strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Droids - Season of Revolt nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Star Wars: Droids - Season of Revolt
Pięć lat przed Nową nadzieją



"Smilers are the only truly contented being in the galaxy."

To miała być ostatnia opowieść o droidach. Wiele ich nie było, dobrych pomysłów jak na lekarstwo, moim zdaniem błąd z wyborem młodszego czytelnika w pierwszej serii i... Co tu dużo mówić, fiasko. A przecież pierwsza część drugiej serii zapowiadała się nie tak źle... Pewnie zabrakło dobrych autorów i jakiejś spójnej wizji, co z tymi droidami zrobić. Ale to był rok 1995, więc nie wymagajmy za wiele. Poza tym Ryder Windham dopiero zaczynał stawiać pierwsze kroki w roli autora... Ale tę opowieść zostawmy na następny raz. Dzisiaj...

Droidy jakoś nie wykazały ochoty powrotu do rodziny Pitareeze na Kalarbę, choć całą poprzednią opowieść do tego dążyły... Za to C-3PO załatwił im nowe zajęcie na statku hodowlanym Ithorian u mistrza Zornetha (pojawił się epizodycznie w poprzedniej historii). I gdzie tu przygoda? W oborze? Zanim jednak poszukamy przygód jedna uwaga. Dzisiaj, po wielu latach rozwoju EU, wiemy jak takie statki Ithorian wyglądały. Wtedy zaś... Co tu dużo mówić. W opowieści widzimy dwa i oba przypominają jakiś zwykły statek kosmiczny, a nie placówkę ekologów galaktyki. Fakt, na ich pokładach prowadzone są badania nad florą i fauną, ale to nie to co znamy dziś. Tym niemniej...

Bardzo szybko okazuje się, że wścibskość R2-D2 może prowadzić do kłopotów, a w każdym razie do warsztatu naprawczego. W ten oto sposób poznaliśmy prawą rękę mistrza Zornetha droida (a co) PDA6. Od niego zaś dowiadujemy się, że to czym się zajmuje mistrz to... "Uśmiechnięci", czy też jak ja wolę "szczęśliwcy", ofiary pewnego botanicznego eksperymentu, mającego na celu wprowadzenie na rynek pokarmu roślinnego strawnego i atrakcyjnego dla jak największej ilości ras. Wow! Szczytny cel i ekologiczny powiecie. Tak, do pewnego momentu. Naukowcy tworzą i badają różne rzeczy, bo od tego są, nie zastanawiają się nad implikacjami swych czynów, bo od tego akurat nie są, a jedynie próbują poszerzyć swą wiedzę i rozwinąć naukę cywilizacji. Natomiast jak ich odkrycia zostaną wykorzystane to... zupełnie inna bajka. Ale czy to powód, aby zakazać badań? Fakt, jak któryś z naukowców ma w sobie sporą dawkę odwagi i silny kręgosłup moralny, to pierwszą ofiarą jego eksperymentów jest on sam. I albo się uda, albo nie... Tu akurat nie.

Ów botanik przy okazji, jak to zwykle bywa, stworzył roślinę dającą wieczne szczęście... Eksperymentowano nawet na zatwardziałych zbrodniarzach... Efekty były obiecujące. Był tylko jeden feler, zmiany były nieodwracalne i istoty owe po zażyciu dawki roślinek stawały się radosne, aż do końca swego, niezbyt krótkiego, istnienia. Roślina była trująca? W pewnym sensie można tak powiedzieć. Jak zwykle znalazł się ktoś, kto wykradł próbki specyfiku i postanowił na tym zarobić. Tak oto powstali... "szczęśliwcy". A żyli krótko, gdyż bardzo szybko zatrudniano ich tam, gdzie inni pracować nie chcieli. Na przykład na polach minowych,... czy w kopalniach. I tak oto mistrz Zorneth, były współpracownik owego "szczęśliwego" botanika, za cel swego życia postawił sobie ochronę "szczęśliwców" przed galaktyką, ale i przed nimi samymi. To jednak nie wszystko...

W takich oto realiach zaczyna się kolejna przygoda naszych szczęśliwych droidów. A jak to w SW bywa, na kłopoty czekać długo nie trzeba. Ktoś siłą porywa jednego za "szczęśliwców", a droidy ruszają na pomoc. I czego tu nie ma... Od pościgu po wirusy komputerowe, od tyrana po nieszczęśliwych poddanych, od oblężenia po partyzantkę... Ups, przepraszam, terroryzm. Od nieoczekiwanych zmian akcji po nieoczekiwane zakończenie. A w tym wszystkim nasze droidy. Co ciekawe C-3PO nagminnie... rozmija się z prawdą, aby osiągnąć... korzyści. Zaś R2-D2 wciąga ich w coraz to nowe tarapaty. Jednym słowem...

To chyba już gdzieś grali? I nie mówię tu o fabule, która jest powtórką z powtórki historii literatury człowieka. Mówię o powtórce z klasycznej trylogii. Znowu mamy dwór,... ale nie Jabby. Znowu R2-D2 nosi w brzuchu dane istotne dla rebelii. Znowu ratuje się... bohatera w opresji. Znowu... Poza tym warstwa graficzna jest tu sztampowa i nie wnosi niczego do opowieści, oprócz nośnika danych. Nic specjalnego... I jak tu się nie dziwić, że serię postanowiono zamknąć. Fakt, te cztery zeszyty to dużo różnych wydarzeń, ale w sumie to nic odkrywczego, a nasze droidy kończą tak jak lubią, czyli... w kapsule ratunkowej. Ile razy można odgrzewać ten sam kotlet? Nie lepiej go zjeść i zapomnieć? OK, zapomnijmy więc i... Nie, to nie koniec. Będzie jeszcze coś, ale to zupełnie inna bajka i inne powody jej powstania. A więc nie traćmy czasu na przygody C-3PO i R2-D2 u Ithorian, a udajmy się na spotkanie z...

Droid
[08. 12. 2007]

Tytuł: Star Wars: Droids - Season of Revolt
Scenariusz: Jan Strnad
Rysunki: Bill Hughes
Tusz: Keith Williams, Rich Perrotta
Kolory: Chris Chalenor, Perry McNamee
Okładki: Kilian Plunkett
Wydanie: 4 zeszyty - Droids v2 5-8
Wydawca: Dark Horse Comics, wrzesień-grudzień 1995

|przeczytaj inne recenzje|



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016