strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > The Kingdom of Ice nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny



The Kingdom of Ice

Bezpośrednio po Nowej nadziei





"What's Artoo chirping about?"

Historia równoległej serii komiksów Marvela nie trwała długo. Skończyła się na początku 1979 r. wraz z szesnastym numerem magazynu Pizzazz. Pewnie mało kto chciał go kupować, a poza tym seria główna Marveli, wydawana co miesiąc w formacie pełnego zeszytu, a nie trzech planszy, dawno już wyprzedziła dokonania Luke'a i Lei w drodze na Akurię II. Niestety, ta opowieść urwała się przed końcem. Na szczęście Anglicy ją dokończyli w swoich wydawnictwach, a Amerykanie mogli ją w pełni poznać dopiero w 1981 roku. Z jednej strony szkoda pomysłu równoległych wątków, ale z drugiej...

Luke, Leia i droidy z lekkim opóźnieniem trafiają w końcu na Akurię II, aby nawiązać kontakt z drugą bazą Rebelii... I jak zwykle Rebele przesadzili. Tak naprawdę to mieli dopiero nawiązać pokojowe stosunki i zachęcić lokalną społeczność do oporu przeciwko złemu Imperium. Społeczność? A to dobre... I jak zwykle w takich przypadkach bez ataku Tie i awaryjnego lądowania w śniegu, czy wspomniałem, że to lodowa planeta, się nie obyło.

Tu zwracam uwagę, że dana opowieść należy to tych miałkich i wrażliwi mogą dalej nie czytać.

Na szczęście Leię i Luke'a od zguby z rąk lokalnych yeti (znowu nie wspomniałem o wielkich, białych, futrzastych potworach) ratuje wielka ruchoma forteca (mobile fortress - war sled) na... chyba nie na kółkach, dowodzona przez dowódcę lokalnej komórki Rebelii pułkownika Odana. Niestety droidy zostały poświęcone koło wraku Tie... bez pilota na pokładzie. Cóż... wojna. Ale Luke'owi zrobiło się tak przykro, że przestał się odzywać. Za to Leia... ma co obgadać z przyszłym rebeliantem. Tymczasem...

Droidy zostały porwane przez yeti i... odniesione do tajnej bazy pod śniegiem, którą zarządza dowódca lokalnej komórki Rebelii pułkownik Odan... Co?! Ano. Teraz już wiecie na czym oparto pomysł historii. Nie może być dwóch takich samych pułkowników. Bo jeden nie jest wcale żadnym rebeliantem, a "zwyczajnym" imperialem z lokalnej bazy. Co dalej? Ojojoj. Wszystko co ma być. Pościgi, strzelaniny, dramatyczne zwroty akcji, oczywiście wielki potwór, fortele, burza śnieżna, atak na garnizon imperialny i wszystko jak zwykle kończy się "dobrze". Jasne, że nie dla wszystkich. Jednym słowem dzieje się, ale to niczego nie zmienia.

Technicznie opowieść jest nierówna. Bo o ile scenariusz pisał tylko Archie, o tyle cała gama rysowników, przerwa w produkcji i ponowne wznowienie na innym kontynencie spowodowało to, że nawet yeti w połowie zmieniają kolor futra z białego na niebieski, a nie jest to jedyna zmiana. O sztuce rysunku nie ma co wiele mówić. Sztampa tamtych czasów, znaczy wszystko w jeden z góry narzucony krój. Ale za to sporo różnych ciekawostek. Cała plejada różnego rodzaju sprzętu: zdalnie sterowane Tie, sanie, narty, fruwaki (snow flyer), większe fruwaki (starto-hooper) i jeszcze większe fruwaki (których tu nie widać, ale z pewnością są, jakoś przecież na końcu Luke z Leią i droidami muszą wrócić na Yavin IV)... Wszystko w pełni zautomatyzowane zgodnie z duchem epoki. A oprócz warstwy technicznej pozostaje jeszcze socjologiczna. Owe yeti to rozumna rasa zamieszkująca Akurię II i oczywiście uciskana przez Imperium tak, że dobrzy ludzie (tu rebelianci) musieli ich wspomóc i uratować. Poza tym dowiadujemy się, że szkolenie Lei nie tylko dotyczyło senatu, ale i strzelania (to chyba pierwszy taki przypadek w historii EU), Luke dwa razy wspomina Beggar's Canyon i popisuje się podobnym manewrem (to też chyba po raz pierwszy), a nawet siada za sterami Tie (czy kiedyś to powtórzono?).

Ta historia pozostaje dla fana SW li tylko ciekawostką, w którą stronę mogło to pójść. Druga ciekawostka to skierowanie uwagi na komiksy spod znaku Marvela z Anglii, które nie wszystkie były takie jak w USA. A po trzecie, to jednak tak mogło być, bo co mogłoby w tym przeszkodzić? Czytać, czy nie czytać? Oto jest pytanie...

Droid
[16. 04. 2008]

Tytuł: Kingdom of Ice
Scenariusz: Archie Goodwin
Rysunki: Walt Simonson i Klaus Janson, Dave Cockrum i John Tartaglione
Kolory: Marie Severin
Okładka: -
Wydanie: Marvel Pizzazz Magazine lipiec 78 - styczeń 79
Wydanie: Wydane na nowo i dokończone Marvel UK Star Wars Weekly" #57-60
Reedycja: Marvel Ilustrated Books: Star Wars #1
Wydawca: Marvel Comics, 1978-1981


|przeczytaj inne recenzje|





Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016