strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Boba Fett: Twin Engines Of Destruction nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Boba Fett: Twin Engines Of Destruction
hero
"Historia człowieka, który chciał być Bobą Fettem"

Podziwiajcie najsłynniejszego łowcę nagród w galaktyce! Boba Fett, dawniej człowiek legenda, aktualnie klon legenda. Nie darzyłem tej postaci nadmierną sympatią do czasu, gdy nie zapoznałem się z dwiema komiksowymi opowieściami. Pierwszą z nich były Cienie Imperium (Shadows of the Empire), drugą zaś rewelacyjny one-shot, Boba Fett: Twin Engines of Destruction.

up, up and away Twin Engines of Destruction oryginalnie ukazało się na łamach Topps' Star Wars Galaxy magazine, a dopiero pózniej jako one-shot wydany przez Dark Horse. W Polsce mieliśmy okazje ujrzeć zeszyt ten w premierowym numerze magazynu komiksowego Gwiezdne wojny (1/99), pod nazwą Boba Fett: Pojedynek łowców.

TEOD opowiada o wydarzeniach mających miejsce wkrótce po Powrocie Jedi, gdzie jak wszystkim się wydawało, Boba Fett zginął w paszczy sarlacka. Lukę po nim wypełnił młody łowca Jodo Kast. Śmiałek, postanowił zmierzyć się z legendą, przywdział identyczną mandaloriańską zbroję, zyskując tym samym wyrobioną latami reputację poprzednika.
Niestety dla Kasta, Fett przeżył i zamierza ukrócić karierę swego "następcy".
hande hoh
TEOD jest jednym z tych komiksów, o których mówi się, że są doskonałe. O jego klasie niech świadczą wyniki sprzedaży, fwhoooo... sprang... crunnk... stawiające go na pierwszym miejscu wśród komiksów z serii Star Wars.
Emocje dawkowane są w nim w sposób godny Hitchcocka. Historia zaczyna się od mocnego uderzenia - Jodo Kasta poznajemy, gdy w brawurowy sposób wykonuje jedno ze zleceń. To ambitny chłopak, waleczny, ale i bardzo pewny siebie. Owa arogancja sprowadzi z czasem na jego głowę nieszczęście. Kast, aby podnieść swój prestiż wśród łowców, występuje w kojarzonej dotąd z Bobą Fettem niezwykłej mandaloriańskiej zbroi. Fett nie ujawniając swej tożsamości wciąga młodego łowcę w pułapkę, rozpoczynając tym samym szalony pojedynek.

Od tego momentu akcja nabiera kosmicznego tempa. Łowcy wykorzystują wszystkie swe umiejętności, a akcja jest na tyle dynamiczna, że brakuje jedynie podkładu z szybką muzyką rodem z Mortal Kombat.
krak!
Walka Fetta z Kastem, to pojedynek, który rozgrywa się na kilku płaszczyznach. To nie tylko pojedynek na gadżety, ale i pojedynek dwóch silnych osobowości, starcie młodości z rutyną, w której górę weźmie dojrzałość. Jodo Kast to bez wątpienia doskonały wojownik. Brak mu jedynie stażu rywala. Fett jest wyciszony, cyniczny. Jego siłą jest doświadczenie zbierane przez lata w swoim fachu i niezłomność w dążeniu do celu, która przyprawiała o ciarki niejednego ściganego w galaktyce.

...i po walce Pojedynek Kasta z Fettem doskonale ilustrują kolejne plansze. Obie postaci wykonują niewiarygodne ewolucje - ostrzeliwują się, kopią i latają na plecakach rakietowych. Towarzyszą temu widoki z wizjerów zamontowanych w charakterystycznych hełmach i cała gama onomatopei.

Zakończenie tego niewiarygodnego pojedynku nie pozostawia miejsca na sentymenty i z pewnością zadowoli fanów "fetyszysty". Twin Engine of Destruction to komiks godzien polecenia wszystkim. Prawdziwe mistrzostwo świata.

Ps. Zeszyt ten wraz z opowieściami Kenix Kil, Aurra Sing i Scoundrel's Wages dodatkowo wydany został w roku 2000 w zbiorze Star Wars: Bounty Hunters TPB

Rif

Fabuła: 10/10
Grafika: 10/10


Boba Fett: Twin Engines Of Destruction oczami Bacy

Jest pewna rzecz właściwa Andy'emu Mangelsowi, choć nie za nią go cenimy. Pełen szacunek, podziw i czołobitne hołdy należą się mu za scenariusz do absolutnie genialnego komiksu Boba Fett: Twin Engines of Destruction.

Fabuła wydaje się trywialnie prosta "dobry łowca" (w tym znaczeniu, ten którego stronę trzymamy) musi odzyskać honor i szacun poprzez rozprawienie się ze "złym łowcą", który się pod niego podszywa. Więc sztampa i banał. Cokolwiek by się działo, 99 scenarzystów na 100 skopałoby sprawę jak nic. Na szczęście mieliśmy Andy'ego.

Pierwszą rzeczą, jaka prosi się o komentarz są adwersarze: tytułowy, ten "dobry", Boba Fett oraz cyniczny i ambitny Jodo Kast. Różni ich wiele - podejście do Kodeksu Łowcy, honor - łączy jedno, mandaloriańska zbroja. Pod nieobecność Fetta ciągle wypoczywającego po bliskim spotkaniu z trzewiami sarlacka, właśnie Kast, ze względu na podobieństwie hełmów o wąskim wizjerze w kształcie litery T, żąda wyższego honorarium za świadczone usługi. A że Boba to nie tylko 183 centymetry prawdziwej furii, ale i łeb też ma nie od parady, szykuje przebiegły fortel, dzięki któremu dojdzie do ostatecznej konfrontacji między obydwoma panami.

Drugą rzeczą, jest niewątpliwie specyficzny "klimat". Gardzę tym słowem do nieprzytomności, ale muszę z niego skorzystać. Mangels stworzył doskonały portret psychologiczny łowcy. Myśli i postępowanie Fetta są dokładnie takie, jakich na podstawie wizerunku małomównego łowcy zawartego w Imperium kontratakuje mogliśmy się spodziewać, że będą. W tej postaci miesza się okrutna kalkulacja, lodowaty pragmatyzm, marmurowy patos oraz przewrotna demoniczność za którą tak kochamy czarne charaktery. Mandalorianin zadziwia niesamowitym poczuciem humoru. Zimnym, przerażającym - czarnym w najlepszym tego słowa znaczeniu. Cały komiks przesiąknięty jest takim kpiącym, ewidentnie złym, wisielczym humorem. Zdawkowe, lakoniczne wypowiedzi Fetta po prostu urzekają.

Tak samo nie mogę wyjść z podziwu dla świata przedstawionego. John Nadeau kreśli nam brudny, obskurny półświatek łowców nagród i innych galaktycznych mętów. Speluny, brud, kurz, zakazane mordy i humanoidalne dziwki. Jeśli chodzi o trafność doboru środka wyrazu do tematu - idealna.

Czyniąc podsumowanie: wyżyny "komiksiarskiego" rzemiosła oraz niedościgniony paradygmat przedstawienia fettowatości. Można by na pęczki wyliczać innych autorów, których kult Boby przerósł, a którzy powinni kury szczać prowadzać, nie bezcześcić wizerunek Człowieka Którego Fanem Nie Jest Bruce Willis. No i przeprosić przede wszystkim prezydenta Kaczyńskiego za to co sami z Fettem zrobili.

Twin Engines of Destruction - absolutne must see.

Baca

[11.11.2007]
|przeczytaj inne recenzje|

Tytuł: Twin Engines of Destruction
Scenariusz: Andy Mangels
Rysunki: John Nadeau
Tusz: Jordi Ensign
Kolory: Cary Porter
Okładki: John Nadeau
Wydawca: Dark Horse Comics, 1997 i 2000
Wydanie: One-shot lub TPB
Wydanie polskie: Egmont, 1999



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016