strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Droids - The Protocol Offensive nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Star Wars: Droids - The Protocol Offensive
Pięć lat przed Nową nadzieją



Ku pamięci Briana Daleya.

"What's the point of being operational without adventures?"

To już ostatnia odsłona przygód droidów w erze prekolumbijskiej,... znaczy przed "Nową nadzieją". W dodatku przez nikogo nie oczekiwana, gdyż prawie półtora roku wcześniej definitywnie zakończono próby opowiadania przygód blaszanej pary przyjaciół. Więc skąd ten specjalny, grubszy, lepiej wydany komiks? Z marzeń...

Wyjaśnia wszystko autor Ryder Windham w posłowiu. Autor? Mało pewnie kto wie, że Ryder zaczynał jako edytor w "Dark Horse". Ale jego marzeniem było pisać. Wcześniejsze opowieści w serii "Droids" jego autorstwa to jedne z pierwszych "wprawek". Dodajmy, że bardzo udane. A ponieważ Ryder zawsze dużym sentymentem darzył Star Wars i miał różne ciekawe pomysły, nic więc dziwnego, że wpadł na dość ciekawe rozwiązanie kwestii droidziej. Któż lepiej zna C-3PO, jeśli nie Anthony Daniels. Stąd i pomysł, aby dialogi "złotej sztaby" napisał sam droid. Wiadomo, pewnych rzeczy droid powiedzieć nie da rady, bo na przykład słychać byłoby oddech. Ale to nic nowego. Anthony zawsze bardzo aktywnie brał udział w tworzeniu własnej kreacji. I tym razem też się zgodził. Pozostała jeszcze kwestia fabuły. I znowu Ryder miał pomysł. Jego idolem od SW w owym czasie był... No któżby, jeśli nie Brian Daley, twórca tej pierwszej trylogii Hana Solo w czasach, gdy EU było jeszcze jak na lekarstwo, a co ważniejsze kreator słuchowisk radiowych opowiadających historię, wtedy tej jedynej trylogii. I Brian się zgodził. On to zarysował przyszłe przygody blaszaków. On wymusił istnienie super broni. On miał uczestniczyć w tworzeniu scenariusza. Ale... najpierw musiało powstać ostatnie słuchowisko "Powrót Jedi". I powstało. Lecz walka Briana z ukrytym wrogiem, rakiem, skończyła się dla wspaniałego autora niepowodzeniem... I wszystko wskazywało na to, że więcej droidów nie będzie... Ale Ryder miał marzenie...

I tak po roku Brian, Anthony i plastyk Igor Korley usiedli do pracy, której efektem jest obecna historia, oparta na owym szkicu Briana Daleya. Lecz zanim przejdziemy do samej opowieści, należy zwrócić uwagę na stronę plastyczną. Komiks ów zapowiada zmiany w sposobie tworzenia. Już nie sztywne kadry na planszach jak żołnierze w szeregu, już nie infantylny rysunek żywcem wyrwany z kreskówek. To komiks, który może być ozdobą każdej kolekcji. Fakt, ja tak malowniczych (dosłownie) komiksów nie lubię, pewnie z uwagi na mało wyraźny obraz wynikający z techniki, ale to tylko kwestia gustu. Komiks, ze sztywnym grzbietem, prezentuje się na optykę bardzo, bardzo korzystnie... Dobrze, dobrze, ale co wymyślili Ryder z Brianem?

R2-D2 i C-3PO przybywają na Thalboor jako przedstawiciele delegacji Hegemonii Tion, aby uczestniczyć w negocjacjach handlowych z rasami lokalnymi, a są nimi Troobi i Hoborzy. Jest tylko jeden problem, odwieczna wojna o wpływy. Troobi zajmują miasta i są na oko bardziej cywilizowani od zamieszkujących pustkowia Hoborów. Czy gdzieś tego już nie grali? Do tego, jak to w przypadku dwóch opozycyjnych stron, dochodzi wątek miłosny jak z "Romea i Julii". No i jest jeszcze owa super broń, relikt jakiejś bardzo starej cywilizacji. A w tym wszystkim nasze droidy. Co ciekawe C-3PO od ostatniej przygody rozwinął się. Już nie tylko rozmija się z prawdą, ale jeszcze namawia R2-D2 do działań sprzecznych z prawdą. I nawet mu się to udaje. Ale znając awanturniczy charakter "puszki na śmieci" nie jest to dla nas zbytnim zaskoczeniem.

Negocjacje są prowadzone na pokładzie stacji orbitalnej Hegemonii. Jest to małe miasteczko na orbicie, istne centrum kongresowe z miejscami frywolnej rozrywki dla uczestników, biznesmenów i polityków. Dość szybko dochodzi do przesilenia, a to za sprawą hazardu. I tak nasze droidy stają znów po dwóch stronach barykady. W dodatku radny Hegemonii traci twarz, wraz z przegranym droidem, i losy operacji spoczęły w młodych rękach jego syna. A dochodzi jeszcze owa nikomu nieznana super broń... kontrolowana przez tę bardziej "barbarzyńską" rasę. Odpowiedzi na wszelkie pytania i zagadki znajdują na planecie. W tym i miłość potomków obu zwalczających się stron...

To piękna opowieść, wybijająca się ponad przeciętną produkcję komiksową, nawet i dziś. Fakt, sięgnięto po klasyczne rozwiązania, ale przecież narzędzia można wykorzystać na wiele sposobów. Tu wykorzystano je właściwie, a jeszcze niesztampowe zakończenie, bez "happy endu", dodaje głębi wydawałoby się banalnej opowieści. A nasze droidy? No oczywiście bez nich nic by się nie udało. Nie wykryto by zdrady, nie odkryto by mordercy, nie uratowano by tych, których uratować jeszcze można było, nie zapobieżono by wojnie, ani użyciu super broni. Nie byłoby już niczego... A tak... Na pokładzie statku radcy Hegemonii ruszają ku nowej przyszłości.

"No more adventures. Promise?"
Droid
[08. 12. 2007]

Tytuł: Star Wars: Droids - The Protocol Offensive
Scenariusz: Anthony Daniels, Ryder Windham
Na podstawie pomysłu Briana Daley
Rysunki: Igor Kordey
Okładka: Igor Kordey
Wydanie: one-shot, 48 stron
Wydawca: Dark Horse Comics, październik 1997

|przeczytaj inne recenzje|



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016