strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Czytelnia > Fan-Fiction > Jedi Tales nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny


JEDI TALES

Dark Miagi

PROLOGUS

Niebo spowite było gęstymi, burzowymi chmurami, gdy podnosił kamień. Błyskawice co chwila przecinały ciemność, czyniąc na krótko z nocy dzień. Zaczęło padać. Jemu to jednak nie przeszkadzało. "Siły natury są sprzymierzeńcem Mocy"... czyż nie tak mówił mistrz? Czy może raczej były mistrz...

Młody Jedi wstał i cofnął się od ołtarza. Dookoła rozpościerał się zaiste piękny i przerażający zarazem widok. Bo czy może być coś piękniejszego, niż horyzont, widziany z najwyższego szczytu górskiego na planecie? Trzy kroki dzieliły młodzieńca od lewej i prawej krawędzi skały. Przed nim zaś mroczna rzeźba, oświetlona przez dwie rytualne świece, zdawała się w ich blasku żyć i poruszać się.

Kolejna błyskawica rozcięła niebo, oświetlając górę C'kht'ha i wykutą na jej wierzchołku niszę, na której tańczyły cienie przeszłości, za sprawą dwu wiecznych świec. U stóp posągu widniał piedestał, do niedawna będący miejscem spoczynku trzech kryształów...

Jedi przyklęknął i spojrzał na kamienną postać. Rozpoczął inwokację.
- Ty, który nawiedzałeś mnie w snach, by pokazać ścieżkę prawdziwej Mocy; ty, który ukazałeś mi drogę starożytnych Lordów Sith... Mistrzu Thouangkt, wołam do Ciebie ja, Koyayt Pulse, twój uczeń. Przybądź i nauczaj!" - Kakofonia grzmotów wokół nasiliła się. Zerwał się silny wiatr, niosąc ginące w wichurze słowa mistrza Sith:
- Zatem, mój uczniu, czas rozpocząć naukę... - Dathomira nie pamiętała takiej burzy od stuleci...



KSIĘGA I

CZEŚĆ 1

(dwa lata wcześniej)

- Teraz unieś skrzynię - Koyayt starał się wykonać polecenie mistrza. Ciężka skrzynia uniosła się nieznacznie. Po chwili zachwiała się i spadła. Koyayt starał się jeszcze zachować równowagę, ale stanie na jednej ręce bylo ponad jego siły. Upadł na podlogę. Mistrz Silacris pokręcił głową.

- Musisz czuć Moc przepływającą przez twoje ciało. Musisz otworzyć swój umysł i pozwolić jej przeniknąć. - Koyayt rozejrzał się po sali. Dookoła parkietu ćwiczebnego siedzieli inni uczniowie. Młody Jedi mógł wyczuć, że naśmiewają się z jego braku postępów posługiwaniu się Mocą. Czuł wstyd.

- Dobrze na dziś to wszystko. - westchnął Mistrz. - Udajcie się teraz do jadalni. Po posiłku oczekuję was w sali medytacji nr 309 na czwartym poziomie. - Sala w mgnieniu oka opustoszała. Wyszedł także Koyayt, wciaż słysząc szydercze uwagi za plecami.

* * *

Zebranie Rady odbywało się na najwyższym poziomie statku, w pomieszczeniu o kształcie kopuły. Było ono osobliwe, iż jako jedyne nie miało ścian i sufitu w naturalnym znaczeniu tych słów. Przezroczyste szyby z transparistali, zastępujące całe sklepienie tworzyły niesamowity efekt - przebywający w pomieszczeniu miał wrażenie bycia częścią otaczającej go pustki kosmosu.

Radzie przewodniczył kapitan Chu'unthora - Mistrzyni Jedi Shaana. Zawsze roztaczała wokół siebie specyficzną aurę, każdy jej ruch był zaiste majestatyczny. Służyła Republice juz od wielu lat, jednakże czas zdawał się ją oszczędzać. Wciąż wyglądała przepięknie. Zajęła miejsce na szczycie elipsoidalnego stołu. Za jej plecami rozciągał się widok na kadłub potężnego Statku - Akademii Jedi. Długi na blisko dwa kilometry kolos sunął teraz prędkością podświetlmną ku nieprzeniknionej czerni kosmosu...

Do pomieszczenia Rady możnabyło dostać się tylko za pomocą specjalnej windy. Z niej to właśnie wychodzili teraz pozostali członkowie Rady. Mistrz Silacris był już starym, doświadczonym Mistrzem Jedi. Jego siwa broda sięgała pasa. Mimo swojego wieku jednak, wciąż był pełen energii i chęci do szkolenia nowych adeptów. Za nim, w sail pojawił się Mistrz Yomoto. Wysoki, średniego wieku Bothańczyk pewnie wkroczył na podwyższenie i zajął swoje miejsce przy stole. MIstrzyni Nariel, Ithorianka, przybyła chwilę później. Jej zasługi dla Republiki, również duży bagaż doświadczeń, były wszystkim doskonale znane, więc Nariel stała się pełnoprawnym członkiem Rady. Całości składu dopełniał główny mechanik Remorex.

- Witam wszystkich i dziękuję za przybycie - rzekła kapitan Shaana. - Panie Remorex, czy zechciałby pan zabrać głos i przedstawić raport techniczny statku?
- Oczywiście, pani kapitan. Zdążamy teraz z prędkością optymalną do systemu Abregado - rae. Cel powinniśmy osiągnąć za standardowe 2 miesiące. Wszystkie silniki, zarówno podświetlne, jak i nadświetlne, sprawne. Mały wyciek chłodziwa w lewym skrzydle zatamowany i naprawiony. Generator osłony sprawny, czujniki bliskiego i dalekiego zasięgu sprawne. - zakończył raport Remorex.
- Dziękuję panu - rzekła Shaana. - Przejdźmy teraz do standardowych cotygodniowych raportów z postępów uczniów w nauce. Nariel?

Ithorianka przedstawiła swój raport, z którego wynikało, iż 80% jej podopiecznych poczyniło znaczne postepy w posługiwaniu się Mocą.

Następnie zabrał głos Yomotto. Ze szczególną dumą mówił o swoich uczniach i przedstawił wyniki nauki, które mówiły, że aż 95 % uczniów uczyniło postępy. Każdy inny członek Rady wiedział, że wynik tak wysoki powoduje fakt, iż do Mistrza Yomoto kierowani są począttkujący Jedi. Dla Yomoto wyniki te były jednak powodem do dumy i nikt nie chciał mu jej odmówic. Poza tym Yomoto był dobrym przyjacielem i współtowarzyszem w podróży i w nauczaniu.

Jako ostatni zabrał głos Mistrz Silacris. Przedstawił swój wynik 87 %, co w porównaniu z poprzednim tygodniem było znacznym postępem. W tym tygodniu jednak miał do przekazania ważną wiadomość.
- Zanim zakończę raport chciałbym Szanownej Radzie zwrócić uwagę na ucznia Koyayta.- w jego glosie wyczuwało się nutę niepokoju.- Od czasu opuszczenia jego rodzinnego systemu 3 tygodnie temu, wykazuje on poważny brak w przyswajaniu nowych umiejętności. Ma to być może źródło w jego przywiązaniu do matki. Jednakże staje się on obecnie obiektem drwin ze strony innych uczniów, a myślę, że wszyscy doskonale wiemy do czego to może doprowadzić.
- Dziękuję za tę uwagę Mistrzu. - rzekła pani kapian. - Ustalmy teraz przebieg programu nauczania na przyszzły tydzień.

* * *

Posiedzenie trwało jeszcze 2 godziny. W opustoszałej sali pozostały dwie osoby.
- Co o tym sądzisz? - spytała Shaana nie kryjąc niepokoju, obseerwując jednocześnie gwiazdy.
- Wyczuwam w Koyaycie duże brzemię. - odparła Nariel - Jego rodzina doznała wielu nieszczęść; sam Koyayt chciałby być teraz przy matce. Obawiam się, że tylko czas pokaże co będzie dalej, jednak musimy być czujni. Jeśli młodzieniec faktycznie jest obiektem pogardy i drwin to może się to skończyć tragicznie...



KSIĘGA I

CZEŚĆ 2

(miesiąc później)

Bezkresna odchłań kosmosu... Pamiętał, jak będąc jeszcze dzieckiem pragnął odwiedzić wszystkie te świecące punkty. Koyayt wspomniał czasem dni kiedy z ojcem siadał sobie przed domem i obserwował gwiazdy. Ojciec pokazywał mu układy, konstelacje... wskazywał światy, których nazwy młody Koyayt nie potrafił nawet wymówić...

Później przyszli oni... Nie zobaczył już ojca. Zapomniał o gwiazdach. Teraz widzi je znowu... i czuje niepokój. Czuje też coś jeszcze...

- Możesz już wyjść Takala. - rzekł na głos nie odwracając się od iluminatora.
- Witaj Koyayt. - usłyszał.
Takala podeszła bliżej.
- O czym myślisz? - spytała.
Koyayt odwrócił się i spojrzał jej w oczy.
- Możesz wyjąć rejestrator z kieszeni. I powiedz Tassarowi, żeby się odczepił. - Takala nie ukrywała zdziwienia.
- Ale skąd... ty... przecież...
- Są różne aspekty Mocy. To nie tylko podnoszenie skrzyń z narzędziami i wykonywanie jakichś dziwnych akrobacji.

Takala umilkła. Po chwili uciekła korytarzem na wyższy poziom. Koyayt odwrócił się do iluminatora. Tak, czuł niepokój. Coś się wkrótce wydarzy... Czuł to.

* * *

W kajucie panował półmrok, rozświetlany jedynie przez nikłe światło gwiazd przenikające przez iluminator. Mistrz Yomoto odprężył się i pozwolił by stres dzisiejszego dnia odpłynął z jego ciała i umysłu. Medytacja była dla mistrza odpoczynkiem i ucieczką od codziennych problemów. Lubił swoich uczniów, jeszcze bardziej lubił nauczać, jednak niosło to ze sobą dużo wysiłku. Zatem mistrz Yomoto uczył się korzystać ze wszelkich wolnych chwil w swym napiętym haromonogramie.

Medytował co noc... właściwie noc to pora umowna w przestrzeni kosmicznej. Wszyscy uczniowie jednak już spali i mistrz mógł korzystać ze wszechogarniającej go ciszy. Otworzył swój umysł na Moc...

...Znajdował się na statku, który płoną... Przerażone krzyki, rzucane rozkazy... to słyszał. Przed nim rozgrywała się walka: trzy niewyraźne postacie rozświetlał blask miecza świetlnego... Silacrisa! Ten drugi... słyszał o nim - to Yoda. Ale... co on robi na statku? Do kogo krzyczy... Zaraz, ta trzecia postać... Taka młoda, a jednak tyle w niej gniewu i furii. Zapłonęło należące do niej ostrze miecza. Yomoto próbował podbiec do walczących, ale jego ruchy były dziwnie spowolnione... Krzyknął, jednak jego krzyk zginął w nagłej eksplozji i ogarnęła go ciemność...

Yomoto otworzył oczy. Oddychał szybko, pot spływał mu po twarzy. Zrozumiał, że miał wizję... przyszłości.



KSIĘGA I

CZEŚĆ 3

(miesiąc później)

Trzy skrzynie wisiały w powietrzu, a sam adept nauk Jedi stal na jednej ręce. Oddychał spokojnie, głeboko. Tkwił tak już piętnaście minut. Wyczuwał zdumienie mistrza i wszystkich zgromadzonych wokół uczniów.

- Dziękuję Koyayt, zdałeś test pomyślnie. - rzekł w końcu mistrz Silacris. Koyayt delikatnie opuścił skzynie, stanął na nogi i skierował się ku swemu miejscu wśród uczniów.
Nagle zatrzymał się...
- Zbliża się do nas Ciemny Jedi. - wymamrotał w końcu. Mistrz Silacris osłupiał. Chwilę później odezwał się jego komunikator.
- Ekhm, przepraszam wszystkich. Kontynuujcie proszę ćwiczenia. - rzekł i wyszedł z sali.

* * *

- Dziękuję za tak szybkie przybycie Mistrzu Silacris. - rzekła kapitan Shaana. Mistrz odpowiedział pełnym szacunku ukłonem. Za iluminatorem mostka, w pustej przestrzeni dostrzegł republikański transportowiec.
- Jak pan widzi mamy gości. - kontynuowała kapitan - Grupa rycerzy zatrzymała Ciemnego Jedi imieniem Ba'al. Z informacji, które znajdują się w naszym archiwum wynika, że jest on pooszukiwanym przestępcą, winnym masakry na Forgoen IV... - Silacris wiedział co to znaczy...
- Nie możemy go u nas przetrzymać, to niebezpieczne. - rzekł w końcu.
- Obawiam się, że nie mamy wyboru. Transportowiec uległ poważnym uszkodzeniom podczas walki. Załoga utrzymuje, że Ba'al przebywał na pokładzie swojego własnego frachtowwca i nim został złapany zdołał uszkodzić widoczny przed nami transportowiec. - kapitan spojrzała Silacrisowi w oczy - Musimy zaryzykować. Oni nie mogą się stąd ruszyć. Nie możemy też wysłać wołania o pomoc, znajdujemy się blisko wrogich terytoriów.

Silacris wpatrywał się w pustkę przestrzeni i w kołyszący się w niej niemalże wrak tego co kiedyś było transportowcem.
- Kim jest kapitan tego statku? - spytał w końcu.
- To Yoda. - rzekł nowy głos. Mistrz Yomoto wszedł na mostek - Musimy strzec Ciemnego Jedi. Miałem wizję. Trzeba go odizolować od reszty załogi, szczególnie od innych uczniów.
Kapian i Silacris w milczeniu przytaknęli.
- Trzymajcie go z dala od Koyayta. - rzekł cicho Silacris, po czym szybko opuścił mostek.

- Transportowiec Republiki PR-IX, tu kapitan Shaanaa. Przyjmujemy was na pokład. Przygotujcie odpowiedni transport dla więźnia.
- Z pokładu transportowca mówi Yoda - odezwały się głośniki na mostku Chu'unthora - Wdzięczni jesteśmy niezmiernie za pomoc. Zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Nasz personel jest odpowiednio przeszkolony i gwarantuję, że nic nie grozi wam ze strony więźnia.
- Ufamy ci mistrzu Yoda, twoja sława jest nam znana, a twoje słowa wypełnia szczerość. Oczekujemy was na pokładzie. Bedzie to doskonała okazja byś mógł zobaczyć postępy naszych uczniów.- odparła kapitan.
- W imieniu załogi dziękuję za zaproszenie. Zatem do zobaczenia na pokładzie.
Złowroga cisza, jaka nastąpiła na mostku nie wróżyła niczego dobrego.

* * *

Przez dłuższą chwilę kapitan i Yomoto przyglądali się manewrom transportowca. Jak podały skanery, jeden z silników podświetlnych jeszcze działał. W końcu wylądował w hangarze.
- Mam złe przeczucia. - rzekł Yomoto
- Nie tylko pan. - odparła kapitan



KSIĘGA I

CZEŚĆ 4

Remorex skończył właśnie nadzorować transport chłodziwa do napędu podświetlnego z trzeciego poziomu ładowni na poziom drugi. Odetchnął z ulgą. Chciał móc wyjść stąd najszybciej, jak to tylko możliwe. Sama myśl o tym, iż poziom niżej zamknięty był Ciemny Jedi wcale nie napawała go optymizmem.

Dwaj technicy skończyli instalować skrzynie pod ścianą i zbierali narzędzia, gdy nagle powietrze między nimi zafalowało. Z pozoru dobrze umocowane skrzynie wyrwały się ze swych miejsc kierując się ku pracownikom. Parę sekund później obydwaj leżeli nieprzytomni. Remorex uruchomił swój komlink, jednakże zanim zdołał cokolwiek powiedzieć niewidzialna siła posłała go na ścianę. Nim ogarnęła go ciemność zauważył nikły cień przemykający się obok pokonanych i znikający w kabinie turbowindy...

Musieli wyczuć jego nadejście, gdyż jak tylko zjechał do poziomu trzeciego czekali z aktywnymi mieczami. Ich blask, nie licząc słabych lamp jarzeniowych, był jedynym źródłem światła w korytarzu. Koyayt wiedział, że nie zaćmi ich umysłu. Pełnym furii pchnięciem Mocy rzucił jednego z Jedi na ścianę. Ten nie upadł, jednak wyraźnie nie spodziewał się tego ciosu. Natychmiast na Koyayta rzucił się drugi strażnik. On jednak, wykorzystując zamroczenie pierwszego, wyrwał mu przypięty do pasa miecz świetlny, należący zapewne do więźnia. Uaktywnił go i odparował cios atakującego. Czerwone i niebieskie ostrza starły się sypiąc iskrami. Koyayt odepchnął przeciwnika i wyprowadził swój cios mierząc w głowę strażnika. Ten z trudem zablokował cios, jednak błyskawicznie przeszedł do kontrataku. Wymierzył cios mieczem w lewy bok Koyayta. Młody Jedi odparował jednak to uderzenie, jak i następne pędzące ku jego głowie z prawej strony. Szybkim kopniakiem z obrotu pozbawił strażnika tchu i odrzucił go na dobre kilka metrów. Po chwili jednak obydwaj strażnicy wstali gotowi do walki. Koyayt poświęcił sekundę na przyjrzenie się rękojeści miecza Ba'ala i na jego twarzy zagościł złowrogi uśmiech. Ułamek sekundy później z miecza wysunęło się drugie ostrze.

Ponownie zwarli się w starciu. Koyayt, doskonale przygotowany na walkę light staffem płynnie prowadził oba ostrza przeciw strażnikom Jedi. Wymiany ciosów były ledwie uchwytne dla ludzkiego oka, korytarz zaś, wystarczająco szeroki, by nie krępować ruchów, co chwila rozświetlał się przy akompaniamencie trzasków krzyżujących się ostrzy. W pewnej chwili Koyayt zablokował cios strażnika znajdującego się po jego lewej, by w ułamku sekundy cofnąć się o krok i odeprzeć cios pędzący na niego z prawej strony. Drugim ostrzem wymierzył cięcie w korpus przeciwnika. Ten nie zdołał zablokować, jedynie nieznacznie odskoczył. Ostrze Koyayta dosięgnęło celu, tworząc głęboką ranę ciętą. W tym samym momencie drugi strażnik wykonał pchnięcie w kierunku młodego Jedi. Ten jednak odchylił cios jednym, a ciął drugim ostrzem. Minęło kilka sekund nim zorientował się, iż pozbawił przeciwnika prawej ręki... Nie było jednak czasu na rozczulanie się. Koyayt wyłączył oba ostrza i skierował się ku pancernym drzwiom po drugiej stronie korytarza. Zanim jednak przez nie przeszedł, odwrócił się i przywołał Mocą jeden z mieczy strażników...



KSIĘGA I

CZEŚĆ 5

Ciche buczenie rozchodziło się po pustej sali, służącej wczesniej za magazyn chłodziwa. Nikła poświata energetycznych prętów więziących Ba'ala była jedynym źródłem światła. Więzień zaś był źródłem gniewu, teraz jednak nie był już sam. Choć energetyczna "klatka" tłumiła jego zmysły, Ba'al wyczuł obecność innego Jedi.
- Wiedziałem, że przyjdziesz. - rzekł - Twój potencjał wyczułem jeszcze na pokładzie transportowca, który mnie tu przywiódł. Uznałem wówczas za stosowne powiadomić cię o mojej obecności. Pamiętasz?
Koyayt zawachał się na sekundę lecz zaraz ruszył dalej, z każdym krokiem zbliżając się do Ciemnego Jedi.
- Tak. Czujesz to. - głeboki głos Ba'ala odbijał się od ścian. - Moc jest z tobą silna. Przyłącz się do mnie! Zbliż się i pozwól się nauczać!
Koyayt czuł, że stracił całą pewność siebie. Jak zahipnotyzowany podchodził bliżej i bliżej... by w końcu ujrzeć oblicze tego, który nawiedzał w snach...
[bliżej...]
Spod kaptura czarnej tuniki...
[BLIŻEJ]
...patrzyło na młodego Jedi dwoje oczu...
[BLIŻEJ!]

Eksplozja odczuć, utraconych fragmentów pamięci wymazanych obrazów ścięła Koyayta z nóg. Teraz wszystkie fragmenty układanki były na miejscu. Teraz nikłe cienie przeszłości ukazały swe oblicze, gdy Koyayt pogrążył się w transie...

...Stał na środku placu... Wokół płomienie, krzyki... Ciała martwych rozsiane były po całym mieście... [skąd wiedział, że to miasto?] Była też walka. Bohater prowadził pozostałych przy życiu do walki... Brat! To jego brat! [czuł to...] Próbował podbiec, lecz nogi ruszały się jakby w zwolnionym tempie... Próbował krzyknąć, lecz mógł wydobyć z siebie jedynie cichy szept... [czuł sie taki mały... jak dziecko...] Cała rodzina jaką miał... Gdzie oni są? Brat... Walczy. Nagle potężny wybuch odrzucił Koyayta, a tumany dymu przysłoniły mu widok. Gdy kurz opadł broniących się już nie było... Nad ciałem brata unosił się złowrogi kształt. Spod kaptura czarnej tuniki patrzyło na mniego dwoje oczu...

- Morderco! - krzyknął Koyayt. W następnej sekundzie mechanizm "klatki" Ba'ala ekplodował posyłając we wszystkie kierunki tysiące iskier. Gdy dym opadł u stóp Ba'ala upadł jego miecz.
- Przygotuj się na śmierc. - lodowaty ton głosu Koyayta pełen był gniewu.

* * *

Kręciło mu się w głowie... świat zdawał się wirować wokół niego. Z najwyższym wysiłkiem uniósł głowę. Czuł, że ból niemal rozsadzał mu czaszkę. Coś się stało, ktoś się włamał.... Musiał sięgnąć... włącznik alarmu... Po chwili zabłysły czerwone światła alarmowe. Remorex ponownie pogrążył się w ciemnościach.

* * *

Echo Mocy dotarło do tego, który potrafił słuchać. Ciemna strona Mocy była jak lodowaty płaszcz. Natychmiast wyrwał się z medytacji.
- Nie... - wyszeptał Yoda.

c.d.n.




Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016