strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > Empire: Darklighter nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


Empire: Darklighter
Tuż przed bitwą o Yavin



"There will be order, through power."

Gdy zabieramy się za opisywanie ikon historii należy zachować porządek i umiar, a wtedy osiągniemy sukces. Biggs Darklighter jest ikoną Star Wars bez dwóch zdań. Przyjaciel samego Luke'a Skywalkera, oddał za niego życie, dzięki czemu atak na "Gwiazdę Śmierci" udał się, a to z kolei poprowadziło Rebelię ku zwycięstwu. Czy chcielibyśmy poznać go bliżej? A któż by nie chciał. Do tej pory znaliśmy li tylko "wyciętą" scenę oraz to co opowiedział nam o Biggsie jego ojciec, czyli niewiele. I oto Mroczny Koń, a właściwie Paul Chadwick wziął za rogi historię buntu na "Rand Ecliptic". Od dnia, gdy o tym się dowiedziałem, nie mogłem spokojnie czekać na poszczególne odcinki opowieści.

Cześć pierwsza, jak zwykle dobra, wprowadza nas w relacje Biggsa i Luke'a tuż sprzed wyjazdu Darklightera do akademii. Tatooine, T-16, przyjaźń, to wszystko znaliśmy, no może z wyjątkiem tego, że T-16 najpierw należał do Biggsa. Jednak pojawiają się pewne zgrzyty... Biggs wstępuje do akademii Imperium, aby zostać pilotem. Imperium, bo wtedy wszystkie akademie wojskowe podlegały Imperium. I może nie ma w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż ojciec Darklighter nie pochwala owego czynu... Powiecie, co z tego, wujek Owen też nie chciał, ale... Ojciec Biggsa był przeciwny samemu Imperium. I tu moglibyśmy rozwinąć dysput polityczny, a to wina twórców, wyskakujących z ograniczeniem demokracji, co im się wyraźnie nie podoba. W tym miejscu powinienem zostać ostrzeżonym, ale w sumie sławna wycięta scena w końcówce epizodu przyćmiła negatywny wydźwięk pewnych dywagacji. I miało być tak pięknie...

Niestety. Część druga staje się tubą propagandową jedynie słusznej Rebelii. Fakt, powinienem wcześniej dojrzeć, że przemówienie Tarkina na promocji Biggsa i między innymi Hobbiego Kliviana, zdradza pewien sekret, który sekretem przestał być, a imię jego "Gwiazda Śmierci". Ciekawe? Nie bardzo, bo nagle Tarkin ma zbyt długi język i wszyscy, wszystko wiedzą, zanim... Po drugie Tie okazują się nędzną namiastką myśliwca, dla którego pilot jest tylko przystawką. A dalej jest coraz gorzej. Oczywiście Biggs, wraz z Hobbiem, trafia na ów sławny "Rand Ecliptic", który tu jest fregatą, a czasem krążownikiem. A to dopiero początek "kłopotów" opowieści... Po pierwsze Biggs!

Słaby psychicznie, nieprzystosowany, cienias nie żołnierz. I taki ukończył akademię pilotów myśliwskich? Służy pod rozkazami kapitana Helieska (tu chyba jakiegoś przekrwionego pijaka i awanturnika) razem ze znienawidzonym (sic!) Hobbiem Klivianem i zamiast wziąć się w garść to ciągle ma jakieś problemy. To mu nie pasuje, tamto miało być inne... To po co zaciągnął się do Floty? Mało tego, pierwsze niepowodzenie staje się dla niego furtką do dezercji. Jakie? A to już jak z gazetki propagandowej niedawno upadłego mocarstwa, naszego sąsiada. Z jednej strony cukiereczki z drugiej krwiożercze wilki i nasz psychiczny nie z tej bajki. Daruję wam resztę... Ale gdybyście zobaczyli ten krwiożerczy wzrok Biggsa, gdy pomysł ucieczki jego i trzech kolegów ze skrzydła Tie "ponoć" się wydał, gdy chciał zarżnąć drugiego człowieka jak świnię, nie dając mu nawet możliwości wypowiedzenia się, to zaczniecie wątpić, kto tu jest wilkiem, a kto jest całkiem zdrów. No chyba, że was już zindoktrynowali agenci Rebelii i nic do was nie dociera. Ok, załóżmy, że się wydało, ale sami powiedzcie jaki "inteligent" ucieka Tie? Idiota! W dodatku potem latają sobie od skały do skały i szukają rebeliantów. "Przepraszam, czy pan to może rebeliant?"

Nie wiem co pan Paul miał na myśli tworząc tego potworka, burzącego cały mój wizerunek Biggsa (a w poprzednim odcinku wszystko było jeszcze jak należy), ale chyba pobłądził i nie wiedział jak wybrnąć, stąd pewnie niespodziewany epizod w postaci obrazu z nowo powstającej bazy rebeliantów na Yavinie IV. I tu dochodzimy do kolejnego problemu historii. Czas... Ile go mija od sławnej wyciętej sceny (przechwycenie "Tantive IV") do zniszczenia "Gwiazdy Śmierci"? Brnąc ku końcu opowieści o Biggsie, cały czas wydaje nam się, że czas inaczej biegł w filmie, a inaczej w danej opowieści i że nie sposób zmieścić tego wszystkiego. Cóż... Czas dla Amerykanów nigdy nie był czymś istotnym i do ogarnięcia. A my ciągle jesteśmy przed buntem... A w międzyczasie upłynęły dni służby patrolowej Biggsa... A on do Rebelii ma jeszcze daleko.

Tie to myśliwiec krótkiego zasięgu, bo ani hipernapędu, ani układów podtrzymania życia, a to co pilot ze sobą zabiera musi w końcu się skończyć. I tu Biggs "błysnął". Postanowił, że wrócą na "Rand Ecliptic" i zdobędą zapasy choćby i siłą. Psychopata? Wrócili, nikt ich nie zatrzymał, okręt powitał ich grobową ciszą (sic!). A sprawcą był Hobbie, teraz kapitan Klivian. To najsłabsza część opowieści. Okazuje się, że imperialna marynarka pełna była rebeliantów, a na jednym okręcie były co najmniej cztery niezależne grupy, które opanowały okręt. Wierni Imperium uciekli... na Tie...

A teraz moje przemyślenia dlaczego to nie ma sensu. Na oko "Rand Ecliptic" to "stary" okręt klasy Acclamator znany nam z ATOC. Taka jednostka ma około 16 000 ludzi załogi, a z opowieści wynikałoby, że tylko nieliczni byli wierni Imperium. To by znaczyło, że od początku okręt miał rebeliancką załogę, tylko nikt o tym nie wiedział. Ale zostawmy to...

Kapitan Klivian bez ręki (sic!), którą stracił w walce, doprowadza okręt na Yavin IV. I tu zaczyna się druga część opowieści. Jan Dodonna planuje zdobycie nowych myśliwców przy pomocy "znajomych" z Incomu. Sama akcja też jest lekko naciągana. Typ: polowanie z przynętą. Na stare Tie z "Ecliptica" wywabiono wszystkie (sic!) Tie z osłony planetarnej, a w międzyczasie siły Rebelii ukradły nowo wyprodukowane X-wingi i po dokowaniu na "Eclipticu" (bo nie miały astromechów) wszyscy uciekli. Straty minimalne jeśli nie liczyć nogi (sic!) oczywiście Hobbiego. Za to Biggs "błysnął" zestrzeleniem Tie z ciężkiego ręcznego karabinu blasterowego (sic!). Wszystko "pięknie", tylko ten czas, który ciągle płynie...

I tak oto zrodził się Rogue Squadron (te słowa wypowiada Biggs). A dalej mamy streszczenie starego specjalnego numeru Wizarda, zapowiadającego serię "Rogue Squadron", o akcji zdobycia R2 na Commenorze. Zainteresowanych odsyłam do tamtego komiksu, bo tam było to znacznie lepiej przedstawione. W tej akcji nie brał udziału Klivian, który po stracie nogi załapał jakąś infekcję i jest umierający... Niestety współczesna medycyna z bactą włącznie nie jest w stanie zidentyfikować leku na tajemniczą gorączkę z dżungli. Jedyną wskazówką jest raport grupy zwiadowczej o roślinie, która uratowała 3/4 zwiadu. Na niebezpieczną wyprawę poszukiwawczą wyrusza między innymi Biggs. To już czwarty i ostatni rozdział "błyskotliwej" historii bohatera spod Yavina, a w dodatku najsłabszy fabularnie. Teraz przynajmniej wiemy dlaczego nie było go w bazie, gdy przybył tam Luke...

Kolejne wyjaśnienie sprawy Luka za sterami X-winga. Które to już? Teraz to obowiązuje, bo jest najnowsze. Nic to, autorzy w ostatniej odsłonie życia Biggsa skupiają się na człowieczeństwie. Co wyróżnia nas spośród martwej materii, co wyróżnia nas spośród innych istot inteligentnych? Co skłoniło Biggsa, aby szukać leku dla swojego największego "wroga"? Co skłoniło Biggsa do poświęcenia życia za swojego największego przyjaciela? Widać ktoś wpadł na pomysł, że przed śmiercią słabego psychicznie należy przemienić w bohatera. Klasyczne "from zero to hero". C'est la vie, mógłby ktoś powiedzieć...

I niech gadają, ja, Hobbie, Luke i Biggs wiemy swoje. Jeszcze tylko samobójczy atak na imperialną stację bojową i... I pozostała tylko galeria hologramów poległych pod Yavinem...

Wnioski nasuwały mi się cały czas. Opowieść jest bardzo nierówna, choć narysowana całkiem dobrze, mimo pewnej fluktuacji w chwilowej zmianie rysownika. Po momentach znośnych, czy nawet dobrych, pojawiają się takie cuda, że... Że nie udało się autorom wiarygodnie przedstawić jedynie słusznej historii i dlatego w nią nie wierzę. Te ciągłe huśtawki nastroju Biggsa, te niby zmiany zachowania, można by powiedzieć jak po kuracji psychotropowej, dają efekt... chorego psychicznie, a nie bohatera dojrzewającego do jedynie słusznej roli... wychodzi na to, że hologramu pośmiertnego. Fakt, teraz ta wizja historii obowiązuje, ale może za jakiś czas dowiemy się czegoś innego. A po drugie, to co wydarzyło się w historii o Darklighterze zapełniłoby ze trzy filmy sagi, a więc stałoby się sagą samą z siebie. A ponoć wydarzyło się to równolegle z wędrówką Luka do Rebelii... Pytanie tylko jak to możliwe?

Droid
[19. 08. 2007]

Fabuła: xx/xx
Grafika: xx/xx

Tytuł: Empire #8-9, 12, 15
Scenariusz: Paul Chadwick
Rysunki: Doug Wheatley, Tomás Giorello
Tusz: --
Kolory: Chris Chuckry, Brad Anderson
Okładka: Kilian Plunkett
Wydawca: Dark Horse Comics, grudzień 2003


|przeczytaj inne recenzje|



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016