strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Tales of the Jedi: Kinights of The Old Republic nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



Tales of the Jedi: Kinights of The Old Republic

4000 lat przed Bitwą o Yavin

Nigdy nie podejrzewałem, iż to powiem, ale żałuję, że Kevin J. Anderson (zwany wśród fanów i anty-fanów "KJA") nie zabrał się za scenariusz do kolejnej pozycji cyklu. Zabrała się za to osoba odpowiedzialna za zbrodnie okropniejszą niż zniszczenie Alderaanu, czyli Tom Veitch, scenarzysta nieszczęsnych Dark Empire, Dark Empire II. A sądziłem, iż bluzgi fanów SW doleją mu nieco oliwy do głowy. KOTOR (nie mylić z popularną grą, która pojawiła się kilka lat później), wydane pierwotnie pod tytułem "Collection", składa się z dwóch opowiastek rozgrywających się na kartach pięciu zeszytów. Cóż, oto historyjki, którymi szanowny pan Veitch nas uraczył:

4000 lat przed pierwszą bitwą o Yavin porządku i pokoju w Galaktyce strzegą rycerze Jedi.

Pośród nich wyróżniają się adepci Ulic Qel-Droma, jego brat Cay Qel-Droma i Tott Doneeta, szkoleni przez mistrza Arcę. Ci młodzi studenci Mocy zostają wysłani na swoje pierwsze prawdziwe zadanie na planetę Onderon. Na niej to trwa od ponad trzech stuleci krwawa Wojna Bestii pomiędzy wygnanymi z gigantycznego miasta Izis kryminalistami, a jego mieszkańcami na czele z królową Amanoą. Wypędzeni za mury miasta kryminaliści i wyrzutkowie społeczeństwa, by przeżyć w dżungli oswoili i przystosowali do swoich celów ogromne bestie zamieszkujące pierwotnie księżyc Dxun. Co zastanawiające Dxun posiadał atmosferę zdatną do życia, a ponieważ zgodnie z tokiem rozumowania autora Dxun i Onderon leżały tak blisko siebie, bestie z księżyca mogły przelecieć kosmiczną próżnie i tym sposobem zawędrowały na planetę. Zwani od tej pory Jeźdźcami Bestii kryminaliści atakują na swych wierzchowcach mury miasta zadając jego mieszkańcom ciężkie straty. Na pomoc przybywają wyżej wspomniani Jedi, mający za pomocą dyplomacji rozwiązać trwający przez setki lat konflikt. Obecność Jedi zamiast pomóc, jeszcze więcej gmatwa sytuację, gdy po przyłączeni do sił rebeliantów, ich dyplomacja zamienia się w znane nam z Epizodu II "agresywne negocjacje". Wojna Bestii przybiera na sile. W międzyczasie okazuje się, iż królowa Amanoa jest opętana ciemną stroną Mocy i sytuację ratować musi stary, poczciwy mistrz Arca. Dodatkowo jesteśmy świadkami ślubu następczyni tronu z przywódcą Jeźdźców Bestii. Prawdziwy wyciskacz łez.


Kolejnym rycerzem Starej Republiki jest Andur Sunrider, doświadczony i potężny rycerz Jedi, który wpada w głupią i prostą pułapkę mściwego Hutta Boggi. Mianowicie zostaję ugryziony przez jadowitą jaszczurkę. A sądziłem, iż Jedi potrafią neutralizować toksyny... W końcu Luke Skywalker potrafił. Andur ginie na oczach żony - Nomi przy okazji osierocając córkę Vimę (nota bene, mającą włosy koloru blond, a w "Redemption" już rude... czyżby zabrakło farby?). Poddająca się nienawiści Nomi chwyta pozostawiony przez poległego męża miecz świetlny i z wprawą godną mistrzyni Jedi roznosi w pył zbirów Boggi. Należy dodać, iż Nomi miecz świetlny trzyma po raz pierwszy w dłoni oraz nie przeszła jeszcze szkolenia Jedi. Widocznie kolejne cudowne dziecko Mocy. Mimo bólu i żalu, postanawia kontynuować misję Andura, tj. dostarczyć kryształy potrzebne do stworzenia mieczy świetnych do mistrza Thona (przypominającego wyglądam nosorożca) na planetę Ambrię. Tak też robi, a mistrz Thon przekonuję ją do rozpoczęcia szkolenia Jedi. Przez kolejne 50 stron nic się nie dzieję, Thon zanudza nas pseudo-filozoficznymi wywodami, Nomi swoimi rozterkami, Bogga machlojkami. W międzyczasie Nomi za sprawą Mocy lub autorów zmienia kolor włosów z rudych na ciemny blond, Bogga próbuje wszystkich zabić, a Thon ratuje sytuację.

Naprawdę nie wiem czy śmiać się z tego komiksu czy płakać. Chyba raczej to drugie, gdyż ludzie z Lucasfilm zaakceptowali kiepską fabułę, a ci z Dark Horse takie wydanie. Odrobinę lepiej wypada pierwsza historyjka z Ulic'em i spółką, głównie z jednego powodu - jest krótsza.

Nie wiem, co można pozytywnego powiedzieć o tym komiksie. Bardzo się staram, bo nie lubię tak nisko oceniać czegokolwiek spod znaku "Star Wars", ale nic takiego nie znajduję. Rysunki i kreska wyglądają okropnie. Podejrzewam, iż ja sam w dzieciństwie lepiej bazgrałem (pozdrowienia dla tego małego sku**(bańca), który uczył mnie plastyki w podstawówce!). Najbardziej mnie irytuje portret Ulica Qel-Dromy, jednego z moich ulubionych bohaterów świata SW, który w KOTOR wygląda jak kobieta. Zastanawiam się czy rysownicy sami wiedzieli, jaką on ma mieć płeć!

Sytuację odrobinę ratuje Dave Dorman swoimi niezłymi okładkami, dlatego za grafikę "Rycerze..." dostają aż dwa punkty, miast jednego.

Szkoda tylko, iż ten kmiot znalazł się w takiej świetnej serii jak "Opowieści Jedi". Ale może to już reguła, iż w każdej dobrej serii znajduje się pozycją, nad którą recenzent może się poznęcać. Na pocieszenie dodam, że kolejne części "Tales of the Jedi" są już tylko lepsze.

Asch

Fabuła 2/10
Grafika 2/10



Nie wgłębiałem się w fabułę komiksu, a jedynie przyjrzałem się kresce poszczególnych zeszytów, bowiem za całość odpowiada trójka rysowników i ciężko ich wszystkich wrzucić do jednego koszyka krytyki. Do uwag Ascha zgodzę się w przypadku trzeciego zeszytu, otwierającego opowieść o Nomi Sunrider. Faktycznie kreska pani Janine Johnston jest beznadziejna. Pierwsze dwa zeszyty, czyli opowieść o przygodach Jedi na Onderonie rysował Chris Gosett. Jego rysunki nie są równie błyskotliwe jak przy późniejszym Redemtpion, ale to nie znaczy, że są fatalne. Bohaterowie wyglądają trochę jak za stylu New Romantic, stąd może słuszne skojarzenie z nieco zniewieściałymi postaciami bohaterów. Jako fan New Romantic bronię kreski Gossetata. No i dwa ostatnie zeszyty opowieści o Nomi Sunrider i autor rysunków David Roach. Przypadły mi jego prace do gustu. Szczególnie dobrze radzi sobie Roach z twarzami. Jest w nich pewien rodzaj delikatności. Przygotowując materiał do oprawy graficznej do powyższej recenzji pozwoliłem sobie wyróżnić trzy rysunki Nomi w jego wykonaniu, by każdy mógł sobie sam ocenić jego kreskę.


Rif

|przeczytaj inne recenzje|

Scenariusz: Tom Veitch
Rysunki: Chris Gossett, Janine Johnston i David Roach
Tusz: Mike Barreiro
Kolory: Pamela Rambo
Litery: Willie Schubert
Okładki: Dave Dorman
Wydanie w USA: Dark Horse, 1993
Wydanie w Polsce: brak



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016