strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Opinie czytelników - "Próba Jedi" - "Jedi Trial" - David Shermann i Dan Cragg - Napisał: Baca nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


The Clone Wars have begun, potężna machina zatrybiła z ciężkim zgrzytem na piaskach geonosjańskiej areny, ruszyła i nie zatrzymywana toczy się po niezliczonych frontach przedzielonej konfliktem Galaktyki. Frontów jak już wspominałem jest więcej niż ziarenek piasku na którejkolwiek z pustynnych planet naszego ukochanego Uniwersum. Jedną z takich planet, jak i jednym z frontów, niespodziewanie staje się Praesitlyn. Ale czemu właśnie mała, nieznacząca planetka, która w repertuarze swoich bogactw posiada jeno piasek i, hipotetycznie prawem analogii do pewnej pustynnej planetki w układzie dwóch słońc, przynajmniej jednego co dzień ratującego Galaktykę herosa? Centrum Łączności Intergalaktycznej. Tylko czemu takie ważne miejsce znajduje się w klimacie gwarantującym konieczność częstej konserwacji, a podczas wojny pozostawał tam tylko zapyziały garnizon, niezdolny obronić nawet siebie przed nudą? Oczywiście odpowiedź jest jedna - ktoś to wszystko 'przewidział'. I to właściwie pierwsza pretensja do pary autorów tego tworu: Davida Shermana i Dana Cragga.

Modna ostatnio tendencja do powierzania powieści dwóm ludziom miast jednemu, przyniosła tym razem przeciętne skutki. A że łatwo przewidzieć dalszy ciąg akcji, na skromną placówkę napadają potężne siły inwazyjne (dowodzone przez bankiera z wyuczonego zawodu, Separatystę z wyboru, maniakalnego popijacza barwiącej jamę ustną na fioletowo herbatki ze śledziony dianogi, porywającego techników Centrum jako zakładników, psychopatycznego Muuna - Porsa Tonitha) w celu niszczenia, palenia, gwałcenia, grabienia etc. Kiedy oczywiście jest już za późno, zasiedziała Rada Jedi z powodu braków kadrowych wysyła na ratunek młodego "starego Skywalkera" oraz Nejaę Halcyona - męża Scerry, ojca Valina, dziadka Corrana, teścia Mirax.

Po takim wstępie mamy prawo sądzić, że na łamach tego wydania dowiemy się czegoś więcej o Nejai ([i]first mentioned[/i] w I. Jedi). Nic bardziej mylnego, Nejaa okazuje się tylko stary i zmęczony życiem oraz bagażem sekretnej rodziny - ot taki "mężczyzna z przeszłością/kobieta po przejściach" - a jego rola zasadza się na siedzeniu i czekaniu na dalszy rozwój sytuacji. 'Odkryto' tylko część kulis wydarzeń na Bpfassh i zaprezentowano nam Zozridora Slayke'a przywódcę Synów i Cór Wolności, który uprzedzając naszych bohaterów i ich kontyngent klonów powstrzymuje ze swą kompanią droidy. Powieść kontynuując tradycję Shatterpointa, Medstarów i Cestusa wpisuje się w konwencję serii Clone Wars i mówi o wojnie 'lądowej': złej, wyniszczającej i krwawej. Stąd niech nie dziwią drastyczne obrazy poranionych klonów i dwóch armii 'ludzkich' broniących Centrum przed nawałą wroga. Niestety. Niestety - to słowo sponsoruje dzisiejszą recenzję.

A więc... niestety, kompletnie niezrozumiałe wymuszenie na sobie przez autorów trzymania się tylko walki lądowej zapędziło ich w róg, gdzie flota Separatystów i kolejne republikańskie stacjonują wokół Praesitlyn nie oddając do siebie strzału, ani nie bombardując z orbity wrogich oddziałów lądowych, żeby "nie naruszyć równowagi". Brzmi to i jest to kosmicznie głupie. W ten sposób sztucznie utrzymuje się status quo między posiadającym kolosalną przewagę Tonithem, a walczącymi z trudem obrońcami Republiki. W końcu jednak Anakin i Nejaa lądują, i jak łatwo się domyśleć, pokonują złych. Tymczasem niestety, bo jakże by inaczej, wrócę tu do autorów, powieść rozlewa się i jest nieskładna, wątki i postacie wyrastają jak łby hydry i równie szybko odpadają ścięte mieczem Heraklesa. Chwilami odnosiłem wrażenie jakby proces powstawania tworu odbywał się następująco: jeden z panów D. siedzi i pisze powiastkę nie konsultując się z kolegą, w pewnym momencie zaskoczony przez owego traci ją, a jego wspólnik zamykając się przed nim pisze coś swojego, totalnie nie konfrontując swojej wizji z wcześniejszymi dokonaniami poprzednika. Oczywiście za chwilę temu drugiemu także powieść zostaje odebrana, a krąg zatacza kolejne koła. Jak w amerykańskich kreskówkach kiedy dwie strony z okrzykiem 'moja', 'a nie, bo moja' wydzierają sobie z rąk (dajmy na to sok z gumijagód), aż do chwili nieuwagi i wielkiego artystycznego "BRZDĘK". Stąd zupełnie bezsensowne wątki: Asajj Ventress (pojawia się na okładce, ale w tekście ino na przekazach holograficznych, a mówi nie więcej jak Spartiata); Palpatine'a, Obi-Wana, Nejai itd.

Całość sprawia wrażenie historyjki pospiesznie skleconej, po to, żeby opakować ją w folię SW i sprzedać nieświadomym niczego nieszczęśnikom. Bowiem jak inaczej uznać za dobrą powieść w której: głównymi bohaterami okazuję się para wojskowych z Praesitlyn, którzy nie dość, że p****szą wszystko do czego zostaną skierowani, to jeszcze proszą Anakina o spełnienie 'kapitańskiej powinności'; pojawia się Rodianin Grudo, który tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wszyscy Rodianie mają imiona zaczynające się na GR a kończące na DO, z jakąś samogłoską pomiędzy, ewentualnie dwoma, kiedy wyczerpie się krótki przecież limit samogłosek, a na dodatek ginie on lipnie od 'bratniego ognia'; klony ARC zwane są SOZ ("Służby Oczyszczania ZOO" ??), w dodatku padają łatwiej niźli gzy od końskiego ogona; pojawia się kolejna 'para' - dwóch strażników, którzy kompletnie nie rozwijają fabuły, ani nic nie wnoszą; podany jest pełny spis nazw stopni wojskowych od szeregowca po jenerała; w armii Republiki najważniejszym facetem okazuje się typ, który dostarcza oddziałom zaopatrzenie; całe dwustu dwudziesto stronicowe regularne zmagania okazują się o d*pę potłuc, bowiem wystarczyło od razu ruszyć z garstką wojaków przełajem na straceńczą misję ostatniej nadziei, gdzie szanse przeżycia są jak jeden do miliona, a na koniec sprawdzonym manewrem rozwalić okręt sterowania droidów. Wszystko to jest tak prawdopodobne, jak to, że jeszcze kiedyś przeczytam tę książkę raz jeszcze. Szczerze odradzam.

Baca
[4.12.2006]
Czekamy na Twoje opinie na forum Holonet.pl.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016