strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Legacy #9 nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Legacy #9: Trust Issues #1 z 2
137 lat po Yavinie



"Skywalkerów wiąże tradycja z Ciemną Stroną."

Ciąg dalszy wprowadzenia w nową historię... A może to tylko powtórka? "Musisz odnaleźć Skywalkera!" Jakbym to już gdzieś słyszał... A, nieważne. W poprzednim odcinku, tym przy okazji historycznym, na scenie pojawiły się nowe pionki. Znaczy Darth Maladi, Nyna Calixte i Morlish Veed. Czas na następne, aby historia mogła toczyć się... chyba jakiś czas. A więc...

Wszyscy już wiedzą o pojawieniu się Cade'a Skywalkera. I wszyscy go pragną. Fakt, może i z różnych powodów. Tych może i też, w końcu to "przystojna męcina" z tymi blond loczkami. Na szczęście komiksy przestała rysować Jan i całość nabrała bardziej męskiego charakteru. Tym razem Colin Wilson... Jako tako. Artysta niestety koncentruje się li tylko na pierwszym planie i głównych tego planu postaciach. Reszty nie ma, ale jakoś się to przyswaja. Ujdzie... jak ktoś ma niewielkie wymagania. Na szczęście tym razem historia wzmacnia obraz.

Bo my tu gadu gadu, a stary znajomy Jedi z odcinka pierwszego (Hosk Trey'lis) przeżywa męki na torturach... Przecież chodzi o Skywalkera i plany w planach. Z jednej strony Darth Krayt i jego rozkaz doprowadzenia Cade'a żywego. Z drugiej "wierni" mu Nyna i Morlish. Z trzeciej Fel, z czwartej resztki Galaktycznego Sojuszu. O "dżedajach" nie wspomnę z tej tylko przyczyny, że akurat ich w tym odcinku nie ma. Oprócz oczywiście nieszczęsnej ofiary... A więc są. Cóż... Lecz jak spojrzeć na całość "from a certain point of view", to wszystko już było, tylko pionki stały na innych polach, kto inny zbierał cięgi, a ci drudzy byli górą. Teraz role się odwróciły. Zamiast Jedi mamy Sithów, zamiast Republiki Imperium itd. itd. Mimo to jak to zwykle bywa w odcinkach rozpoczynających nowe historie całość jest soczysta i bardzo przyjemna, na wodolejstwo przyjdzie czas w odcinkach następnych.

Ale gdzie tu znaleźć Skywalkera? Jak to gdzie, na stacji kosmicznej z czasów starej Republiki o łatwej do zapamiętania nazwie i kształcie "The Wheel" "af korz maj dark horz". Po naszemu to było... obręcz? Na pewno pamiętacie o co chodzi. Dziwne tylko, że przeżyła atak Yuziów, bo myślałem że... I znowu zbaczam, ale co chwila gdzieś mnie ciągnie, taki to "gęsty" odcinek. A na stacji, miejscem hazardu i "tajnych" spotkań, ważne dzieją się sprawy. Wysłannik Fela..., znaczy Imperatora Fela..., znaczy prawdziwego Imperatora Fela kapitan Bovark prowadzi rozmowy o zawiązaniu sojuszu z legendarnym admirałem Garem Stazi, którego legendy póki co jeszcze nie znamy, przedstawicielem pozostałości Sojuszu Galaktycznego. I o dziwo mimo olbrzymich uraz jakoś dochodzą do porozumienia, a elementem decydującym staje się... Bastion. Czyżby znowu miał być ostoją niedobitków historii? Ale przecież on już jest ostoją... Jak mówiłem, nic nowego.

Tak, ale znowu zapomniałbym o najważniejszym. O tych nowych, istotnych osobach dramatu w postaci agentów. Silnego i brzydkiego Jora Tolina ze strony Sithów oraz ślicznej i zwinnej Morrigan Corde wysłanniczki dobrze już poznanej pary moffów. A co dalej? A to następnym razem. Lecz...

Lecz to nie wszystko. Dla uważnych czytelników premia w postaci właściwie pokolorowanej planszy z Legacy #7, tej co to księżniczka zamiast Blue, a teraz to już Blue zamiast księżniczki, ale to nie było zamiast lecz w miejsce. Nic tylko wycinać i wklejać w odpowiednie miejsce, jak komuś to do czegoś potrzebne. Z drugiej strony ważkie pytanie od czytelników, kiedy poznamy tożsamość Darth Krayta? No właśnie... Fakt, wszystko wygląda na to, że tę tożsamość poznamy. Może i tego wymaga historia, ale... Pojawiają się zarzuty, że Legacy jest źle skomponowane czasowo, że od czasu do czasu pojawiają się elementy sięgające do historii, że pojawiają się zupełnie nowe elementy z potrzeby chwili, że to nie tak powinno być... A może należało kontynuować historię galaktyki dzień po dniu od Legacy of the Force? Wiecie co? Wolałem galaktykę tę nie poznaną, tę gdzie większości mogłem się domyślać, snuć własne wizje przyszłości i poszukiwać widm przeszłości. Niestety dla mnie czasy się zmieniły i nowe pokolenie wędrowców chce mieć wszystko od razu, podane na tacy. Pytam więc, a gdzie tajemnica, gdzie urok odkrywania, gdzie przygoda? Fakt, można się zgodzić, że niektóre posunięcia autorów, czy też raczej wydawców, są kontrowersyjne i pasują jak kwiatek do kożucha, czy też wyskakują jak Filip z konopi, ale... Ale czy można zadowolić wszystkich? Ja wolę tajemnicę, inni przejrzystość, taka do bardzo, bardzo odległa i ta mniej galaktyka. A na kompozycji to trzeba się znać i w ten sposób odróżnicie artystę o rzemiechy.

Droid
[14. 04. 2007]

Fabuła: x/x
Grafika: x/x

Tytuł: Legacy #9: Trust Issues #1 z 2
Scenariusz: John Ostrander
Rysunki: Colin Wilson
Tusz: --
Kolory: Brad Anderson
Okładka: Dave Ross i Brad Anderson
Wydawca: Dark Horse Comics, luty 2007

W następnym zeszycie: Legacy #10

|przeczytaj inne recenzje|



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016