strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Komiksy > Recenzje > The Day After the Death Star nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


The Day After the Death Star
Noc po Nowej nadziei



"I'm a hero!"

Ta myśl rozpierała młodą głowę Luke'a nocą po... Po zniszczeniu "Gwiazdy Śmierci", po uroczystości w świątyni, po imprezce z okazji, na której trunki lały się, tańce, hulanki, swawole, a Leia ze stołu wręczyła trzeci medal Chewiemu (a jednak!). A gdy wszyscy rozeszli się odpocząć, to Luke wyszedł na dach, pod... niebo z wielkim gazowym gigantem Yavinem, bo spać nie mógł.

"I'm a hero!"

To o czym zawsze marzył ziściło się. Szkoda tylko, że wujek Lars z ciocią Beru tego nie dożyli. Ale nic to. Od dziś Imperium nie ma szans. Luke pokona wszystkich wrogów i Vadera na końcu też. A co!

"I'm a hero!"

I co robi bohater w takiej chwili. Idzie się... przelecieć. Wszyscy śpią i tylko niezastąpione droidy, C-3PO i R2-D2, pomagają bohaterowi z głową w chmurach uruchomić postrzelanego X-winga.

"I'm a hero!"

Lecz nie tylko Luke'owi udało się uruchomić maszynę. Pewnemu pilotowi Imperium także. A efekt? Do przewidzenia...

"Any landing you can walk away from is good one."

No cóż panie bohaterze. Mając do dyspozycji R2 i doskonałe czujniki zwaliłeś sprawę, bo zapomniałeś naładować własne działa. Bohater... I został ci tylko jeden manewr. Za rodinu! Za... Wpieriod! Taran... Efekt, jak w załączonym cytacie. Ale to nie koniec opowieści. W dżungli, sam na sam, Luke staje przeciwko nurkowi... Ups, to tylko tak wygląda na infantylnym rysunku nomen omen Carmine'a Infantino. Tak, to ten pilot Tie, też mu się udało. A dalej mamy to, co tygryski lubią najbardziej. Męską walkę wręcz na śmierć. Tylko... Ten pilot... On był tak samo młody jak Luke... Wojna to nie opryski wiosenne, ani przygoda, panie bohaterze.

"I'll never forget the Death Star. But I'll never forget the day after it either."

Kolejna bardzo ciekawa i kanoniczna opowieść sprzed lat. Kolejna, która najpierw ukazała się w Anglii, a dopiero później w USA. I oczywiście na rysunek przyjdzie nam znowu przymrużyć oko, bo... Wiadomo. Leia na silikonie lub botoksie, albo i jednym i drugim, macho Han, góra futra Chewie, szturmowcy z innej bajki i ten "nurek" Tie. Ale poza tym... barszczyk doskonały. Nawet scena, gdy Luke magnetyzuje poszycie X-winga (sic!), aby R2 mógł wyjść na skrzydło i naprawiać myśliwiec, nie drażni. I tylko morał...

Oglądałem kiedyś film o psychologii wojny. Na przykładzie wojny w Wietnamie okresu amerykańskiego (bo były i inne wojny, to dla tych co nie habla) pokazano, że im żołnierz był dalej od frontu (na przykład pilot, czy to myśliwski, czy bombowy, u nas Luke po DS, gdzie zabił...) tym z większą dozą przygody wspominał swój udział. Natomiast piechota... Dla nich wojna nie miała nic wspólnego z przygodą. Bo w chwili, gdy musisz własnymi rękami zadusić lub zarżnąć takiego samego chłopaka jak ty, który umierając zaleje cię krwią, wymiocinami, moczem, czy kałem, gdy będziesz patrzył mu w oczy w chwili śmierci, to... A nie masz innego wyjścia, bo gdy tego nie zrobisz, sam znajdziesz się w jego położeniu. Wojna to nie bajka... A sam udział, nie czyni cię bohaterem.

Droid
[25. 05. 2008]

Tytuł: The Day After the Death Star
Scenariusz: Archie Goodwin
Rysunki: Carmine Infantino i Gene Day
Kolory: Marie Severin
Wydanie I: Star Wars Weekly #97-99
Wydanie II: Marvel Illustrated Books Star Wars #1
Wydawca: UK Marvel styczeń 1980, Marvel 1981


|przeczytaj inne recenzje|



Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016