strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Legacy #26 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Legacy #26: The Hidden Temple #2 z 2
137 lat po Yavinie



Jariah Syn: "No, she is not."

I tu, nieyako wbrew swemu zwyczajowi, będę musiał nakreślić całą panoramę historyczną, choć od razu zastrzegam, że li i jedynie w celach edukacyjnych oraz wykazania zależności między zeszytami, a także fabularnej drogi, którą z naddanej konieczności obrali twórcy.

Ciężko w to uwierzyć, ale od czasów zakończenia pokaźnej podserii Claws of the Dragon komiksowe Legacy drepce sobie beztrosko w miejscu. Akcja została rozdzielona dla kilku postaci i każde z nich obrabia swoje poletko w innej części wszechświata. Prawie symultanicznie odbywają się: niesamowite przygody kultowego admirała Gara Staziego; gatunkobójstwa złego do szpiku kości D. Krayta oraz rodzinne spotkania ze stryjaszkiem spenerzonego "na maxa" Cade'a Skywalkera. Nie żebym miał coś przeciwko. W końcu od jakiegoś czasu postulowałem, żeby seria nieco zwolniła i zajęła się przedstawieniem świata 14 dekad po bitwie wokół lesistego księżyca pewnego gazowego giganta. No i nie żeby Ostrander jakoś specjalnie akurat mnie posłuchał... : ) Ale trzeba przyznać, że odmiana przyszła w samą porę. Dzięki temu mogliśmy dowiedzieć się o niezadowoleniu szarych mieszkańców galaktyki, poznać ultymatywny kult Staziego i aspirujących do kultu nowych "Łotrów", jak również posiąść wiedzę na temat sekretów niektórych Cesarskich Knechtów. Prawda jest jednak taka, że całe te przetasowania i kolejne retardacje mają na celu dopasowanie się do Vectora, który serię Legacy nawiedzi już pod koniec września.. Tak więc cała ta kumulacja, wszystkie przygotowania i zbieranie eki były ciszą przed burzą. Pozostaje tylko wierzyć, że ostatnie cztery zeszyty "pierwszego crossovera w SW" będą naprawdę awesome (fatalistycznie - przynajmniej jeden z nich) i zdarzenia ruszą znowu przełajem w mroczną przyszłość gwiezdnej sagi. Bowiem i mi powoli odbija się czkawką obstrukcja panująca w serii.

No, ale może w końcu "co w" i "o" zeszycie. Ukryta Świątynia nadal pozostaje scenerią dla poczynań osób dramatu. Mistrzowie Jedi intensywnie główkują jaką dać odpowiedź, podczas gdy pozostali goście rozprawiają o bieżących sprawach, rozprawiają o zaszłościach i weryfikują o nich nieco swoje opinie, lub na odludziu próbują się nawzajem w efektownej sztuce machajkijowej naparzanki. Rada w końcu podejmuje decyzję, która oczywiście ma tam jakiś wpływ na galaktykę, która, standardowo, jest znowu zagrożona. Kto więc ostatecznie poleci pozbawić żywota Cesarza-Samozwańca?

Pomińmy samą decyzję Rady - można było się jej spodziewać (tej drugiej, co prawda, też - na zasadzie 50%), to jest sprawa drugorzędna i marginalna. Tym razem przestój służył rozwiązaniu pewnej zagadki z przeszłości Rasiego Tuuma oraz Jariaha Syna. Która, to trzeba przyznać, pokazana jest w sposób iście mistrzowski i to zarówno pod względem planowania plansz, jak i oszczędnego dialogu. Bilateralne zestawienie racji obu panów naprowadza nas na szokującą prawdę oraz jest oczyszczeniem dla obu z nich, choć jednego zdecydowanie bardziej. Świetna robota Ostrandera, który potrafił naprawdę przekonywająco oddać rozterki i zarysować bardzo poruszający konflikt. Bohaterów. Janka Duursema także ślicznie skomponowała kadry, raz przyspieszając, raz zwalniając tempo. Bardzo dobra sekwencja numeru. Pozostałe zdarzenia ujdą w tłoku. Zblazowanie Cade'a jest tak nużące, że można zasnąć nad jego kolejnymi przelansowanymi grymasami. Jest z nim trochę akcyjki, ale nikłej i słabo poprowadzonej (w przeciwieństwie do poprzedniej, retrospektywnej z Tuumem). Mimo wszystko taki jednak był zamiar, by błyskawicznie odniósł zwycięstwo w tym klepanku, ale ujęcia nie robią już takiego wrażenia. Reszta bohaterów pojawia się ledwo dwa, trzy razy, przy czym każdy dostaje średnio jedną kartkę na swoje monologi - Stryj Nat z "Nieśmiertelnym" K'Kruhkiem , Cesarzówna Marysia z Azlyn Rae. No ale komu w drogę temu czas. Decyzja zapadła, nie ma odwrotu.

Komiks jest tak ładny graficznie, jak indywidualnie bardzo lubi się rysunki Duursemy. Sam średnio cenię jej kreskę, ale odpowiada mi zmysł planowania jaki z panem Janem wypracowali przez lata współpracy. Sama lokalizacja Świątyni pozostawia sympatyczne wrażenie. Zdecydowanie oniryczne miejsce okryte przyjemnym mrokiem rozświetlanym przez fluoryzujące faunę i florę. Udane tło. Jeszcze tylko warto napomknąć o "klasycznotrylogijnyn" dowcipie z zaradnością i samodzielnością Artoo i pora kończyć biadolenie nad tymi 40. stronami, w tym reklamami. Całość na plus.

Przed nami jeszcze tylko przygody Dartha Wyyrloka z duchem Dartha Andeddu z 27. zeszytu, który nota bene wyszedł wczoraj. No i już tylko Vector, a co dalej? Któż to na tę chwilę wie.

Baca
[28. 08. 2008]

Tytuł: Legacy #26: The Hidden Temple #2 z 2
Scenariusz: John Ostrander
Rysunki: Jan Duursema
Kolory: Brad Anderson
Okładka: Omar Francia
Wydawca: Dark Horse Comics, lipiec 2008

W następnym zeszycie: Legacy #27

|przeczytaj inne recenzje|



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016