Imperial City Online > Recenzja gry Empire At War strona głównastrona głównaforum dyskusyjnesklep fanów star wars
 Recenzja gry Empire At War nasze bannery
 Główna
 News
 Wojny klonów
 Epizod II
 Epizod III
 Komiksy
 Figurki
 RPG
 Clone Wars
 Galeria
 Wallpapers
 Czytelnia
 Wywiady
 Humor
 Bank Wiedzy
 Spotlite
 StarCast
 Wassup?
 Polski Stuff
 Fan Films
 O stronie

 Koszulki
 Sklep Star Wars


Sklep Gwiezdne Wojny





Empire At War
Recenzja

Jakiś czas temu podczas rozmowy z administratorem największego polskiego forum fanów Star Wars doszliśmy do pewnego wniosku. Mianowicie LucasArts powinien ograniczyć się do wydawania gier rewolucyjnych, bo wszelkie próby naśladowania popularnych tytułów okazywały się być raczej mniej niż bardziej udanymi. Empire At War od początku miał być raczej tytułem z tego drugiego worka. Wydawało się też, że podobnie jak LucasArts fani nie uczą się na błędach. Wiązali bowiem z zapowiadaną grą spore nadzieje. Tak było zawsze, lecz czy jednak i tym razem wyszło...

...jak zwykle?

Gdy włączamy Empire At War od razu nasze oczy bombarduje prawdziwa, graficzna poezja. A lądowe potyczki to jedynie przedsmak tego co zobaczyć można w kosmosie. Bitwy gwiezdne to oszałamiająca symfonia wizualnych wrażeń. Odrazu czuć, że to space opera. Pod względem graficznym Empire At War wygląda wspaniale, pod warunkiem, że nasz sprzęt pozwala na wysoki poziom szczegółów. Wielkim plusem gry jest tzw. tryb filmowy. Komputer sam wybiera odpowiednie ujęcie, siadamy wygodnie w fotelu i oglądamy bitwę jak w filmie. Przynajmniej w teorii. System nie jest doskonały, czasem wariuje i pokazuje jakieś puste sceny. Chwilami można jednak poczuć się jak w kinie, przynajmniej domowym.

Muzyka i dzwięki oczywiście również stoją na wysokim poziomie, z tym w grach SW nigdy nie było problemów. Wystarczy zamknąć oczy na moment, a to co wyleci z głośników przypomni nam nie jedno ujęcie z sagi. Charakterystyczne skrzypienie nóg AT-ST przy akompaniamencie kompozycji Johna Williamsa to coś co lubi chyba każdy fan. Szczególne wyróżnienie należy się za dobór utworów w oknie strategicznym, spokojne i budujące klimat, chóc twórcom jednocześnie udało się wybrać jedne z moim ulubionych motywów.

A jak prezentuje się sama kampania? Moim zdaniem całkiem dobrze. Nawiązania do A New Hope wplatane są w nią elegancko, z umiarem i na pewno wzbudzą pozytywne uczucia u każdego fana. Sama kampania polega na wykonywaniu takich czy innych misji, które zleca nam Imperator (lub Mon Mothma jeśli gramy Sojuszem). W przerwach możemy sobie podbijać planety, które w zadaniach nie odgrywają żadnej roli. Zdobywać pirackie kolonie, tłumić rebelianckie powstania lub wręcz przeciwnie, nękać małe imperialne placówki. A każda planeta jest inna od drugiej, klimat i historia robią swoje. Tatooine na przykład jest jednym z nielicznym miejsc w których budować możemy pałac Huttów, podczas bitwy zaś wiatr z piachem będzie tam wiał w oczy, na Hoth z kolei przeszkodzi nam śnieg. Dodatkowo przeczytać można krótkie teksty o każdej z nich, z jednego dowiadujemy się, że większość zabudowy Taris zostało zniszczone wraz z kilkoma miliardami ludzi podczas jakiejś wojny Sithów z Jedi.

Technologie dostępne w grze są takie, jak w prawdziwych Gwiezdnych wojnach, więc pokierujemy sobie AT-ST, a nawet AT-AT. Ten pierwszy jest dośc szybki i zwrotny, drugi zupełnie przeciwnie, czyli tak jak być powinno. Polatamy sobie niszczycielami Victory, Imperial, a nawet Gwiazdą Śmierci. Ta ostatnia daje możliwość zmienienia w pył Alderaanu i nie tylko. Tylko gazowe giganty potrafią oprzeć się potędze technologicznego terroru, zgodnie z prawami fizyki. Na dłuższy dystans czegoś tu jednak brakuje. O ile możliwość sterowania pojazdami znanymi z sagi jest przyjemna, o tyle może się nudzić. I na pewno znudzi się graczom, którzy fanatykami nie są. Bo wybór jednostek wcale taki spory nie jest. Jest wręcz mały. Za mały.

Pojedyńczy herosi potrafią zmieniać losy bitew i wojen. Również w Empire At War. Boba Fett nie tylko wyeliminuje dla nas drugoplanowych bohaterów przeciwnika, ale także bez większych problemów zniszczy kilka korelliańskich korwet przy pomocy swego słynnego statku Slave. Z kolei obecność Mon Mothmy zmniejszy koszty werbunku na danej planecie, podobne zresztą właściwości ma Imperator Palpatine. Zresztą by zdobyć niektóre planety wystarczy wysłać prom jedynie z tym Lordem Sith, błyskawice mocy oraz umiejętność przejmowania kontroli nad cudzymi umysłami już zrobią swoje. Na szczęście wszystko z umiarem, nec Hercules contra plures, i oni są śmiertelni (choć gdy już niby umierają, nagle po jakimś czasie jakby się regenerują). Obecność herosów nie zmniejsza wartości szeregowych wojów. W końcu to gra strategiczna.

Klasa: Lord Sithów i Baza jeden

Jeśli chodzi o jakość lokalizacji, skoncentrować trzeba się na kilku kwestiach. Tłumaczenie nazw własnych mi osobiście nie przeszkadza, wyjątkiem jest tu Home One (Baza Jeden w naszej wersji). Z drugiej strony jeśli już coś robimy, to niech zostanie zrobione dokładnie. Do, or do not, there is no try jak mówił nasz zielony hobbit Yoda. Nazwy nadawane losowo budowanym przez nas okrętom pozostały oryginalne, czyli angielskie. Nie będe za dużo mówił o błędzie jaki nie ominął i Empire At Wars, tj. o Lordzie Sithów. Ten problem powoli robi się nudny, ale skoro się przyjęło to niech tak będzie. Mówi sie trudno.




Wśród twórców Empire At War, tj. członków firmy Petroglyph, znaleźli się weterani znani z takich tytułów jak Civilization III, seria Command & Conquer, Dune 2 czy Eye of the Beholder i Eye of the Beholder II.

Strona studia Petroglyph dostępna jest w tym miejscu.

Głosy przeciętne. Jak dotąd RTSy przyzwyczaiły nas do bardziej przekonowujących, klimatycznych tekstów wygłaszanych przez nasze jednostki. A tu jakieś "ooo", "ałała", recytowane jak w pierwszej klasie podstawówki. I widzę już całe strony krytyki pod adresem pana Vadera. To po prostu nie jest ten głos, nie rozumiem jak ktoś mógł wybrać do tej roli akurat tego aktora. Przyznać jednak trzeba, że mimo to zagrany został dosyć przekonywująco, a jego Niech Ci się za wiele nie wydaje jest rzeczywiście takie jakie powinno padać z ust Lorda Sith. Bo są i dobre wokalne przypadki w polskiej wersji, gadki kilku bohaterów wymagają pochwały. I jeszcze na koniec na temat tłumaczenia - świetnie, że jest Wejder. Chyba nie znieślibyśmy polsatowego Wadera?

Jak zwykle?

Moja ocena dla Empire At War to 8/10 i 5- w skali szkolnej. Gra jest dobra, wciąga na te kilka dni potrzebne do podbicia galaktyki każdą z licznych nacji. Narzucanie kolejnym planetom swojej władzy w piątkowy wieczór, bez zobowiązań, to również bardzo miła forma spędzania czasu. A gdy jeszcze dochodzi możliwość pogrania ze znajomymi w multiplayer, Empire At War smakuje jak szampan premiera Marcinkiewicza. LucasArts ciągnie dalej słuszną serię gier dobrych, zapoczątkowaną Rycerzami Starej Republiki. I oby nie był to jednostrzałowy pistolet, który się wypuści, a następnie zapomni. Tylko czekam aż dane mi będzie wybudować w stoczniach Kuat Executora albo przeszkodzić rebeliantom w niszczeniu, tym razem drugiej, Gwiazdy Śmierci.

Ocena: 8/10

Merridius
17 lutego 2006


Poniżej prezentujemy jeszcze kilka screenshotów z Empire at War:





Figurki Star Wars


This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates.
Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd.
Website content (C) ICO Squad, 2001-2016