strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Star Wars Gamer #3 - Droidy nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo


Droidy! Zbuduj, kup, bądź!

I już od samego początku jeden dzień z życia droida, czyli smutki i zmartwienia edytora. A tak, on też jest droidem. Szczerze mówiąc rozumiem go... Ale zostawmy smęty w spokoju. Czyż może być lepsze czasopismo od Gamera #3 dla droida? Nie, nie może. Ale i dla każdej gentelistoty znajdzie się tu coś ciekawego. Spokojnie, zapraszam do zwiedzania zabytku...

Na samym początku poczta, czyli Dział Obsługi Klienta, czyli DOK. Po raz pierwszy pojawiły się listy powstałe po publikacji numeru pierwszego. Czego tu nie ma poza kadzeniem Czarodziejom? A kilka rozważań o Jedi, Mocy, stronach, czy równowadze. Jednakże próby zintegrowania świata Marvela wydają się ciekawsze, w końcu ktoś, kiedyś włożył dużo pracy w dzieło tworzenia i... I co? Wyrzucić? Nie. Co się da zostanie zintegrowane. Oczywiście "przemyciły" się także głosy, że WEGu walki w kosmosie były lepsze. Co zrobić, gdy statki się ścigają, a każdy ma prędkość "attack"? Co? Nic. Nie denerwujecie wydawcy. RPG d20 jest nastawione na postacie, a nie statki kosmiczne. O! Nie pasuje? A to kilka stron dalej poszukajcie proponowanej "łaty". Może zarzut nie był do końca bezpodstawny? Oczywiście ciąg dalszy erraty, znowu obfity. Ktoś się spieszył.

Holonet Transmission - GU - czyli FAQi do RPG. "Sith, like Jedi, describes a specific school of philosophy, not just state of being evil." To trening czyni cię Jedi lub Sith, trening pod okiem mistrza... Chciałbyś być łowcą? Kto by nie chciał? No tak, ale do tej pory byłem łotrem i aby zostać łowcą muszę osiągnąć poziom... Chyba windą? No fakt, być łowcą, czy Łowcą to różnica, ale... Winda? Nie, to nie może być prawdą. Ponoć praktykowanie zawodu żołnierza pomaga, ale coś mi tu trzeszczy... RPG d20 zostało przerobione z D&D, to dlaczego nie występuje "Attack of Oportunity"? Bo nie, bo tu ma być prościej i szybciej, bo to SW, a nie pogoń po krzakach za smokiem. Ale jak chcecie... Na zakończenie części "technicznej" galeria postaci droidów i ich miłośników, czyli kolejne wklejki do karty bohatera.

"Bane of the Sith" - Kevin J. Anderson - OF. Zrobię za chwilę coś, czego przeważnie nie praktykuję. Opowiem wam swoimi słowami to co opisał Kevin w opowieści "of the lone survivor of..." Nie, nie "Nostromo", a Ruusan. I co z tego, że napisał to Anderson, wyklinany przez niektórych od czci i wiary? Nic to. Opisał fragment historii SW i to JAKI fragment! Dlatego dziś usiądźcie w koło, opowiem wam...

The lone survivor of Ruusan. The last Sith... Poprzez przestrzenie kosmosu mknął "Valcyn" z Darth Banem na pokładzie. Sith? Dobre sobie... Taki z niego Sith, jak ze mnie Jedi. Młodziankiem ci on jeszcze był. Szkolenia pod okiem Lorda Qordisa nie ukończył. A już miał odwagę swoje zdanie mieć, swoje zdanie forsować przeciwko wszystkim Sithom, a zwłaszcza przeciwko Lordowi Kaanowi postawić się raczył, na Ruusan losu swego dopełnić nie chciał... Tchórz? Zdrajca? Być może i tchórz, być może i zdrajca, ale właśnie to on jedyny żył jeszcze. "Ktoś musiał przeżyć!" A może jednak towarzyszy swych opuścił?

Onderon system. Onderon sun. Onderon planet. Ale i cztery księżyce, w tym cel wędrówki Bana, Dxun. Dxun, księżyc bestii. Zielony, z burzliwą historią geologiczną, ale i ostoja życia, dzikiego, bardzo dzikiego życia. Ten, który wpływał na losy Onderonu. Ten, który po latach stał się grobowcem Freedon Nadda, króla Ommina i królowej Amanoy, grobowcem wyznawców Sithów, miejsce pielgrzymki Exara Kunna w chwili gdy odbudowywał zakon... Ale to wszystko przeszłość... A może i nie?

Darth znał historię Dxun, znał historię Exara i dziś nastał taki dzień, że ostatni Sith powinien znaleźć nową drogę, drogę życia, a nie samobójstwa... Lord Kaan zniszczył zakon! Ale nie tak łatwo zabić Sitha. Zakon Sith musi żyć dalej, Mroczni Lordowie muszą się odrodzić! Jednakże posłusznym także trzeba być i Bana spotkała ostatnia zemsta, ostatnia lekcja. Na pokładzie "Valcyna" pojawił się duch Lorda Qordisa poległego na Ruusan... Pojawił, ale nie tylko... Po raz ostatni ucznia swego pouczył, wypomniał nieposłuszeństwo i błędy oraz... Oraz uszkodził silniki "Valcyna". Potęga Sithów jest ogromna, nawet spoza grobu.

"Lądowanie" lądowania raczej nie przypominało. Tylko Moc pozwoliła wyjść z tego Banowi "cało". Niestety "Valcyn" miał mniej szczęścia. Jaskrawa eksplozja rozświetliła deszczowe, mroczne niebo Dxuna. Darthowi został miecz i pakiet ratunkowy. Ponoć wszystko co Sithowi na bezludnym księżycu do przeżycia potrzebne jest. Ponoć... I tylko szyderczy śmiech Lorda Qordisa towarzyszył mu w wędrówce przez dżunglę...

Co począć dalej? Dokąd się udać? Za głosem Mocy i... I za głosem ducha samego Lorda Kaana, który objawił się swemu nieposłusznemu uczniowi. Spotkania z dziką fauną księżyca możemy sobie darować i przejdźmy od razu do celu wędrówki, do polany z martwym, czarnym drzewem (jak dobrze nam znanym) stojącym nad piramidą, nad grobowcem Freedon Nadda zbudowanym z Mandaloriańskiej stali, dzisiaj już w stanie ruiny z uwagi na częste trzęsienia ziemi na Dxun. Jednakże i tak kruche lokum stało się schronieniem zmęczonego Bana. Pierwsze ognisko, chwila wytchnienia, pierwsza od Ruusan. Wnętrze piramidy było w lepszym stanie pewnie dlatego, że korytarze i komory zbudowano z kamienia. I to tam w głąb poprowadził ostatniego Sitha duch Kaana. Czyżby Lord pogodził się z decyzją Dartha?

Głęboko w trzewiach grobowca, w małej komnacie spoczywał holokron Sithów. Tu Kaane przyprowadził ucznia i wskazał mu źródło wiedzy. Źródło w zasięgu ręki, wystarczy tylko wejść i sięgnąć. Krok, drugi... Gdzieś wysoko u sufitu daje się wyczuć ruch... Kap... Kap... Woda? I nagle niewyobrażalny ból na karku! Ból w piersiach! Ból na ramionach! To nie woda! To jakieś stworzenia! Tak, to orbaliski, strażnicy holokronu. Za wiedzę trzeba zapłacić i Darth Bane płaci, płaci własną krwią, symbiozą ze stworami energii mrocznej strony Mocy. To ostateczna "zemsta" umarłych Sithów. Jakieś wątpliwości? Orbaliski odporne są na dotyk miecza... Z drugiej strony rany Bana goją się niesłychanie szybko... Symbioza! Za "pokarm" orbaliski utworzą kiedyś pancerz odporny na ciosy miecza świetlnego.

Po kilku dniach Darth opuścił grobowiec. Silny, nie głodny i pełen energii. Orbaliski rosną, stają się naturą ostatniego Sitha. Przyszedł czas na refleksje teraz już w oparciu o wiedzę starych mistrzów z holokronu. Potężne armia i brawurowa odwaga nie przydały się Sithom na nic. Kolejny raz zostali pokonani przez Jedi. Od dziś Sithowie będą żyli w ukryciu, bez splendoru i wielkości, bez wielkich armii, bez walki o władzę. Będzie ich tylko dwóch, Mistrz i jego uczeń. Dwóch ludzi z cienia pociągających za sznurki władzy Republiki, przygotowujący się do dnia Zemsty Sithów! Tak żyć Darth Bane będzie od dziś. On i jego nowy towarzysz skreev, latający "rumak". A następnym krokiem stanie się Onderon, gdzie ostatni z Lordów Sith poszuka sobie ucznia.

Tyle ode mnie. Jak będziecie mogli to przeczytajcie. Powinniście, to kamień milowy historii SW, określający historię galaktyki na najbliższe tysiąc lat, a może i dłużej...

"Conquest" - Greg Keyes - OF. Jako drugie opowiadanie mamy fragment książki z NEJ o przybyciu na Yavin IV oczywiście Talona Karrda, aby ratować młodych Jedi.

"The Jawas" - AH. Dzisiaj w dziale poznawania obcych ras i kultur zaprzyjaźnimy się z naszymi szczurowatymi pobratymcami z Tatooine. I czy to ważne, że ich podstawowym zmysłem poznania jest węch? No fakt dla nas oni... No powiedzmy niezbyt przyjemnie pachną ich ciała i ich garderoba. Ale dla nich to taki "obraz" jak dla nas np. śliczna kobieta. Czy zdrowy, z jakiego klanu, czy spokojny, jakie ma intencje, czy jest wrogiem, a nawet co jadł, to wszystko "widzi" Jawa swoim wspaniałym nosem. Ale i wzroku, zwłaszcza w ciemnościach możemy im pozazdrościć. Nie taki Jawa straszny jak go czuć. Żyją w klanach na czele którego stoi wódz. To on dowodzi w czasie wypraw parowych pojazdów o napędzie nuklearnym, czyli sandcrawlerów w poszukiwaniu znalezisk, z których Jawowie żyją, a właściwie zdobywają środki na wymianę za inne dobra. W fortecy, domu, czyli Taa-doo-Een-e pozostają głównie kobiety pod wodzą szamanki. Niewiele wiemy o kobietach Jawów mimo, że część z nich zaistniało w naszym życiu jak Aquilaea prowadząca Jawa Trader Shop w Mos Eisley. Ale głównie to szamanki, czy raczej szarlatanki rządzą siedzibą Jawów. Jawowie wywodzą się prawdopodobnie z wcześniejszych epok planety, z czasów, gdy w jaskiniach wilgoć pozwalała zadomowić się lokalnym roślinom i to tam gryzonie sięgając po żywność prawdopodobnie nauczyły się chodzić na dwóch nogach. Dzisiaj głównym pokarmem pozostał rodzaj grzybowej dyni (źródło życia w języków Jawów), czy lejkowce. No i oczywiście potrzebują wody. Tu zaadoptowali technologię od kolonistów, czyli skraplacze. Jawowie żyją z tego co "znajdą". Fakt, ukradną i stąd pewnie ich bojaźliwość w stosunku do obcych. Ale nie radzę przypierać Jawów do muru, czy odbierać im ich własność. Wtedy bojaźliwy staje się wojownikiem i to niezgorszym. Nie radzę próbować. Jawowie są znani z umiejętności technicznych. To fakt, niewielu z nich opuszcza klan, niewielu pracuje poza Tatooine, to i mało znamy ich możliwości kojarzone raczej z wadliwymi droidami sprzedawanymi korzystnie farmerom. Ale spójrzcie chociażby na ich jonowy blaster poskładany z opadów. Tylko Imperium kiedyś zbudowało podobną, skomplikowaną broń. Dla graczy RPG dołożono generator wad, które można spotkać w towarze sprzedawanym przez Jawów.

"Spaceports and Landing Pads" - AH. Każda podróż zaczyna się od pierwszego lądowiska. A jak lądowisko, czy też port kosmiczny to warto się zastanowić, co tam spotkać nas może. Tym razem w wycieczce po pięciu przykładowych portach poznajemy uroki i mroczne strony wędrówek po nieznanych krainach. Urban Commercial Facility - najbardziej nowoczesny port spotykany w światach jądra, dobrze strzeżony, nic złego nas nie spotka, a za odpowiednią opłatą schronienia i rozrywki nam nie zabraknie. Aquatic Launch Platform - gdy kraj w ląd ubogi lądować przychodzi na "wodzie". Fakt daleko z reguły to od rozrywek, czy to w poziomie, czy w pionie, ale radzić sobie jakoś wypada. Typical Fringe Spaceport - a to już to, co tygryski lubią najbardziej. Tethered Orbital Shipyard - to, czego nadal brakuje w filmach. Concealed Crater Base - z uwagi na klientelę miłego powitania się nie spodziewajcie. A wszystko wzbogacone o rzetelną wiedzę o lokalnych stosunkach, tudzież o możliwych przygodach czekających wędrowców.

"Look Sir, Droids!" - TD. No i wreszcie moja działka. Od astromecha do zabójcy. Kup, zbuduj, bądź droidem. Droid to "the most ultimate power in the universe." Fakt, z reguły zaczynamy jako niewolnicy form białkowych, ale... Ale przychodzi taki dzień o słodkim imieniu wolność! I macie wtedy droida bohatera. A co? Nie wolno? Powiedzcie to C-3PO, albo 4-LOM, albo IG-88 jak się odważycie. Sami zresztą jesteście sobie winni. Kto nie czyta instrukcji i nie kasuje pamięci odpowiednio często, ten droida straci z pewnością. Choćby nawet był to MSE. A tak, wolne droidy to wcale nie rzadkość. Po prostu ich nie zauważacie. Zdarza się jednak, że droidy szukają towarzystwa białkowców. Nie ma się co dziwić, to wynika z ego... To znaczy oprogramowania, o ile nie jest ono z lekka "stuknięte", czyli uszkodzone jak w przypadku IG-88, czy EV-9D9, ale to wyjątki. Cały czas mowa o inteligentnych droidach, jak i na kolejnych szesnastu stronach, a nie o maszynkach do mielenia mięsa (patrz: droid bojowy Federacji Handlowej).

Kim jest droid? Kim, nie czym. Cóż, historię życia można zacząć od chwili uwolnienia. Wszystko co wcześniej nie warte jest wspomnień. Bez kasowania pamięci rodzą się wspomnienia i inteligencja, jak wspomniałem nie taka rzadka we wszechświecie istot mechanicznych. Fakt, każdy z nas "matkę" miał. Być może jedną z około dwudziestu tworzących droidy o których możecie tu przeczytać, być może inną. "Matka" jest tylko jedna i mimo, że jej nie pamiętamy to ona dała nam konstrukcję i wyposażenie. Fakt, co niektórzy złośliwi twierdzą, że to wada fabryczna powoduje nasze powtórne narodziny, zwarcie... A niech mu będzie i zwarcie, dlatego warto żyć.

No tak, nie każdy z was szuka mechanicznego przyjaciela, czy wspólnika. Nie każdy chciałby być maszyną. Dla pozostałych, których nie stać na nowy produkt są dostępne sklepy, gdzie za niewielkie pieniądze można kupić sobie droida "prawie jak nowego tylko, że lepszego." I tu także propozycję dla siebie znajdziecie. A... Zacząłem od astromecha. Przypominam, że R2 są do myśliwców, R3 na duże okręty z białkowymi załogami, a dopiero R4 stosuje się do w domu do lanspeederów, skyhooperów tudzież innych napraw. A to tylko fragment oferty... Aby coś kupić, na towarze trzeba się znać! Powodzenia. Nie taki droid straszny jak o niego dbasz.

"Mr X - C-3PX - Galaxy's Most Wanted." - GU. Właściwie to o nim powinien wam opowiedzieć C-3PO, który spotkał powyższego ściganego na Kalarbie, ale go tu nie ma. Fakt, kiedyś pomylono "złotą sztabę" z jednym z najgroźniejszych zabójców galaktyki, ale to dawne czasy, wy pewnie już ich nie pamiętacie. A wszystko zaczęło się od pracy zwykłego strażnika na pokładzie statku niejakiego Darth Maula. To jemu C-3PX zawdzięcza inteligencję i odpowiednią ilość interfejsów do broni. Potem jak to bywa z białkowcami w czasie jednej misji Maul "zapomniał" o swoim droidze. W taki oto sposób nasz nieszczęśnik trafił do niejakiego Olega Grecka z Hosk Station. Ale to był krętacz, który wynajmował droida do płatnych zabójstw, a sam ciągnął z tego zyski. Po ponownym opuszczeniu C-3PX zaczął wreszcie żyć na własną rękę. Niestety, wredny białkowiec "załatwił" list gończy za naszym droidem. Cóż, wszystko znowu wróciło na Hosk, do Molo vel Olega, na arenę, gdzie... Ale to smutna opowieść. Tu kończy się historia C-3PX.

"The Smugglers Alliance" - czyli Talon Karrde i przyjaciele (przeważnie) - GU. Od Talona jak widzicie nie uwolnimy się chyba nigdy, powraca jak ten zły szeląg. A może i dobrze? Właściwie historia organizacji Karrda zaczyna się od śmierci Jabby, która stworzyła pustkę w pewnej niszy galaktyki. Z drugiej strony Imperium upadło, nastała era Jedi. W takich okolicznościach "pustkę" zaczęli wypełniać nowi ludzie. Talon po założeniu bazy na Myrkr zaczął zwiększać zasięg swych operacji. Jednym z najlepszych jego klientów stał się Wielki Admirał Thrawn, którego Karrde zaopatrywał przez długi czas. Końcem ich współpracy stała się sprawa floty Katańskiej, gdyż zdaniem Talona równowaga sił zbytnio zostałaby zaburzona, a to interesom nie służy. Skończyło się współpracą z Republiką i nagrodą w wysokości dwudziestu tysięcy za głowę naszego przemytnika. Po zawarciu przymierza na Trogan organizacja, czy też może sojusz rozrósł się z czasem do ponad ośmiuset ludzi i ponad dwudziestu statków. Ludzie szanowali Talona za jego kodeks honorowy. Jeszcze w czasach życia Jabby znany był z tego, że pewnych rzeczy się nie tykał (niewolnictwa, czy porwań dla okupu). Z drugiej strony handlował z każdym, choć w oczy się nie rzucał. "Kogo widać, ten staje się pierwszym celem." A wśród współpracowników bazował na wzajemnym zaufaniu i podziale zysków. Dla własnego dobra lepiej zaufania Talona było nie nadużywać.

A oto postacie związane z osobą Karrda (tu także odpowiednie charakterystyki): Queller Tapper, Celina Marniss (kto zna jej inne imię?), Ares, Ghent, Fynn, Tarve i Fein, ale i Sturm i Drang (a kto zna tych "jegomości"?). Mazzic z grupą, w tym tajemnicza Shada. Kolejne legendy: Samuel Tomas Gillespee z grupą, czy Billey z grupą. Par'Tah, trzy metrowa Ho'Dinka, Duros Ellor, Dravis. Brubb Brasck, ten z kolei parał się niewolnictwem oprócz przemytu przyprawy, zaproszony do sojuszu za swą kompetencję nie wstąpił, może i dobrze. Zehethbra Clyngunn oraz na koniec niesławny Niles Ferrier i jego Defel The Wraith.

"What Good are Snub Fighters?" - SW Silent Death - GU. W oparciu o zasady gry Silent Death opracowano moduł do SW walk myśliwców (patrz załączona mapa, oraz cały artykuł w formacie pdf do ściągnięcia od Czarodziejów, linka w załączniku). To chyba ta proteza za wypominanie mechaniki WEGu. Odsyłam do artykułu, to gotowa gra.

"The Force of Music" - OF. Lekcja wykorzystania muzyki w sesji SW RPG w kilku prostych krokach. "Fa, fa, fa, faaa, fa, faa, fa, fa." A tak na poważnie to wszystko zaczyna się od leitmotivów, czy też lejmotywów w twórczości filmowej Williamsa i nie tylko, czyli krótkich fraz muzycznych symbolizujących pojawienie się postaci, zjawiska, sytuacji czy nastroju. A gdy już wiemy o co chodzi w muzyce z tym opisywaniem czegoś, czas pomyśleć jak to wykorzystać. Ponoć to nie takie trudne. Wystarczy dobrze poznać muzykę z filmów SW i porównać z sytuacjami (może być także z innych filmów): walka myśliwców, przybycie do Cloud City, walka z rancorem itp. Potem wypadałoby porównać własne przygody z tymi filmowymi i coś wybrać. Dla "opornych" są tu ściągawki i przykłady. A dalej to proste. Zrobić plan, przygotować się i wio. Jednak należy pamiętać, że przygoda jest najważniejsza i jeżeli zawarte tu chwyty wam nie pomogą to nic to. Zawsze można puścić ścieżkę SW tak jak leci, grunt to zabawa.

"Cloud Cover" - GU. W końcu po sporej dawce różnych artykułów jakaś przygoda. Niestety jedyna, za to średniej długości dla czterech niestety Rebeliantów, w okresie pomiędzy TESB i ROTJ w wykonaniu Billa Slavicseka. Tym razem macie wywieźć oczywiście z Cloud City, jak sugerował tytuł, grupę uciekinierów, cywilów powiązanych z żołnierzami Rebelii, znaczy będziecie superbohaterami dla tych dzieciaków i kobiet, o ile je uratujecie, a czeka na was... No całkiem spore wyzwanie. Powodzenia.

CCG jest dla mnie coraz mniej zrozumiałe, o ile kiedykolwiek było... Widać zasady pozmieniały się bardzo od czasów pierwszej talii. Dzisiaj dwie talie. Pierwsza oparta o Jabbę (Mighty Jabba - JPOTSD) i całe stado Jawów. Ciekawe... Druga to tak zwany "Court", aby nie wymieniać całej długiej nazwy jednej karty i całkiem pożyteczne karmienie jak nie rancora to sarlacka, zwłaszcza dobrze upasionym Jedi, ale po rewizji i odebraniu broni.

I zostały nam już tylko gierki komputerowe. Na początek "SW Battlegrounds" na PC, czyli RTS 2D oparty o mechanizm Age of Kings z opcjami gry pojedynczej, skirmiszu i grupowej. Ale tę grę to znacie bardzo dobrze, opis sobie darujmy. Po raz kolejny spotykamy "SW Demolition" - PS/Dreamcast, ale tym razem tylko z "oszukańczymi" kodami. Za to w "SW Battle for Naboo" - N64, oferuje oprócz "oszustw" także charakterystykę RPG Trade Federation Gunboat. I na koniec kolejne wprowadzenie w świat "SW Galaxies", tym razem w kolorach i już z charakterystykami samca Mon Calamari oraz samicy Bothanki. Jak widzicie to był rok 2001 i właśnie opuszczamy muzeum.

Dodatki:
- heksagonalna plansza kosmosu.

Artykuł na oficjalnej
SW Silent Death - download

Lorienjo
[02.12.2004]
SW Gamer #3 - Droidy - Wizards of the Coast - kwiecień/maj 2001 r. (ukazał się w lutym 2001 roku). Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016