strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Czytelnia > Fan-Fiction > Opowieść o Przeklętym Lesie nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


OPOWIEŚĆ O PRZEKLĘTYM LESIE

Jan 'Avatar' Kozłowski

Na skraju wioski stał sobie od wielu lat sklepik starego Avaltacha. Mieszkańcy bardzo często robili w nim zakupy wiedząc, że mogą tu znaleść praktycznie wszystko niezbędne im do życia: od żywności do materiałów budowlanych. Tak było przez wiele lat jego niczym niezakłóconego isnienia, lecz tej nocy sklep miał zostać po raz pierwszy okradziony.

To miała być szybka akcja.

Loren rzucił kamieniem i szyba rozprysła się jak bańka mydlana. Natychmiast wbiegł do środka i dopadł szkatułkę, w której Avaltach zawsze trzymał pieniądze. Wiedział, że teraz nic go nie może powstrzymać przed zdobyciem łatwego łupu. Chyba, że byłaby to ręka bogów. W tych jednak nie wierzył.

Wybiegł ze sklepu i skierował się w najbliższą ciemną uliczkę - bał się zostać zauważony, ponieważ zbudzeni hałasem mieszkańcy zaczęli podejrzliwie wyglądać zza zasłon.

Nagle rozległ się przeraźliwy ryk. Loren słyszał kiedyś o zjawach, podchodzących nocami pod ludzkie osiedla. Człowieka, któremu dane było usłyszeć ich wycie podobno czekała niechybna śmierć.

Niebo rozświetliło się. Złodziejaszek ujrzał w końcu sprawcę tego zamieszania. Ogromna trójkątna zjawa w niczym nie przypominająca człowieka leciała znad gór otoczona zielonymi błyskawicami. Loren wiedział już, że to Garagoth - mityczny upiór, o którym często opowiadała starszyzna wioski. Jego wędrówka zawsze kończyła się w Przeklętym Lesie - siedlisku wszelkich złych duchów i demonów.

Złodziej, dotychczas niewierzący, padł na twarz i zaczął wołac do bogów o litość.

* * *

Stary szaman Orbon siedział jak zwykle o tej porze nocy w swojej jaskini i przyrządzał różne mikstury. Po wiosce chodziły plotki jakoby w ich skład wchodziły między innymi resztki ludzkich zwłok wykopywane przez szamana na pobliskim cmentarzysku. Ten zawsze tylko uśmiechał się gdy je słyszał, bo cóż miał zrobić skoro w rzeczywistości parzył jedynie wywary z leśnych ziół służące do leczenia chorych i starców?

Z zamyślenia wyrwał go wojownik z wioski, który wpadł do jaskini jak burza.
- Ga... - próbował nabrać tchu - Garagoth, Orbonie! Zbliża się!
Szaman wstał, wziął z półki krzyształową czaszkę, swoją laskę zrobioną z kości różnych zwierząt i kilka świec. Naturalnie jako człowiek światły - skończył przecież studia na Coruscant - nie wierzył w ich rzekomo magiczną moc, wzbudzały one jednak szacunek wśród ludu, który cały czas żył jak jego prymitywni przodkowie sprzed tysięcy lat.
- Zaraz go przepędze - Orbon ruszył ku wyjściu.

Wiedział, że Garagoth, a raczej nieznany statek kosmiczny, zawsze kończył swój lot w pobliskim lesie nazwanym Przeklętym, ze względu na dziwne rzeczy, które się w nim działy. Jego zadaniem było zatem nie tyle powstrzymać "upiora", na którego niestety nie mógł mieć wpływu, lecz powstrzymać swój lud od paniki. Jedyne co go zastanawiało, to to, że ów statek kosmiczny rozbijał się koło wioski co równe dziesięć lat.

Po chwili dotarł na wzgórze, z którego można było obserwować zarówno wioskę jak i Przeklęty Las. Na miejscu byli już wszyscy mieszkańcy. Zachowywali oni całowitą ciszę - bo i po co zwracać na siebię uwagę złego ducha?

Widoczny w oddali Garagoth najwyraźniej toczył właśnie walkę z innym upiorem, ponieważ oba ziały na siebie ogniem.

Orbon spokojnie ułożył na ziemi trójkąt ze świec, a w jego środku umieścił czaszkę. To co się za chwilę zdarzyło wprawiło ludzi w najwyższe zdumienie. Oczy czaszki zaczęły świecić, a w jej wnętrzu zaczęły się tworzyć świetlne wzrory i efekty, których nikt z obecnych nie podjąłby się opisać.

I nic dziwnego, bowiem została ona wykonana z kryształu przez samych bogów. Orbon nie słyszał, aby równie wspaniały artefakt istniał na jakimkolwiek ze światów Nowej Republiki, która zajmowała przecież prawie całą znaną galaktykę.

Po chwili wszyscy wiwatowali na cześć swego szamana, którego magia po raz kolejny pokonała Garagotha. Upiór bowiem skrył się właśnie w swoim lesie, a za nim podążył i drugi.

* * *

Godzinę później starszyzna i Orbon siedzieli w domu wodza wioski.

- Widzieliśmy co dla nas zrobiłeś, Orbonie - odezwał się wódz - dziękujemy ci za to. Ale... - zawachał się na moment - czy nie dało by się przepędzić go raz na zawsze?
Szaman zastanowił się chwilę.
- Rozmawiałem wczoraj z bogami - Orbon przypomniał sobie niedawną rozmowę z komputerem umieszczonym w jego jaskini. Wierzył oczywiście w bogów, jednak znowu nie znalazł sposobu, aby wytłumaczyć pobratymcom zasad działania nowoczesnych urządzeń, które poznał na innych światach. - istnieje pewien sposób.
- Powiedz nam jaki, a zapewnimy ci wszelkie potrzebne środki - rzekł wódz z niezwykłą pewnością siebie.
- Ja i kilku wojowników musimy pójść do Przeklęteg Lasu.
Wódz zamarł a starszyzna zaczęła szeptać między sobą.
- To niewykonalne, tam żyją upiory i demony! - krzyknął jeden ze starców.
- Skoro nasz szaman pokonał Garagotha, to czemu nie miał by poradzić sobie z innymi upiorami? - powiedział inny.
- Ale czy będzie potrafił ochronić naszych wojowników?
- Potrafię to zrobić - odparł Orbon
Starszyzna poszemrała między sobą. W końcu jeden ze starców powiedział coś na ucho wodzowi. Ten wysłuchał i rzekł:
- Dostaniesz wojwników, wielki Orbonie. I niech bogowie was chronią.

* * *

Kilka godzin póżniej szaman i dziesięciu najlepszych wojowników weszli do Przeklętego Lasu. Niedługo miało świtać.
- Chroń nas, wielki Orbonie - powiedział błagalnie jeden z nich.
Starzec kiwnął tylko głową. Wiedział już mniej więcej o co może chodzić. Co prawda wielu rzeczy jeszcze do końca nie rozumiał, jednak był prawie pewien, że nic im tu nie może grozić.

Z zamyślenia wyrwał go nagły krzyk jednego z ludzi.
- Demony! - wojownik rzucił się do ucieczki
- Wracaj tchórzu! - krzyknął Orbon, jednak nie powstrzymało to zbiega przed ucieczką - Jeśli postąpicie jak on, pozamieniam was wszystkich w żaby! - wrzasnął.
Podziałało. Chodź z oporami.

I nagle zobaczyli je.

Trzy upiory stały na polanie. Wszystkie trzymały w rękach zielone słupy światła. Zza drzew wybiegały coraz inne demony, tym razem całe białe z czarnymi oczami. Poczęły miotać czerwonym ogniem i wkrótce zdałoby się cały świat stanął w płomieniach. Lecz duchy ze świetlistą bronią odbijały ogniste promienie, które trafiały w białe demony. Wydawało się, że nie będzie temu końca, gdyż zza drzew cały czas wychodziły nowe.

Nagle jeden z nich rzucił w stronę trzech upiorów metalową kulę, ta jednak zamiast je trafić zaczęła zmieniać kierunek i szybować w stronę napastnika. W tym momencie cały świat zatrząsł się w posadach. Huknęło, wszędzie szalał ogień. Wojownicy rzucili się na ziemię.

I nagle wszystko się skończyło. Las z powrotem był zielony i cichy. Demony zniknęły.

Powoli rozejrzeli się. Zobaczyli Orbona, który cały czas stał nieopodal nich.
- Co się stało? - spytał jeden z wojowników
- Odeszły - odparł szaman - na koleje dziesięć lat.
- Co teraz zrobimy?
- Zróbcie użytek z łopat, które poleciłem wam zabrać z wioski i przekopcie całą polanę.

Szaman usiadł na pobliskim pieńku, aby odpocząć. Teraz rozumiał wszystko. Z wykształcenia był historykiem. Wiedział, że wiele lat temu w galaktyce toczyła się wielka wojna, w której polegli prawie wszyscy Rycerze Jedi. Kiedy był na Coruscant słyszał, że po śmierci pojawiają się najbliższym kilka razy jako duchy, potem zaś odchodzą do innego świata. Nie rozumiał jednak dlaczego dusze tych trzech Jedi nawiedzają regularnie planetę, na której zginęli przed ponad pięcioma tysiącami lat. Teraz przypomniał sobie, że pewien Mistrz Jedi mówił mu kiedyś, iż aby duch Rycerza mógł zaznać spokoju, jego ciało musi zostać spalone lub zjednoczyć się z Mocą.

Tych trzech Jedi nie potrafiło jednak, dokonać tak trudnej sztuki. Nie było w tym nic dziwnego, Orbon zauważył w trakcie walki, że byli to osobnicy bardzo młodzi. Jako, że cała misja zaginęła bez śladu, nie było nikogo, kto mógły spalić ich ciała.

Za plecami odezwał się jeden z wojowników - Orbonie, znaleźliśmy tu ludzkie kości!

Szaman uśmiechnął się nieznacznie.
- Wykopcie resztę, a potem je spalcie.



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016