2.
Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016