strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Journal: Hero for Hire nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo

Kto wie ile czasu spędził Han Solo w celi Jabby po "rozmrożeniu"? Kto wie co wtedy robił? Dla tych którzy nie wiedzą jest dzisiejsza opowieść. Może i niezbyt odkrywcza, może i nudnawa miejscami, w końcu nie jedno już widzieliście, słyszeliście bądź czytaliście o najsławniejszym szmuglerze czy przemytniku SW. Cóż, jest jak jest, mam to co mam i opowiem wam o tym. A może jednak...?

Trochę czasu upłynęło od misji "ratunkowej" Lei do przybycia Rycerzyka_J (jak Jedi ) Lukea. Wystarczająco, aby pewien mnich B'omarr o imieniu Sai'da, z tych co pająków jeszcze nie przypominali, z drugiej strony trochę nietypowy bo historyk, a więc zajmujący się światem zewnętrznym, nie mającym żadnego znaczenia dla większości mnichów, za zgodą samego Jabby, który ponoć nie do końca czuł się komfortowo w takim sąsiedztwie, a jednocześnie nie zdecydował się na ostateczne rozwiązanie, skłonił do rozmowy i zarejestrował opowieść Hana, o tym jak został Rebeliantem i co go do tego skłoniło. Uffff...

Jak zapewne wiecie w chwili, gdy Chewie dał cynk Hanowi, że znalazł dwóch klientów do skaleczenia na trochę kredytów za niewielką i prostą robotę, Solo miał o Reblii raczej wyrobione zdanie za sprawą kobiety (oczywiście) o imieniu Bria. To co wydarzyło się na Ylesii, a i potem, to zupełnie inna opowieść, chociaż doprowadziło to naszego bohatera na skraj bankructwa, czyli tłumacząc ze SW, utratę wszystkiego ze statkiem i życiem włącznie, na skutek niedopełnienia umowy zawartej z jakże szacownym klientem Huttem Jabbą. Tak więc wizja aż siedemnastu tysięcy, gdy chciało się dyszkę, omamiła największego cwaniaka galaktyki do tego stopnia, że umoczył aż miło. A powinien mieć wtedy złe przeczucia zwłaszcza, gdy spojrzał w oczy Obi Wana. Co było dalej? Ano to już wiecie, Han skasował głupka Greedo (to słowa samego Solo, o żadnej samoobronie, czy pierwszych strzałach nie było mowy, no chyba, że się przechwalał), spotkał Jabbę, wetknął mu kit o domniemanej zapłacie plus niemnożka ekstra, potrenował strzelanie do rzutków ze szturmowcami i już był w drodze na Alderaan.

I wtedy się zaczęło. Z jednej strony naiwniak wyrwany z farmy od grzebania się w wilgoci, wędrujący w obłokach, mający wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach pilotażu, z drugiej... Dziadziuś? Całkiem jeszcze rześki z antycznym świetlistym kijaszkiem, z którym radził sobie nie najgorzej mimo, że blaster to blaster, z tym czymś w oczach, a jednocześnie... Han do dziś ma wrażenie, że "hokus-pokus man" wiedział, że to już jego ostatnia ścieżka... Nie, to tylko chwilowa słabość.

No tak, chwilowa. Ale to ten zgrzybiały pustelnik wiedział więcej o tradycji i zwyczajach Wookiech, o więzi z naturą niż ktoś, kto z Wookiemi spędził większość swojego życia. No i jak Chewie patrzył na Obiego... Solo powinien mieć złe przeczucia.

A potem to poszło jak lawina. Nie ma Alderaanu, zagubiony Tie, księżyc nie księżyc i droga bez wyjścia... To Obi wystrzelił kapsuły, to Obi zmienił zapis w dzienniku pokładowym...

A czy wiecie, że w karbonicie Han miewał sny? A miał i wszystko przeżywał od nowa, ponownie, inaczej, nie tak i tak... Jak zmiany umysłu wpływają na nasze akcje i co z tego wynika? Solo miał sporo czasu na myślenie, a to było to, co mnicha interesowało najbardziej.

Leia! Oj... Wybaczcie, to moje słowa (tego głąba droida: przypis redaktora). Współpraca łączy (amerykańcy mają takie słowo, dosyć u nich w United Snakes of America popularne: cooperation). Łączy zwłaszcza w obliczu nieuniknionego... You know! Tak najpierw była współpraca i frustracja, że "baba go bije". No, ale z drugiej strony to kobieta taka jak Solo tylko, że baba... Oj, złe przeczucia już wtedy miał, chociaż czas mu nie dał się nad tym zastanowić. No i te siedemnaście tysięcy...

A teraz przerywnik dla odwiecznego dylematu: Kim są szturmowcy? Jeśli zauważyliście, że w pewnym momencie nasza uciekająca czwórka rozdziela się i wiemy co robili Luke i Leia, to nie wiemy co robił Han i Chewie. To zaraz się dowiecie, a co... Możecie mnie rzucić ptaszyskom. Widzieliście kiedyś Gwiazdę śmierci? Jaka jest "malutka"? A zgubiliście się kiedyś we własnym mieście? O parku z drzewkami w okolicy nie wspomnę. Nie? To idźcie na grzyby (chodzenie samojeden na grzyby do nieznanego lasu może spowodować zagubienie, tudzież na skutek wyczerpania zasobów organizmu osłabienie z zejściem śmiertelnym włącznie, o spożywaniu nieznanych grzybów nie wspomnę: przypis redaktora). Wróćmy do Hana i Chewiego. Zgadliście! Zgubili się. Kto by zwracał uwagę na drogę, gdy ucieka przed nieuniknionym? A zgubili się w kwaterach szturmowców, no i tam podsłuchali normalną rozmowę dwóch... Kwatera, jak kwatera. Łóżka piętrowe, po dziesięć w pionie, z monitorem od jedynie słusznych informacji (1984?), biała jak łazienka w staromodnym szpitalu. To tam nasi zostali uziemieni przez dwóch szturmowców bez zajęcia, w dodatku bez hełmów, a rozmawiających o matce i przyszłym urlopie... O matce? A może jednak "Maker" ściemnia? Ale później poszło już z górki, z krótkim przystankiem na przepuszczenie Vadera, który podążał jak chmura gradowa w jedynie słusznym kierunku...

Daruję wam powtórki z rozrywki i przeskoczę na Yavin IV. Obi wiedział... Cóż kasiorę wypłacili, może nie w gotówce, ale w "twardych" metalach, a wszystko za wstawiennictwem Lukea i Lei... Rebeluchy znowu chciały wykiwać Solo... Rebeluchy? Prawdę mówiąc to nie do końca prawda. Luke, z tymi jego oczami zapatrzonymi w przyszłość. Leia, ta Leia... (to już nie droid: przypis redaktora). Ci wszyscy ludzie, którym mógłbyś zaufać, chociażby za to , że są... Nie, tylko kasa się liczy. Apage...

Ale "cios" przyszedł z kierunku, którego Solo się nie spodziewał. "The right thing to do." Chewie... Jedyny przyjaciel. Jedyny... I po raz pierwszy sprzeciwił się komuś, w stosunku do kogo miał dług życia. Jak mógł? Kto? Han, czy Chewie? Odpowiedzcie sami, ale sytuacja dla obu nie była łatwa. A potem te komunikaty z radia o kolejnych poległych pilotach i... I Han zawrócił. Nie mógł pozwolić, aby Luke zginął. Dlaczego? Dla Lei? Dla Lukea? Dla Rebelii? Dla Wookiego? Czy może dla samego siebie? Może i powinien po owej spektakularnej eksplozji wejść w nadprzestrzeń i oddać kasę Jabbie, ale tego nie zrobił... A może jednak powinien?

Ceremonia. To już znacie ze wspomnień Lei. Ale nie tylko ona nakłaniała Solo do udziału. Luke i wspomnienia o Benie. Obi by chciał... Dowódca i ten jego zaszczyt... No i Leia... Honor dla poległych. I stało się jutro.

Może i pani Donna do końca nie oddała żywiołowości Hana, jego słownictwa i sposobu wypowiedzi, ale to co zrobiła nie jest takie złe, zwłaszcza jeżeli byście mieli czas spojrzeć na opowieść Hana przynajmniej nie jeden raz. Tak, co kieruje naszymi poczynaniami? Ale to już opowieść nie z tego miejsca i czasu.


[droid] SW Journal: Hero for Hire - Donna Tauscher - Scholastic Inc
Wydanie I:
- lipiec 1998 r.
- ISBN: 0590189018
- miękka okładka
- 104 strony


Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016