strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie Droida - Film Review Special #56 - Star Wars nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Opinie Droida by Lorienjo


Czy pamiętasz swój pierwszy raz z Gwiezdnymi Wojnami? Czy był to seans w kinie? Czy film na wideo? A może prezent urodzinowy? Jeśli to czytasz to był to jakiś bardzo ważny element w twym życiu i na pewno nie była to zmora Jar Jara. Na 88 stronach ze 146 ten specjalny numer Film Review przedstawia najważniejsze elementy sagi oraz kilka spoza niej, ale zaliczanych z pewnością do zjawiska jakimi stały się SW poprzez te jakby nie było już kilkadziesiąt lat. Fakt, nie zawsze były to przyjemne rzeczy, niektóre były komiczne, inne żałosne, ale to ciągle SW, a ty należysz do nich.

Każdy z artykułów w magazynie jest wzbogacony przede wszystkim o wspaniałe zdjęcia, ale i anegdoty, fragmenty scenariusza, napisy początkowe z filmów, plakaty, czy chociażby notki biograficzne najważniejszych aktorów. Nie zabrakło uszczypliwości, ale i solidnej wiedzy faktograficznej, dzięki której możemy lepiej zrozumieć z czym porwał się Maker, aby zdobyć słońce. Ile poświęcił, a ile zyskał. Dziś, gdy saga domyka się, możemy pokusić się o podsumowanie... Tylko czego? Chyba najlepiej będzie, gdy własnego przywiązania do bardzo, bardzo odległej galaktyki, którą stworzyły dla nas...

Episode I: The Phantom Menace. "Back to the beginning." Był rok 1994, jedenaście lat od ostatniego filmu i George Lucas podjął decyzję: "Zrobię to." Na świecie wielu fanów odetchnęło z ulgą. "To będą prequele, a nie sequele." Hmmm... Gdy we wrześniu 1998 roku ogłoszono tytuł "Mroczne Widmo" reakcja była jedna. Co? Na szczęście otwarcie nie było złe, jeszcze lepsze okazały się następne dni wyświetlania. Film, który zarobił najszybciej 100 milionów. Ale i przyszła krytyka. Zbyt wielu rozczarowanych w stosunku do nowo-zachwyconych. "Clumsy and pointless." Reakcją Makera było: "To skąd ten dochód? Ludzie kochają ten film." Skąd ten dochód? To dobre pytanie. "Fani zawsze byli niezadowoleni. Ciągle im coś nie pasowało, nawet w poprzednich filmach." Pamiętacie Ewoki? Idea prequeli wzięła się z legendy napisanej na kilku kartkach jako wprowadzenie do EIV. To nie nadawało się do sfilmowania, ale z grubsza określało co zdarzyło się wcześniej, aby uchwycić klimat. Sequele mogłyby powstać, gdy Han i Leia będą mieli po 70 lat, ale i Lucas też, a trylogia to dziesięć lat życia i mistrz obawiał się, że nie podoła, że nie zdąży. SW kończą się po EVI i już. To była pierwsza decyzja. Drugą była ta, że jednak nakręcimy EI, film z dziewięciolatkiem. Dla całości historii ten film MUSIAŁ powstać, pokazać skąd się wziął Anakin, gdzie dorastał i dlaczego stał się tym kim się stał. Ale to film z dziewięciolatkiem? I tu dochodzimy do moim zdaniem najważniejszej kwestii. Lucas liczył się z tym, że film może nie odnieść sukcesu i trzeba będzie poświęcić 20 milionów. Podobnie jak ANH, choć pieniądze były inne. Trudno. Wyobraźcie sobie reakcję działu marketingu? Wywalić 20 milionów, pracę tylu ludzi? Czy powstanie następny film? Maker twierdził, że sobie poradzi. A może by najpierw nakręcić EII i EIII, a EI zostawić na koniec? Decyzja Georga była jedna: "Nie! Kręcimy EI." Wszyscy znamy TPM, wiemy jaki jest. To teraz wyobraźcie sobie jaką pracę włożył w promocję filmu ów dział marketingu, że kasa popłynęła strumieniem i to coraz silniejszym. Tak, moim zdaniem to zasługa tych nielicznych ludzi, nieznanych, niedocenianych, nielubianych. Gdyby nie oni to sądzę, że byłaby to klapa, nawet fani by nie pomogli. Ale wszystko dobrze się skończyło dla Lucasa, choć zdania swego zmienić nie chce. "Ludzie kochają ten film. Spójrzcie ile zarobił?"
Aż do tej chwili nie wspomniałem pewnej postaci, anty- czy też bohatera TPM. Tak, zgadliście, Jar Jar Binks. Postać do jednej sceny. Której? Oczywiście zjednoczenia gungan i ludzi. Reszta to tylko lukier na ciastku z brązowego cukru... Oczywiście powstał dla dzieci, aby wypełnić lukę po... Chewbacce. Obcy, ale jakoś dziwnie mówił akcentem amerykańskiego niewolnika z południa i zagrał go afroamerykanin. Już kiedyś podobną kwestię poruszano w stosunku do Georga, ale dla nas Polaków może to takie oczywiste nie jest. "Everybody hates Jar Jar." Tu także należałoby wspomnieć owe nieszczęsne midi... Co? No te, takie, jakieś tam, podobne do mitochondriów. One też filmowi nie pomogły. Ale jak Lucas na nie wpadł? I po co? Biedny Qui-Gon... Posłańców przynoszących złe nowiny z reguły czekał marny los...

Episode II: Attack of the Clones. "Let's get digital." O plusach i minusach cyfrowego kręcenia filmów rozmawialiśmy już nie raz. Że głębia, że ostrość, że światło, że potrzeba trzech planów, że makiety muszą być większe i dokładniejsze, że lepiej, ale drożej itd. itp. Lecz filmy cyfrowe stały się faktem i kinematografia zrobiła kolejny krok. Nawet aktorów można tworzyć i poprawiać do tego stopnia jak przy produkcji klonów i masowym oznaczaniu ich hełmów kodem THX 1138. Tylko czy przy tym całym pędzie do cyfrowego "świata" nie zapomniano o istocie samego filmu? Tak, Episode II to technologia obrazu i "nic więcej".


Episode III: Revenge of the Sith. "Sith happens." Nareszcie koniec "back-to-front' największej sagi w dziejach kina. I być może czeka nas w końcu sukces po poprzednich dwóch klapach. To EIII zawsze był najważniejszy dla Nowej Trylogii mimo, że Darth Vader zajmie w nim tylko około dwóch minut. Fakt, poprzednie dwa epizody przygotowywały nas do nieuniknionej przemiany, ukazywały motywacje i ich źródła, którymi kierował się młody Jedi. Film pełen będzie postaci, których nie spotykamy w EIV, lecz wygląda na to, że Maker wsłuchał się w pewne głosy, choć pewnie się do tego nie przyzna. Mało lub wcale Jar Jara. W końcu walczyć będą duże futrzaki, czyli Wookie na swej ojczystej planecie. Czeka nas także wielka bitwa w kosmosie i to bez dziewięcioletniego super pilota i bohatera. Czeka nas uczta pojedynków na miecze: Anakin i Dooku, Mace Windu, Yoda i mistrz Sithów, Obi i zGrywus, i w końcu dwanaście minut oczekiwanej od tylu lat walki Obi-Wana z Anakinem. Wszystkie dobre i oczekiwane elementy są na miejscu więc, czy można zepsuć taki materiał? Przekonamy się 19 maja.

Episode IV: A New Hope. "Don't throw it away. We'll use it later." George Lucas ma czerwony skoroszyt, w którym zbiera wszystkie pomysły na jakie wpada. Nie wyrzuca ich, wcześniej czy później się przydadzą w tym, czy innym filmie. Proces powstawania pierwszego filmu SW przypomina wielokrotnie składaną układankę, której efekt finalny w ogóle nie przypomina tego co było na początku. Co więcej pomysły trafiają do innych filmów, albo pochodzą z wcześniejszych. Dobrze mieć taki skoroszyt. Przekonał się o tym Alan Dean Foster w trakcie pisania nowelizacji wtedy jeszcze nie EIV i nie ANH, ale zwyczajnie "Star Wars". To z owej czerwonej "książeczki" pochodzą informacje o dwunastu, potem dziewięciu i w końcu sześciu filmach. Dziewięć przetrwało aż do EI... Dziś mamy sześć i nadzieję na serial TV w epoce po ROTJ. Ale wróćmy do nowelizacji. Na przełomie 1977 i 78 roku szturmowcy byli klonami hodowanymi w wylęgarniach, więc to nie taki znowu nowy pomysł. Tak ale... Ale kryształ Kiber? Obi-Wan miał nie zginąć i przekazać Lukowi owe "świecidełko" ogniskujące Moc, aby mogło polecić do ataku na DS na konsoli X-winga. Niestety Ben zginął i kryształ zaginął, ale nie na zawsze. Skoro A.D. Foster napisał nowelizację "Star Wars" pod pseudonimem George Lucas, to nie wolno zapominać, iż w owym czasie pracował już nad "Splinter of the Mind's Eye" (po naszemu "Spotkanie na Mimban"), gdzie kryształ powrócił, a Vader wpada do studni jak wiele lat później obie połówki innego bohatera. Z pewnością jednak nie wiecie, że książka ta miała być kołem ratunkowym gdyby EIV poniósł klęskę, stanowiąc nisko budżetowy materiał na sequel. Na szczęście stało się inaczej, a Yuzzem powrócili w ROTJ: SE. W ogóle jakby dobrze się wczytać, to wcześniejsze scenariusze zawierają wiele elementów wykorzystanych w NT: Utapau, Anikin, Clieg, poszukiwania elementu S-4, Clieg, Binks,... Praca Georga przy "Czasie apokalipsy" wpłynęła zaś na jego fascynację możliwością pokonania bardziej technicznie zaawansowanego przeciwnika przez prymitywne plemię... Ewoki... Gunganie... Wookie... W styczniu 1975 główne wątki zaczęły się rysować: dwie połówki mocy, ta dobra i ta zła, przerośnięty Senat Republiki, skorumpowany przez gildie Trasnportowe, Jedi uznani za zdrajców gdy chcieli ogłosić prawdę o konspiracji i oczyścić Senat, część Jedi dobrowolnie poddała się osądowi, lecz Senat skrycie wywołał niepokoje rasowe (sic!) i wspierał terrorystów aby na skutek wzrostu przestępczości ogłosić powstanie Imperium. Prawie, prawie... Trzydzieści lat temu. Sporo jest takich smaczków w czerwonym skoroszycie Makera. Efekt odpowiedniego zmontowania układanki znamy. A ciekawe, czy można by znaleźć w nim plany na EVII-EIX, a może i X-XII?

Episode V: The Empire Strikes Back. "The best sequel in the galaxy." Wiecie jak się robi sequele? To proste. Jeśli film odnosi sukces (czyt: zarobi więcej niż kosztował), to robi się następny za większe pieniądze z tą samą historią i większym rozmachem. Gdy i ten zarobi, to należy coś zmienić, dodać nowego bohatera, zmienić miejsce akcji lub główny wątek i robi się trzeci film. Recepta prosta i powtarzana wielokrotnie. Ale nie z EV... To nie jest standardowy sequel. Drużyna nam się rozpada, film opowiada historię poszczególnych bohaterów, rozwija ich, pogłębia. Fakt, może i kilka elementów się powtarza, ale tak naprawdę to ROTJ jest sequelem EIV i właśnie dlatego "Imperium Kontratakuje" z pewnością jeszcze bardzo długo będzie uznawany za najlepszy sequel na świecie. Co za ironia...


Episode VI: Return of the Jedi. "Confessions of a Jedi set crasher." Jeśli jeszcze nie zauważyliście Film Review jest magazynem filmowym. Tu zamieszcza się krytyki i komentarze dotyczące różnych filmów, a nie tylko SW jak na przykład SW Insider. "The movie bible since 1950!" To hasło z okładki. Krytyka filmu... O ROTJ nie napisano nic, za to wstawiono wspomnienia scenarzysty Petera Briggsa z planu filmowego właśnie EVI. Nie, on tam nie pracował. Był wtedy dzieckiem i chodził do szkoły, o czym możecie się przekonać w pierwszej minucie czterdziestej ósmej sekundzie dokumentu z czwartego DVD CT "Empire of Dreams". Cóż, jakoś ojciec załatwił mu wejście do studia, zwolnił ze szkoły, zawiózł, dał aparat fotograficzny do kieszeni i cały dzień czekał w samochodzie pod pobliskim pubem. Brzmi jak sen... I nie ważne, ze logo Imperium to zwykła, metalowa podkładka. Nie ważne. Najważniejsze są marzenia i nawet EVI tego nie popsuje.

The Lost Episode. "Attack of The Holiday Special". "Something that must be seen to believed." A potem nie zapomnijcie o kasowaniu pamięci. Historyjka z 1978 roku jest dość ciekawa. Pomiędzy EIV i EV Chewbacca musi wrócić na Kashyyyk, aby połączyć się z rodziną, żoną Malą, synem Lumpim i ojcem Itchym, aby wziąć udział w wielkim Święcie Życia. Niestety na drodze Sokoła stoją siły Imperium. Fakt historia wymaga pojawienia się Luka i Lei, i dobrze się kończy, ale... Oprócz znanych nam już obrazów i domu na Kashyyyku pojawia się także: sklep, kantyna, reklamy, program kulinarny i cała masa numerów estradowych znanych za oceanem "gwiazd", a także i Lei. Jak mogło dojść do czegoś takiego? Pewną wskazówką może być brak nazwiska Lucasa czy to w czołówce, czy w "liście płac". Okres po EIV był czasem kształtowania się koncepcji jak wykorzystać "licencję" na SW. Trzeba było podtrzymać zainteresowanie ludzi do czasu EV. Powstało kilka dość dziwnych projektów, między innym jak ten dwugodzinny show telewizyjny CBS. W trakcie George utracił jakąkolwiek kontrolę nad projektem, reżyser zrezygnował, a nowy dokończył to o czym nie miał pojęcia. Stąd brak poparcia Georga dla czarnej owcy uniwersum SW. A gdy udało mu się w końcu wykupić prawa do "widowiska" to zniszczył wszystkie negatywy i kopie, które udało mu się wytropić. Gdyby nie fani to pewnie byśmy już nie pamiętali, że coś takiego kiedykolwiek istniało. Co ciekawe najlepszym elementem HS jest dwunastominutowy film animowany z udziałem Boby Fetta. Okrawki są najlepsze. Ale to jeszcze nie wszystko. Powstało jeszcze kilka innych zjawisk. Fakt, dziś są sprzedawane na DVD pod nazwiskiem Makera, ale czy powinny leżeć na tej samej półce co saga?

FanAtic. Gdy spytacie przechodnia z czym kojarzy mu się SW, jedną z odpowiedzi będzie z pewnością: fanatyczni adoratorzy. Czy ja ma się już obrazić? Nie, nie będę taki. Wybaczę błądzącemu. Fani SW to z pewnością zjawisko na skalę światową. Ich działalność przejawia się różnymi elementami, od "Niech Moc będzie z tobą", po... No właśnie, co leży po drugiej stronie? Czy jest jakaś granica?
Fanfilm? W roku 1997 grupa "wariatów" na wzór serialu COPS nakręciła dzisięciominutowe wspomnienia z życia szturmowca na Tatooine pod wdzięcznym tytułem "Troops". Jakość szczegółów, efektów i dopasowania do świata SW została postawiona na tak wysokim poziomie, że mimo euforii kręcenie fanfilmu przypomina z marszu bicie rekordu świata. Od tego czasu powstało wiele wspaniałych filmów. Nawet firma Lucasa zwróciła na nie uwagę i od kilku lat fanowskie dzieła mogą startować w oficjalnym konkursie, i to legalnie. Najważniejszą nagrodą zawsze jest ta przyznawana przez mistrza. "Pink Five", "Christmas Tauntauns" czy "Escape from Tatooine" są dziś wzorami jak kilogram z Sevre pod Paryżem. Czy można zrobić coś więcej? Lepiej? Marcus Lewiss, twórca "The Order of the Sith", sugerując się pewną australijską produkcją, postanowił do swego następnego dzieła zaprosić aktorów grających już w gwiezdnej sadze. W "Vengance" wystąpi ich trzech: Michael Sheard, Jeremy Bullock i David Prowse. A co będzie kolejnym wyzwaniem?

Fan camping? Jeff Tweiten zalicza się z pewnością do ekstraordynaryjnych fanów. Nic dziwnego, od pierwszego stycznia koczuje pod kinem w oczekiwaniu na EIII. Ale czy ktoś z was ma na liczniku ponad tysiąc projekcji każdego epizodu? Ten dwudziestoczteroletni grafik postanowił spędzić 138 dni na ulicy, aby być pierwszym, który kupi bilet. Możecie go wesprzeć wysyłając meila, albo poczytać jego blog na www.waitingforstarwars.blogspot.com. Fakt, nie udałoby mu się bez przyjaciół podrzucających mu żarcie i czyste ciuchy, bez możliwości skorzystania z łazienki i prysznica w pobliskim biurze, bez pracy... A tak. W chwilach wolnych od starwarsowania pracuje na swym laptopie, w końcu jest grafikiem. Teraz ma nawet więcej zleceń niż przedtem. Co znaczy sława? Śpi po cztery godziny dziennie, wypija dwa dzbanki kawy, wypala morze fajek, ale nie narzeka bo jest fanem. Czasem mu się trafi coś nadzwyczajnego, jak ciekawy człowiek do rozmowy, czy nawet randka w ciemno, dosłownie na ulicy. Niebawem dołączą do niego inni fanatycy, tacy czterdziestodniowi, o ile obecnie ma już zezwolenie na swą "działalność", gdyż w trakcie drukowania tego artykułu został usunięty z chodnika zarządzeniem lokalnych władz. Życie fana do lekkich nie należy...
Plakaty fanowskie? Tu należy wspomnieć jedną osobistość internetowej przestrzeni: The Phantom Faker. I wszystko jasne. Ma na koncie cztery plakaty uznane przez najważniejsze serwisy internetowe SW za oryginały. Oszukuje? Nie. Nigdy nikomu nie zasugerował, że jego praca jest oryginałem. To inni narwańcy stworzyli historię. Trzeba być dobrym w tym fachu, w każdym fachu, gdyż dla prawdziwego fana SW granica nie istnieje .

The curse of Star Wars. Klątwa? A gdzie Tutenhamon? A nigdzie, bo choć zaraz wspomnę wam o dotyku Midasa jakim obdarzają swych twórców SW, to jednak to ciągle ta sama galaktyka, która niestety dla niektórych stała się killerem kariery. Fakt, nie dla wszystkich. Zacznijmy od Jasnej Strony SW. Harrison Ford, gwizdnął spod nosa rolę Indiany Tomowi Selleckowi i poszło. Samuel L. Jackson, mimo kiepskiego przyjęcia TPM ma się dobrze, zresztą sam się dopraszał w mediach, aby Lucas go zatrudnił. Joe Johnston, od "art directora" do pełnego reżysera w "Jumanji", czy w butach Spilberga w "Jurasic Park III". Keira Knightley, dwórka Amidali też z TPM, a dziś... I w końcu ILM. Tu komentarz jest zbędny.

Jednakowoż tematem artykułu jest Mroczna Strona SW, a ja nie chciałem was od razu dołować. Mark Hamill. Choć dziś zaczyna się podnosić z kolan, jednakże po latach tłustych SW nastały dla niego lata boleśnie chude. Nie miał takiego farta jak Ford, ale i rola nie była tak otwarta jak Solo. Mimo to nie narzeka. Brawo dla tego pana. Jake Lloyd. Niespodzianka? Nikt nie wie, co Lucas i Robin Gurland (szef od castingu) w nim widzieli. Ja sam widziałem ostatnią trójkę wybraną do roli Aniego i Jake nie był moim faworytem. Za słodziutki... Marionetka Makera... Ktoś, kto pracował ze Schwarzenegerem i Depardieu dziś jest artystycznym trupem. Anthony Daniels. Kolejna niespodzianka. Ten świetnie zapowiadający się aktor teatralny nie chciał przyjąć zaproszenia Lucasa. To agent go namówił i właściwie zastawił sidła (pewnie chciał zarobić). Cóż, oprócz roli C-3PO Tony nie ma nic ciekawego w swojej biografii. Ale jak to droid nie narzeka. David Prowse. Fakt, przed SW jego kariera nie była zbyt błyskotliwa, zwłaszcza gdy się ma 6 stóp 7 cali wzrostu, ale po... Lepiej nie wspominać. A na koniec zostawiłem wam najlepsze. George Lucas osobiście. Jeden z najlepiej zapowiadających się reżyserów Hollywood nowego pokolenia lat siedemdziesiątych, "American Graffiti", "THX 1138". A potem SW w 1977, i nic do 1999. Poświęcił absolutnie wszystko dla SW i stworzeniu firm tworzących obraz współczesnego kina. Gdy dobrze się zastanowić to właśnie on jest najbardziej dotknięty klątwą Gwiezdnych Wojen. Fakt, niektórzy by tak chcieli, lecz Moc ma nie jedną stronę.

Artykuły z zachodu: 1, 2. Dodatkowo z nowszego numeru: 3 i 4.

Lorienjo
[10.07.200]
Film Review Special #56 - Star Wars - Visual Imagination Ltd. - luty 2005 r. Czekamy na Twoje opinie o Opiniach Droida na forum Holonet.pl w tym topicu.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016